Co zrobić, jeśli mąż nie interesuje się rodziną?

„Mój mąż nic nie robi albo tylko mi pomaga w domu, czyli wyniesie śmieci, kiedy pięć razy go o to poproszę.

Wszystko jest na mojej głowie! Jestem wykończona! Czy został mi tylko rozwód? Jak go naprawić?” – piszecie do mnie często po ostatnim tekście.

Mam złą wiadomość: nie da się naprawić męża (bo to nie zabawka, która się zepsuła). Ale mam też dobrą, bo da się z tym jeszcze coś zrobić!

Co zrobić, jeśli mąż nie interesuje się rodziną?

NAJLEPIEJ ZACZĄĆ OD POCZĄTKU

Mam taką teorię, że ile ustalimy ze sobą na początku związku – tyle będziemy mieć. Wtedy mężczyzna się stara. Chce zrobić na nas wrażenie, więc nawet jeśli w dzieciństwie częściej widywał swojego tatę na kanapie niż ze szmatką w ręce, ale ty mu powiesz, że fajnie, jakby w domu, który będziecie razem tworzyć: mył kibelki i odkurzał – to on to będzie robić.

Jednak problem jest taki, że kobieta też chce zrobić wrażenie. Pokazać, że jest idealną żonką, która i ugotuje, i posprząta, i ze wszystkim świetnie da sobie radę, w końcu nie bez powodu mężuś wybrał właśnie ją, czego na pewno nigdy nie pożałuje.

I daje radę, dopóki nie urodzi dziecka (albo: dzieci). Nagle robi się ciężko. Nie spodziewałaś się tego, bo niby skąd mogłaś wiedzieć? Twoja mama nigdy nie narzekała! Kobiety wokół też raczej opisują macierzyństwo jak jedzenie waty cukrowej: jest tak słodko, że aż mdli.

A ty jesteś urobiona po pachy. Jednak nigdy nie jest za późno na zmiany! Poznaj mój autorski, trójstopniowy Plan Naprawy Męża Związku, który naprawdę DZIAŁA! Testowałam na sobie 😉

MĄŻ NIC NIE ROBI? POWIEM CI, CO MOŻESZ ZROBIĆ TY, ZANIM WYSTAWISZ JEGO WALIZKI ZA DRZWI

1. Ciężko zmienić drugą osobę – dlatego zmień siebie!

Właściwie po tym jednym zdaniu mogłabym postawić kropkę, bo już, to wszystko, możemy zamknąć komputer i wrócić do swoich spraw.

My – kobiety – często wchodzimy w związek z poczuciem misji: dla mnie się zmieni, dopasujemy się, będzie lepiej, jakoś się ułoży. Jakby mężczyzna był dzieckiem, które trzeba sobie teraz wychować.

No… Nie! On już jest wychowany. Więc jeśli chcesz zmian – musisz zacząć od siebie, bo tylko na swoje zachowanie tak naprawdę masz wpływ!

Skoro to czytasz, pierwsza zmiana już zaszła.

Widzisz problem, a to naprawdę dużo, bo w Polsce nadal wiele kobiet uważa, że właśnie tak powinno być, żadna krzywda im się nie dzieje, mąż dużo pracuje, ale nie pije i nie bije, więc w sumie i tak wygrały los na loterii. Nawet jeśli on zachowuje się w swoim domu, jakby był tylko gościem hotelowym i nie wie, do której klasy chodzą jego własne dzieci.

Bądź dobra nie tylko dla innych, ale również dla siebie!

Nie zrywaj się, jak tylko zobaczysz skarpetkę na podłodze. Daj czas innym, żeby mogli zareagować. Czasami trzeba dać nawet tydzień, ale hej! Czym jest tydzień w obliczu całego życia?

Nie wyręczaj, nie podtykaj pod nos. Nie niańcz, nie bądź nadopiekuńcza. Mój Piotr też kiedyś przychodził do mnie z informacją, że zaraz skończą mu się skarpetki, ale patrzyłam wtedy na niego jak na przybysza z obcej planety mówiącego do mnie w języku, którego nie rozumiem. Jednym słowem: nie reagowałam. I wiesz co? W końcu znalazł drogę do pralki. A nawet nauczył się ją obsługiwać!

2. Dostrzegasz swoje potrzeby? To teraz zacznij je komunikować!

Kiedyś kobiety nie mówiły wprost o swoich potrzebach. Dlatego możesz mieć z tym problem. Bo nigdy się z tym nie spotkałaś! W rodzinnym domu mama raczej chodziła, wzdychała i czyniła drobne aluzje typu: „Ale jestem dzisiaj zmęczona, ech!” zamiast powiedzieć wprost, że potrzebuje pomocy.

Ale czasy się zmieniły. Nie musisz być jak ta dama ze słynnego już klipu z Cynthią Nixon, która nie mówi „tak”, nie mówi „nie”. Jasne wyrażanie swoich potrzeb najbliższym to nic złego!

Bo facet sam się nie domyśli. Ba! Myślę nawet, że będzie wdzięczny, kiedy – zamiast słuchać od rana do wieczora: „Ale mi ciężko” – usłyszy po prostu: „Zrób kolację, bo ja naprawdę nie mam siły i marzę tylko o tym, żeby poleżeć w wannie!” :).

3. Raz ja tobie, raz ty mi

Nie masz lepszego sposobu dotarcia, kiedy mąż nic nie robi. Działa nawet na najbardziej opornych!

Zamiast pytać: „Czy mogę wyjść?” lub informować: „Wychodzę. Zostań z dziećmi”, powiedz: „Wychodzę. Czy możesz zostać na godzinę z dziećmi, a potem ty będziesz mieć godzinę dla siebie?”.

Albo: „Teraz jestem zajęta. Jeśli położysz dzisiaj dzieci spać, ja położę je jutro, ok?”.

Pokażesz w ten sposób, że masz swoje potrzeby, ale wiesz, że on również ma. Nie jesteś roszczeniowa, nie oczekujesz, że od teraz partner będzie robił WSZYSTKO. Bo raz robisz ty, raz robi on, a innym razem robicie coś razem. Dokładnie tak, jak powinno być w zdrowym związku.

Brzmi banalnie? Pamiętaj, że proste sposoby są najlepsze! Kiedy zmienisz siebie, czyli zauważysz swoje potrzeby i zaczniesz je jasno komunikować, twój facet będzie miał dwa wyjścia: albo się dostosuje do nowej sytuacji. I problem z głowy. Albo ucieknie, bo związał się przecież z kimś innym. Ale wiesz co? Myślę, że wtedy również będziesz mieć problem z głowy ;).

(108 450 odwiedzin wpisu)

Mąż nie daje pieniędzy na rodzinę

Co zrobić, jeśli mąż nie interesuje się rodziną?

Na każdym z małżonków pozostających w małżeństwie ciąży obowiązek dbania o rodzinę . O jej bezpieczeństwo zarówno materialne ale też emocjonalne czy duchowe.

Co zrobić gdy małżonek nie poczuwa się do tego obowiązku? Nie łoży na rodzinę? Co zrobić w sytuacji, gdy nie zamierzamy wnosić sprawy o rozwód, bo nie chcemy, nie jesteśmy na to jeszcze gotowi, a chcemy uzyskać alimenty ?

Z pomocą przychodzi nam art. 27 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który mówi o obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny.

Musimy pamiętać, że realizacja tego obowiązku może przybierać różne formy, które mają charakter równorzędny. I może to być świadczenie pieniężne uzależnione od możliwości majątkowych i zarobkowych małżonka, staranie o wychowanie dzieci czy też praca we wspólnym gospodarstwie domowym.

Bardzo ważne jest to, że małżonek, który przekazuje nam pieniądze na utrzymanie rodziny , nie może twierdzić, że to wszystko co może zrobić dla Nas, a opieka nad dziećmi czy pomaganie w gospodarstwie domowym już takiego małżonka nie interesują.

Pamiętajmy również o równej stopie życiowej małżonków. Zasada równej stopy życiowej oznacza, że rodzice muszą zapewnić dzieciom warunki materialne w których sami żyją. Zasada ta obowiązuje również po ustaniu małżeństwa.

Zasada równej stopy życiowej nie ma jednak zastosowania do rozwiedzionych małżonków. Wtedy musimy liczyć tylko na siebie, chyba że wnosimy o alimenty po orzeczeniu rozwodu – art. 60 krio.

A więc jeśli małżonek nie interesuje się rodziną, nie daje pieniędzy na rodzinę, należy wystąpić na drogę sądową z powództwem o zaspokojenie potrzeb rodziny tj. na podstawie art. 27 krio , z niego wynika m.in. obowiązek alimentacyjny między rozwiedzionymi małżonkami.

Obowiązek ten trwa mimo np. pozostawiania przez małżonkę na urlopie wychowawczym, a także wtedy gdy uprawniony do alimentów zachowuje się niegodnie czy też niewłaściwe względem zobowiązanego do zapłaty.

Sąd Najwyższy dokonując wykładni obowiązku alimentacyjnego stwierdził wyraźnie, że dla obowiązku alimentacyjnego nie ma znaczenia ewentualny konflikt między stronami, niewłaściwe zachowanie i tym podobne zdarzenia.

Może się zdarzyć, że Sąd nie przyzna nam alimentów z uwagi na to, że ich dochodzenie jest niezgodne z zasadami współżycia społecznego. Sytuacja taka może mieć miejsce, gdy małżonek, który domaga się alimentów pozostaje w jawnym związku z inną osobą tzw. konkubinacie.

Ogólnie rzecz ujmując Sąd będzie badał jedynie potrzeby małżonka żądającego, a z drugiej strony jakie są możliwości zarobkowe albo majątkowe drugiego małżonka.

Mąż Cię nie wspiera? Dlaczego powinien – rozmowa z Marcinem, mężem i tatą

Jeśli chcesz opowiedzieć nam, czy i jak Twój mąż wspiera Cię w rozwoju, napisz do nas >>> [email protected]. Czekamy też na głosy od tych z Was, które ciągle słyszą „a po co ci to….” – chętnie opublikujemy Twoją historię (zapewniamy anonimowość) lub rozmowę z Twoim mężem ????

9
Dziękuję Ci za rozmowę.

Marcinie, podobno kiedy Ania (ważne ogniwo zespołu Mamo Pracuj – przyp. red.) w tym roku nie poszła na studia podyplomowe, to się zdziwiłeś i dopytywałeś, dlaczego niczego nowego Ania się nie uczy…

Tak byłem zaskoczony, ponieważ rok do roku Ania studiowała (podyplomowo) albo szkoliła się i stało się to już normą. Nasz rytm życia już niejako był dostosowany do zajęć, a tu niespodzianka.

Ale moje zdziwienie minęło szybko, bo uświadomiłem sobie, że brak studiów w tym roku wcale nie oznacza, że Ania niczego nowego się nie uczy. Wręcz przeciwnie, nowa praca, nowe projekty, nowe przedsięwzięcia, to wszystko przecież też jest nauką, zbieraniem doświadczeń i do tego frajdą. Niejako więc odetchnąłem bo wszystko wróciło do normy ????

Taka postawa jest dość rzadka, wiesz o tym? My częściej spotykamy się z głosami kobiet, które chciałyby iść na kurs, studia, ale mąż im mówi – ale po co ci to?

Zupełnie nie rozumiem tego podejścia. Każdy z nas chce się rozwijać, poznawać nowe rzeczy, realizować siebie. Blokowanie tego jest bez sensu, bo powoduje tylko frustrację, a to nie pomaga w budowaniu dobrych relacji w związku.

Ja osobiście chcę, aby moja Żona nieustannie się rozwijała, realizowała siebie, zdobywała doświadczenie i stawała się coraz mądrzejsza.

Niezwykle ważne jest dla mnie też to, żeby pokazać naszej córce, że ona też może tak realizować się w życiu. Dzieci czerpią wzorce w pierwszej kolejności od rodziców i my razem z Anią chcemy jej pokazać te dobre wzorce.

Świat jest pełen stereotypów związanych z podziałem ról kobieta – mężczyzna, które niekorzystnie wypadają dla kobiet, dlatego chcemy pokazać naszej córce, to co dobre i to co złe. Chcielibyśmy kiedyś, aby i ona mogła stworzyć taki związek, w którym będzie miała przestrzeń dla siebie i dla swojego rozwoju.

See also:  Mąż chce zostawić chorą żonę - co robić?

Wyobraź sobie, że naszą rozmowę czytają kobiety, które właśnie mają takie „anty-wsparcie” od swoich mężów – „po co ci to?” Jakie argumenty dałbyś im do rozmowy z mężczyznami?

Jeśli miałbym coś poradzić Kobietom to przede wszystkim nie bać się i stosować filozofię Mistrza Yody „nie próbuj, rób albo nie rób, nie ma próbowania”. Jeśli chcesz się rozwijać, zrobić coś fajnego w swoim życiu, zapisać się na kurs, szkolenie, studia, po prostu zrób to, działaj, bądź aktywna i niech moc będzie z Tobą.

A co powiedziałbyś facetom, którzy właśnie tak reagują na marzenia, plany swoich partnerek – po co ci to? co z tego będziesz miała…?

Może to zabrzmi zbyt banalnie, ale wydaje mi się, że każdy mąż chce mieć mądrą i spełnioną żonę, więc czemu jej w tym nie pomóc?

Ja chwalę się na lewo i prawo tym, że moja Żona skończyła kilka studiów podyplomowych, jest trenerem biznesu, doradcą zawodowym, ukończyła kurs języka migowego, jest wolontariuszką w hospicjum i jest matką mądrej i rezolutnej dziewczynki.

Panowie bądźcie dumni ze swoich żon, jak ja jestem dumny ze swojej!

Co zrobić, jeśli mąż nie interesuje się rodziną?

Zdarza się też, niestety, że żona chce wrócić do pracy, ale mąż mówi – nie opłaca się, zostań w domu, zajmij się dzieckiem, co ty tam zarobisz. Wszystko pójdzie na opiekunkę, żłobek… po co ci ta praca, źle ci w domu?

Czasem mam wrażenie, że mężczyźni tak mówią ze strachu. Boją się, że Żona wracając do pracy będzie miała mniej czasu dla męża, dziecka i domu, ale to myślenie krótkowzroczne. Kiedy kobieta idzie do pracy i mężczyzna spędza więcej czasu z dzieckiem, to nie jest to pomoc żonie, to przede wszystkim budowanie relacji ojciec-dziecko.

Ważna jest też empatia, postawienie się w sytuacji drugiej strony i próba zrozumienia co partnerka/żona czuje i dlaczego chce wrócić do pracy.

Jak panowie mogą lepiej wspierać swoje żony w rozwoju osobistym, zawodowym, prowadzeniu własnej firmy?

Przede wszystkim trzeba się wsłuchać w swoje partnerki/żony, czego chcą, co lubią, co je interesuje, jak można im pomóc i czego oczekują. To one wiedzą, co jest dla nich najlepsze. Trzeba tylko to odkryć i stworzyć im przestrzeń, żeby mogły się rozwijać. Czasem to właśnie wystarczy, nie trzeba nic więcej – przestrzeń, swoboda, wolność i to zaowocuje.

Dlaczego – Twoim zdaniem – dobrze jest, żeby żona pracowała, uczyła się, rozwijała?

Kiedyś Ania powiedziała mi „chcesz zadbać o nas, o rodzinę, najpierw zadbaj o siebie”. Te słowa strasznie utkwiły mi w pamięci i dały dużo do myślenia.

W końcu zrozumiałem, że trzeba dbać o siebie, o zdrowie, o rozwój, o relacje i dopiero to daje siłę, moc i możliwości, aby zadbać o innych. Równie dobrze, te słowa mogą być wypowiedziane w drugą stronę, przez męża do żony, ważne żeby dbać o siebie, bo to pozwala nam zadbać o najbliższych.

Rozumiem, że skoro oboje pracujecie, rozwijacie się i wychowujecie razem 4-letnią Tosię, to Wasz podział obowiązków jest wręcz partnersko-modelowy?

Z modelowym podziałem obowiązków jest tak, że tyle modeli ile związków. My mamy swój, wypracowany, przetestowany i co najważniejsze działa.
Nasz podział obowiązków jest przede wszystkim sprawiedliwy – każdy robi to, w czym czuje się najlepiej, w czym może pomóc drugiej połówce, co nie zawsze oznacza po równo.

Trzeba być elastycznym i umieć radzić sobie w każdej sytuacji, a w związku jest łatwiej, bo co dwie głowy to nie jedna.

Ważne jest też to, że nie jesteśmy od siebie uzależnieni w codziennych sprawach, co oznacza, że jesteśmy ze sobą tylko i wyłącznie z miłości. To jest podstawa budowania udanego związku.

Każdy z nas może zająć się dzieckiem, uprać, ugotować, zrobić zakupy czy posprzątać, co jest również dość praktyczne, bo im szybciej się z tym uporamy we dwójkę, tym więcej czasu pozostaje dla nas i dla naszych pasji, zainteresowań i hobby.

Oczywiście nie da się ukryć, że nie jest to też łatwe, bywają trudne chwile jak to w życiu.

Kiedy oboje studiowaliśmy i pokrywały nam się zjazdy na uczelni, a nasza córka bardzo często chorowała było niezwykle trudno nam to wszystko pogodzić. Musieliśmy iść na kompromisy, rezygnować z niektórych spraw i wreszcie prosić o pomoc rodziców. Zmęczenie również dawało się we znaki.

Każdy nawet najbardziej przemyślany partnerski model związku nigdy nie będzie idealny, zawsze będą trudności, których nie przewidzimy i sytuacje, które nas zaskoczą, a nawet czasem przerosną. Ale daliśmy radę i to jest najważniejsze.

Dziękuję Ci za rozmowę

Przeczytaj również – Tę jedną rzecz może zrobić każdy mąż, żeby pomóc żonie wrócić do pracy. 

Jeśli chcesz opowiedzieć nam, czy i jak Twój mąż wspiera Cię w rozwoju, napisz do nas >>> [email protected]. Czekamy też na głosy od tych z Was, które ciągle słyszą „a po co ci to….” – chętnie opublikujemy Twoją historię (zapewniamy anonimowość) lub rozmowę z Twoim mężem ????

Zdjęcia: archiwum domowe Anny i Marcina.

Sekret udanego małżeństwa: partner zawsze na pierwszym miejscu

Jeśli powiem, że kobieta w związku powinna stawiać męża na pierwszym miejscu, a dziecka na drugim – to prawdopodobnie większość kobiet się oburzy. Taką tezę przedstawiono w pewnym programie dwóm amerykańskim blogerkom i poproszono o komentarz.

Panie zgodnie stwierdziły, że dzieci są zawsze pierwsze i zaczęły żartować z tego, na której pozycji na liście znajdują się ich mężowie… „Gdyby ktoś mnie zapytał, jak to wygląda u nas, powiedziałabym, że najpierw są moje dzieci, potem przyjaciółki, potem mąż.

Ale… nie mówcie mu tego, bo na szczęście o tym nie wie”. Taki żart…

Założę się, że jej mąż ma dokładnie tę samą hierarchię: dzieci, przyjaciółki i żona… ale nie mówcie jej o tym, bo na szczęście o tym nie wie.

Małżeństwo to nie żart. Jeśli małżonek jest na samym końcu, to tragiczna i bardzo smutna sprawa. Moja żona i ja jesteśmy razem od 19 lat. Podobnie jak wasze, nasze życia też są wypełnione logistyką związaną z prowadzeniem domu, pracą i zajmowaniem się dziećmi i psem. Podobnie jak wy, jesteśmy ciągle strasznie zajęci. Tak jak wy, kochamy swoje dzieci.

Nasze małżeństwo to fundament wszystkiego, co udało nam się razem zbudować. To nie żart. To coś, nad czym ciężko pracujemy i coś, z czego jesteśmy dumni. Chcę, żeby to było na całe życie, dlatego traktuję swój związek odpowiednio. Jeśli przez chwilę się nad tym zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że tak właśnie powinno być.

  • Silne małżeństwo to najlepsza rzecz, którą możesz ofiarować swoim dzieciom. Dzieci czują się bezpieczne i kochane, kiedy widzą, że rodzice pracują zespołowo, interesują się sobą nawzajem, starają się, okazują sobie szacunek i uczucie, pokazując, że się kochają, nawet po tych wszystkich latach.
  • Jeśli postawisz żonę na pierwszym miejscu, wasz związek przetrwa. Jeśli chcesz, by wasze małżeństwo trwało całe życie, poświęć mu uwagę i wysiłek, na które zasługuje. Wasze dzieci pomieszkają z wami tylko przez krótkie dwie dekady. Jeśli włączysz małżeńskiego automatycznego pilota, całą uwagę kierując na dzieci, będzie tak, jakbyś zasnął za kierownicą – znajdziecie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Kiedy dzieci się wyprowadzą, zostanie ci żona. Jeśli nie znajdowała się wysoko na liście, byłaby głupia, gdyby postanowiła z tobą zostać.
  • Małżonkowie nie są współlokatorami, a partnerami i kochankami. Kiedy dzieci stają się centrum wszechświata… żona trafia na swoją określoną półeczkę. Zamienia się w kierowcę, kucharkę, pakowaczkę kanapek i kontrolerkę zadań domowych. Jesteście tak zajęci wszystkim poza sobą nawzajem, że oddalacie się od siebie. Najpierw naprawdę macie mnóstwo pracy, ale okazuje się, że pozostajecie dla siebie tylko współlokatorami. Wpadacie w rutynę, uznając, że to tylko talki etap. Tak, to jest etap: początek końca. Nagle dzieci odejdą, a wy nie będziecie mieli pojęcia, dlaczego w ogóle postanowiliście się pobrać.
  • Nie chcecie mieć okropnych dzieci. Jeśli dziecko będzie pępkiem świata, wyrośnie na dorosłego przekonanego, że jest pępkiem świata.
  • Czy nie chciałbyś, żeby twoje dziecko w przyszłości poślubiło kogoś, kto postawi je na pierwszym miejscu? No, pewnie, że byś chciał. Do ciebie należy pokazanie dzieciom, jak to się robi. Świeć przykładem!

Stawianie małżeństwa na pierwszym miejscu jest tak naprawdę bardzo proste. Wszystko, co musisz zrobić, to znaleźć sposoby na to, by sprawić, by twoja partnerka czuła się kochana.

Po prostu traktuj ją jak najlepszą żonę, jaką masz – witaj przy drzwiach, ciesz się, że ją widzisz, spędzaj z nią czas, okazuj wiele fizycznej czułości i nie obrażaj się na nią za coś, co powiedziała w zeszłym tygodniu.

  • Przynoś jej kawę codziennie rano.
  • Często trzymajcie się za ręce i przytulajcie.
  • Flirtujcie w ciągu dnia, choćby przez sms-y (przypomnienia: „Myślę o tobie :*”)
  • Niech wasza sypialnia będzie miejscem bez dzieci – wyjaśnijcie im, że ta przestrzeń należy do was.
  • Mów: „Kocham cię”. Przy dzieciach. Codziennie.

Wspólnie planujcie tydzień co niedzielę, by ograniczyć logistykę do minimum. Wraz z żoną powinniście zarządzać rodziną jak drużyną sportową, ale to wy jesteście w niej gwiazdami. Mój przyjaciel nazywa to „sterowaniem statkiem” – rodzina może być na tym samym promie, ale to wy go prowadzicie.

Jeśli się nad tym zastanowisz, to całkiem proste. Naprawdę, chodzi tylko o to, na czym się skoncentrujesz. Jesteśmy zabiegani. Technologia nas przytłacza. Kiedy dodamy do tego dzieci, zwierzęta, pracę, przyjaciół itd. – musimy ustalić priorytety, nie można mieć wszystkiego. Przyznając żonie najważniejsze miejsce na liście, robisz pierwszy krok, potem jest już łatwo.

See also:  Nałożenie na siostry alimentów dla wspólnej matki

Moi rodzice wkrótce będą obchodzić 45. rocznicę ślubu. Do dzisiaj pamiętam, że kiedy tata wracał do domu, najpierw przytulał mamę, a pies szczekał, kiedy ich widział, taki był zazdrosny. Pamiętam, że czekaliśmy z kolacją, aż tata wróci do domu, nieważne, jak późno to było.

Nawet kiedy byłem mały, wiedziałem, że nie czekamy, bo chcą, byśmy byli razem, ale dlatego, że oni chcą być razem. Pamiętam też, że mówił, że kocha mamę i całował ją codziennie, zanim wyszedł do pracy. O takim małżeństwie marzyłem. Chciałem, aby żona była najważniejsza w moim życiu i chciałem być najważniejszy dla niej. Nigdy nie brakowało mi miłości – byłem nią otoczony.

Wiem, że mój tata mnie kochał, ale wiem też, że mamę kochał najbardziej. I tak właśnie powinno być.

Bartek Kulesza

Wejdź na FORUM! ❯

Kiedy mężczyzna uważa, że jego jedyny obowiązek to praca – Natuli

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Coraz więcej ojców aktywnie opiekuje się i wychowuje swoje wyczekane, upragnione dzieci. Świadome ojcostwo, urlopy tacierzyńskie, równouprawnienie, partnerstwo w związkach – to wszystko sprawia, że ojciec nie jest tylko figurą, ale realną, obecną w życiu rodziny osobą.

Bywa jednak tak, że pojawienie się dziecka wkracza w relacje między matką a ojcem. Weryfikuje deklaracje, współodpowiedzialność, wspólne stanowienie o życiu domowym.

Niejednokrotnie młoda mama pozostaje z domowymi obowiązkami i opieką nad dzieckiem sama – jako ta, która za obopólną zgodą przez początkowy okres rozwoju dziecka pozostaje w domu, nie kontynuuje pracy zawodowej.

Zdarza się, że rodzi się wtedy podział – mąż-ojciec, który pracuje i utrzymuje rodzinę, żona-matka, która o tę rodzinę i dom dba. Podział ten niczym klin wchodzi coraz głębiej i szerzej w relacje, w podział obowiązków, funkcjonowanie rodziny. Oddala, wyobcowuje, utrwala odrębność i dwutorowość życia.

Czy każdy mężczyzna nadaje się na partnera i tatę?  

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Nie do końca da się przewidzieć zachowanie mężczyzny po pojawieniu się dziecka. Warto, by wiele spraw między partnerami zostało dopracowanych wcześniej.

I nie chodzi tylko o deklaracje, zapewnienia, bujanie w obłokach, ale faktyczną pomoc w pracach domowych. Współodpowiedzialność. Wiele z takich zachowań bądź ich brak daje się zaobserwować na etapie narzeczeństwa, zanim zapadnie decyzja o wspólnym życiu.

Chodzi tu o poczucie empatii, zauważanie potrzeb, ich realizację itp. Podstawowym założeniem powinno być “to nasz dom, nasze dziecko”. W równym stopniu jesteśmy odpowiedzialni zarówno za utrzymanie, porządek, wyposażenie mieszkania, jak i rozwój, pielęgnację, zdrowie, wychowanie dziecka.

To sprawia, że dom jest wolny od pretensji typu: Ty tego nie robisz, a Ty wciąż czegoś ode mnie oczekujesz.

Uwaga! Reklama do czytania

Co powoduje wycofanie się mężów, ojców z prac domowych, wsparcia mamom opiekującym się maluszkami – nieświadomość, wygoda, brak kompetencji?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, powodów może być wiele. Kobieta ma to zadanie ułatwione przez naturę – uruchamia się instynkt, a w dodatku dużo wcześniej rodzi się jej więź z dzieckiem.

Ojciec musi się tego dopiero nauczyć, co więcej – to kobieta-matka-żona jest tą, która ma go wspierać. Obudzić w nim ojca. Świat mężczyzn nastawiony jest na budowanie, tworzenie, szczególnie poza ogniskiem domowym.

Natomiast kobiety nastawione są na relacje, wszystko, w co są wyposażone, temu służy.

W początkowym okresie życia dziecka ojcowie niejednokrotnie obawiają się, że maleństwo skrzywdzą. Nie wiedzą (bo niby skąd, ich natura w instynkt nie wyposażyła) jak je podnosić, trzymać, przewijać. Dla mamy wszystko także jest nowe, ale łatwiejsze. I już od początku może wprowadzać ojca w opiekę nad niemowlęciem.

Ważny jest jednak sposób – strofowanie, nieustanne poprawianie, niedawanie przestrzeni i brak zaufania przyniosą skutek odmienny od zamierzonego. Ten początkowy okres dla niektórych ojców trwa dość długo, bo nawet do 6 roku życia dziecka.

Odsuwają się niejako, nie tworzą silnej więzi z banalnego powodu – nie umieją wejść w relację z kimś, kto nie rozmawia, nie jest w ich pojęciu komunikatywny.

Niektórzy mężczyźni traktują dom jako miejsce odpoczynku po swojej pracy zawodowej. To ważne, muszą kiedyś odpocząć i nabrać sił.

Tyle tylko, że pozostająca w domu mama raczej tego odpoczynku dzień w dzień nie ma.

Wprost przeciwnie – boryka się ze wzrastającą frustracją, rozgoryczeniem, rozżaleniem spowodowanym zwyczajnie zmęczeniem pracą i ogromem odpowiedzialności, brakiem zrozumienia ze strony mężczyzny.

Innym jeszcze w angażowaniu się w opiekę nad niemowlakiem przeszkadza ich własny perfekcjonizm. Matka w sposób naturalny reaguje na płacz dziecka, odgaduje jego samopoczucie, przyczynę marudzenia. Tuli, rozmawia, uspokaja.

Niektórym mężczyznom trudno jest pogodzić się ze swoistą porażką – dzieckiem płaczącym mimo licznych prób zaradzenia jego dyskomfortowi. Narusza to ich obraz siebie jako tego, któremu wszystko wychodzi, podwładni wykonują jego polecenia, respektują zdanie, który cieszy się ogólnym poważaniem, ba nawet podziwem.

A własne kilkumiesięczne dziecko ma za nic jego pozycję. To trudny kąsek do przełknięcia.

W jaki sposób młode mamy mogą mieć wpływ na wycofanie się ojców?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Matki z racji dłuższego przebywania z dzieckiem mają znacznie większą wiedzę na jego temat. W mig rozpoznają jego potrzeby, reakcje. Wiedzą, jaki płacz, mimika, gesty oznaczają zmęczenie, potrzebę snu, głód czy podenerwowanie. W tej kwestii są ekspertkami.

Problem w tym, że jako ekspertki chcą zdominować sytuację. Jeśli nawet tata próbuje włączyć się w opiekę nad dzieckiem, to robi to pod czujnym okiem mamy, która wie lepiej, która i tak zrobi po swojemu, która jeśli nawet o coś poprosi, udzieli tysięcy wskazówek jak to zrobić, czasami poprawi, skomentuje.

Nikt nie lubi być wciąż kontrolowany i krytykowany, odczuwać swojej niekompetencji. Czasem lepiej dać ojcu być ojcem, nawet jeśli posmarował dziecięcą pupę nie tym kremem, zapomniał wziąć na spacer ulubioną zabawkę dziecka czy ubrał je w za duże i niedobrane kolorystycznie ubranka. Warto posługiwać się zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego.

Ciągły krytycyzm, brak zaufania, perfekcjonizm mogą wpływać na wycofanie się ojców z pomocy.

Nie bez znaczenia jest też szczególna dbałość o relacje małżeńską. Zabsorbowana niemowlęciem mama ukierunkowuje swoją uwagę, czas, wysiłki na dziecko, mężczyzna ma więc prawo czuć się nieco odsunięty. A relacja małżeńska ma pozostać niezmiennie nadrzędna.

Dziecko, by prawidłowo się rozwijało, potrzebuje czuć, że ma zarówno matkę, jak i ojca, a oni mają siebie. Nie ma lepszej atmosfery do wychowania malucha niż przestrzeń wzajemnej miłości, czułości i troski obojga rodziców.

Trzeba o to zadbać, zachować określoną odległość małżonków wobec siebie – ani nie za blisko, by dać drugiemu wolność, ani nie za daleko, by widzieć siebie. A widzieć, to czuć potrzeby, zauważać troski i dopiero wtedy dać miejsce empatii.

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał – czy jeśli nasze teściowe nie nauczyły swoich synów obsługi odkurzacza, pralki, zmywarki, ściereczki i wielu tego typu wynalazków, to my mamy jakąkolwiek na to szansę?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Nic nie stoi na przeszkodzie dołączyć do aktu ślubu owe instrukcje. To nie jest niewykonalne. Mężczyźni funkcjonują zadaniowo i mają lepiej rozwinięty zmysł techniczny. Wspaniałe połączenie, przynajmniej w przypadku odkurzacza.

To, czy mężczyzna potrafi zetrzeć blaty po szykowaniu posiłku lub wyrzucić puste opakowania do kosza, zależy od tego, czy traktuje dom jako coś naszego, wspólną przestrzeń, wspólny teren. Nawet jeśli tak nie jest, kobiety mają tysiące sobie tylko znanych sposobów, aby to w nim obudzić.

Nie może to być jednak kolejny obowiązek kobiety – tak wpływać na męża, by on podjął się zadania oczywistego. Są w domu rzeczy do zrobienia i tyle, nie od naszych umizgów powinno zależeć mężowskie zaangażowanie w umycie podłogi, nastawienie zmywarki, wywieszenie prania.

A swoją drogą – warto zastanowić się nad tym, jak wychowujemy swoich synów: czy wszystko robimy za nich, czy mają obowiązek choćby pościelić po sobie łóżko? 

Jak rozbudzić w mężczyźnie empatię – rzucić na głęboką wodę i pozostawić na wieczór samego z maluchem?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Czy pojawienie się dziecka spowodowało unik od obowiązków, czy były one już wcześniej? Czy kobieta ciężarna doświadczyła troski, opieki, namacalnej pomocy choćby w masowaniu nóg? Empatii nie sposób nauczyć, niezaspokojone oczekiwania zrodzą frustrację.

Ciągłe, powtarzające się prośby będą wywoływały opór. Niekiedy pomocne może okazać się “potrząśnięcie”. Właśnie pozostawienie samego z dzieckiem przez jakiś czas. Zostawienie brudnych naczyń tam, gdzie je użyto, a same do zlewu wejść nie potrafią, tak samo z odzieżą, która zapomniała drogi do kosza na pranie.

Niech leży tak długo, aż właściciel się zorientuje. Można też zaproponować podział wypłaty – za obowiązki zawodowe i domowe, za czynności wykonane na rzecz wspólnego dobra (pensja pracującej w domu mamy).

Wypisać listę codziennych czynności (zasłanie łóżek, ubranie dzieci, toaleta, przygotowanie śniadania, sprzątnie po śniadaniu, wyprawienie dzieci do szkoły, przygotowanie obiadu, w międzyczasie kilka zmian pieluch, porządki w szafkach kuchennych, odkurzanie, dwa prania, stos prasowania, zakupy, trzy wieże z kloców i sprzątanie po nich, zrobienie toru wyścigowego dla samochodzików, spacer…). Taka lista może okazać się cenna w uświadomieniu, co mama robi, “siedząc” z dzieckiem w domu. Warto też znaleźć sobie opłacane zajęcia na choćby kilka godzin w tygodniu i w tym czasie – zamiana ról: mama w pracy, tata z maluchem. To samo dotyczy wieczoru wolnego mamy. Tata uprawia sport, ma klubowe spotkania z kolegami. Świetnie. Mama też ma wprost obowiązek dbać o siebie i swoją kondycję fizyczną i psychiczną. A tata ma obowiązek jej to umożliwić – dla wspólnego dobra.

Jak praktycznie wprowadzić podział obowiązków?

Anna Wieradzka-Pilarczyk: Przede wszystkim potrzebny jest dialog, nie tylko na poziomie słów, ale potrzeb, możliwości. Jako partnerzy mamy równe prawa, ale różne potrzeby i zadania. Nie da się funkcjonować z dnia na dzień, bez jasnego określenia, które z tych potrzeb są pilne, ważne, konieczne, możliwe do zaspokojenia.

See also:  Rozszerzenie władzy rodzicielskiej nad dzieckiem na partnera

Oboje mamy prawo do ich realizacji. Zaspokoić potrzebę odpoczynku, własnego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa.

Warto wprost zapytać partnera: Co mógłbyś zrobić dla budowania naszej relacji, dla naszych dzieci, dla mnie? Co możesz zaproponować, bym miała chwilę wytchnienia i z inną jakością powróciła zarówno do Ciebie, jak i do dzieci?

Dobrze, gdy rodzice ustalą między sobą wszystko przed pojawieniem się dziecka. Późniejsze zmęczenie, niewyspanie, napięcia mogą utrudniać spokojny i rzeczowy dialog, a potęgować pretensje, oczekiwania, niejasne komunikaty, chęć, aby to drugie się domyśliło.

Zamiast sztucznie wyznaczać, co do kogo należy, lepiej przeprowadzić podział (pisemnie!), co kto lubi wykonywać i sam może się w domu tego podjąć. Trudno komuś nieznoszącemu prasowania odgórnie zlecić takie zadanie. Natomiast gdy sam się czegoś podejmie, jest większa szansa, że to zrealizuje.

Oczywiście są prace, za którymi nikt nie przepada – typu przewijanie maluszka z kupką. Ktoś jednak wielkodusznie musi się tego podjąć, choć najlepiej, w miarę możliwości, robić to na zmianę.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Podręcznik świadomego rodzicielstwa

Konflikty w rodzinie

Koniec z awanturami, czas na rozwiązania

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

Warto pamiętać o jednym – wraz z równouprawnieniem skończyła się epoka wyraźnego podziału na prace i zajęcia typowo męskie i typowo kobiece. Kobieta chętnie zajmie się porządkowaniem garażu i myciem samochodu, a mężczyzna – przygotowaniem obiadu. Oboje w równym stopniu odpowiadają za czystość domu, dbanie o dzieci. Sprawą umowy jest podział obowiązków.

Czyszczenie toalet, mycie podłogi, obsługa pralki czy odkurzacza nie są zajęciami typowo kobiecymi. To nasze wspólne zadania, tak jak nasze wspólne są dzieci. One uczą się poprzez przykład i widzą, jaką odpowiedzialność mają oboje rodziców.

Czy tata bierze aktywny i zaangażowany udział w wychowaniu dzieci i dbaniu o dom, czy jedynie pomaga mamie… Czy mama na równi z tatą ma swój czas, swoje zajęcia, możliwość odpoczynku? Oni już niedługo staną przed własnymi decyzjami o związkach. Jaki model im przekażemy? Jeśli podziwem otaczane są niezależne, kreatywne, zadbane kobiety – pozwólmy takimi być żonom i matkom.

Jeśli mężczyźni empatyczni, pomocni, wsłuchani, dzielący pracę zawodową z życiem rodzinnym cieszą się szacunkiem i poważaniem – pozwólmy takimi być mężom i ojcom.

Samotna w małżeństwie – Strona 2 z 2

Nie trzeba być oddzieloną od partnera o setki tysiące kilometrów, by czuć się samotną. Problem często zaczyna się w tym samym domu, w którym każdego dnia siadamy na tej samej kanapie, jemy przy tym samym stole i śpimy w tym samym łóżku.

Samotności we dwoje to forma porzucenia, która jest najgorsza, dołuje i odbiera wszelkie chęci do życia, w tym przede wszystkim nadzieję. Gdy jesteśmy bowiem singlami, nie mamy partnera, możemy dążyć do tego, żeby kogoś poznać. Gdy mamy małżonka, nasza sytuacja wydaje się dużo gorsza i mniej optymistyczna. Mamy poczucie zatrzaśnięcia w pułapce. Przecież nie tak to miało wszystko wyglądać!

Samotność w związku to proces, który postępuje systematycznie z roku na rok. Z czasem rozmowy o marzeniach, planach, pragnieniach, najgłębszych problemach zmieniają się w dyskusje o tym, co należy kupić, kto ma odebrać dzieci, co wybrać dla teściowej na urodziny.

Zamykamy się w swoich światach – jedno ogląda telewizję, drugie siedzi przed komputerem, nawet już razem nie kładziemy się spać, tylko mijamy się każdego dnia, żyjąc o innych porach, godzinach, inaczej. Najważniejsze rzeczy omawiamy z kim innym. Oddalamy się od siebie.

Stajemy się sobie obcy.

To nam nie pasuje, jednak na ironię trwamy w tym zaklętym związku z obawy przed samotnością. Z czasem wszystkie obszary, które dotąd nas łączyły, zanikają. Tak jak mięśnie, które nieużywane zanikają.

I w tym jest właśnie problem – badania pokazują, że samotność we dwoje zaczyna się u partnerów, którzy nie spędzają ze sobą czasu, zaniedbują związek, zatracają się w czymś innym. Nagle coś staje się ważniejsze i lawina kłopotów rusza…Im dłużej to trwa, tym jest trudniej.

Komu najbardziej zagraża poczucie samotności w związku?

  • rodzicom małych dzieci,
  • partnerom narażonym na pracoholizm,
  • osobom niepotrafiącym skutecznie się komunikować,
  • osobom bojącym się być ze sobą w obawie przed odrzuceniem.

Samotność po 30 – co robić?

Jak zawalczyć o swoje szczęście?

  • zadaj sobie pytanie – jaka jest prawdziwa przyczyna osamotnienia? Czy rzeczywiście chodzi o problem związku czy może uczucie niespełnienia odczuwane na innym polu?
  • unikaj obwiniania partnera i siebie – bądź konstruktywna, wyraź swoje emocje w pierwszej osobie, postarajcie się znaleźć rozwiązanie swoich problemów. Więcej.
  • odciąż partnera – nie wymagaj, by ON był idealnym pracownikiem, rodzicem, kochankiem, przyjacielem. Rozwiń skrzydła, daj szansę innym osobom, nie pokładaj wszystkich nadziei w nim.
  • podejmij inicjatywę – powiesz, że zawsze to on może zacząć, jednak problem jest taki, że on może nie mieć na tyle odwagi, dobrej woli a nawet chęci. Czekając na jego krok, zwyczajnie możesz się nie doczekać, a jeśli chcesz zmienić swoje życie, musisz działać. Oczywiście jeśli ci zależy…Nie licz na to, że jedna rozmowa coś zmieni. Najpewniej tak się nie stanie, jednak pierwszy krok da szansę na zmianę. Da nadzieję.
  • twórz wspólne doświadczenia, zapewnij wam wspomnienia – to, co łączy ludzi najbardziej to wspólne doświadczenia oraz wspomnienia. Choć to banał – są one zwyczajnie najcenniejsze. Zacznij od drobnostek – wspólnego spaceru, gotowania obiadu lub od aktywności, która nie będzie wymagała od Was zbyt wiele – na przykład wspólnego koncertu,
  • postaraj się spojrzeć na świat jego oczami – przyjmowanie perspektywy drugiej osoby nie jest proste, ale naprawdę pomaga. Pozwala nam zrozumieć partnera, a to ma zwyczajnie sens. Jeśli zyskasz więcej zrozumienia, znajdziesz w sobie więcej sympatii.

Gdy mąż nie spełnia twoich potrzeb

Ela marzyła całe życie o tym, by mąż podawał jej kawę do łóżka. Parzy ją jednak sama i skrzętnie to marzenie skrywa. Gdyby mąż ją kochał, byłaby przecież pierwszą osobą, o której rano myśli i której pragnie sprawić radość.

Marzena bardzo chciałaby wyjść gdzieś z domu i nie gotować obiadu chociaż raz w tygodniu. Mąż i dzieci w niedzielę nic nie muszą robić, a dla niej, poza wyjściem do kościoła, jest to taki sam dzień jak inne. Pociesza się, że najważniejsze, że wszyscy są razem, a jej pragnienia przecież nie są tak ważne. Tylko czasem wybucha i wypowiada litanię pretensji, że o niej to nikt nie myśli.

Frustracja pojawia się tam, gdzie nie zostaje zaspokojona jakaś potrzeba. Ela potrzebuje gestu czułości ze strony męża, Marzena –  zmiany otoczenia.

Czytaj także:Co daje wewnętrzną siłę? 10 odpowiedzi, które pomogą Ci zrozumieć siebie

Jak traktujesz swoje potrzeby?

Kobiety miewają szczególny kłopot z nazywaniem i traktowaniem na serio swoich potrzeb, mimo że często powodem małżeńskich konfliktów jest ich poczucie, że owe potrzeby są ignorowane. Najczęściej jednak są pierwszymi osobami, które nie dostrzegają, czego potrzebują – czego wyrazem jest i styl planowania dnia, i zachowanie względem najbliższych.

Kobieta potrafi wziąć sobie na głowę tyle, by się zajechać – a kiedy widzi, że katastrofa zbliża się w sposób nieunikniony, dołożyć jeszcze drugie tyle zadań. Inni widzą, jak świetnie daje radę. Kłopotem jest tylko to, że ona sama w środku jest maleńką dziewczynką, która czeka na to, by ją ktoś uratował. Posadził na fotel, podał kawę i książkę, przykrył nogi kocem.

Jeśli kobieta doświadczała w dzieciństwie dużych deficytów w dziedzinie troski o potrzeby, nie nauczyła się, że ma prawo do ich zaspokajania.

Zaczyna się to na tak podstawowym poziomie jak potrzeby fizyczne: zjeść i wypić, a nawet znaleźć czas na wyjście do toalety (tu kobiety często mają kłopot i mit „Matki Polki” niestety utrwala destrukcyjne schematy, według których im bardziej kobieta siebie zaniedbuje i nadużywa, to znaczy, że tym bardziej kocha). Równie ważne są potrzeby emocjonalne: wytchnienia, bezpieczeństwa, przynależności, bycia kochaną itd.

Mała, zraniona dziewczynka

Niedobrze się dzieje, jeśli kobieta, dorastając, wewnętrznie zatrzymuje się na poziomie zranionej, niezauważonej, małej dziewczynki, która oczekuje, by zaspokojenie jej potrzeb przyszło z zewnątrz.

Wiele żon niestety znajduje się w sytuacji królewny uwięzionej w wieży, zamkniętej na klucz za metalową kratą. Marzy im się czułość, uczta pełna dobrodziejstw i zwiedzanie świata, a mają chłód zimnych ścian, suchy kawałek chleba i rozwodnioną więzienną zupę oraz widok za oknem.

Nie widzą, że kluczyk jest w drzwiach po ich stronie.

Potrzeba przeżycia w relacji do siebie, że jestem kimś ważnym i to na mnie spoczywa odpowiedzialność za moje potrzeby. Po pierwsze, mogę zrobić coś dla siebie sama. Jeśli pragnę w niedzielę pojechać do zajazdu na wsi, gdzie kucharz wybawi mnie od gotowania, to znajduję takie miejsce i przedstawiam propozycję rodzinie.

Po drugie, mogę komunikować moje potrzeby w postaci próśb (nie chodzi o roszczenia ani żądania). „Marzy mi się, żebyś w sobotę przyniósł mi kawę do łóżka”. Na ogół mąż będzie przeszczęśliwy, że może sprawić radość swojej żonie – i to w tak prosty sposób.

Przyjąć z wdzięcznością

Pozostaje jeszcze pytanie o potrzeby, których mąż nie potrafi spełnić. Nie pamięta o naszych prośbach; nie ma pojęcia, jak się do nich odnieść.

Trzeba uświadomić sobie, że druga osoba może nie umieć wyjść naprzeciw naszym potrzebom mimo najszczerszych chęci. „Nie umie” – nie oznacza złej woli. Tym łatwiej zbudować wzajemną więź, im szybciej zaakceptujemy ten brak w drugim.

Wzajemna troska nie polega przecież na obowiązku zaspokajania potrzeb drugiej strony.

Warto otworzyć także oczy na sposób, w jaki mąż obdarowuje żonę „po swojemu” – przyjąć z wdzięcznością to, co potrafi i co jest dla niego ważnym wyrazem miłości.

Czytaj także:Wątpisz w siebie? Ten tekst jest dla CiebieCzytaj także:Jak zniszczyć mężczyznę swojego życia? Wystarczy ta jedna rzecz

Leave a Reply

Your email address will not be published.