Dziecko w patologicznej rodzinie

O rodzinie dysfunkcyjnej pisaliśmy już tutaj oraz tutaj. Rodzina dysfunkcyjna to taka, w której poszczególne role są zaburzone i podejmowane nie przez tego, kogo trzeba. Dzieci, wychowane w rodzinie dysfunkcyjnej, biorą na siebie pewne role, czego konsekwencje ciągną się za nimi nie tylko w dzieciństwie, ale i w dorosłym życiu.

Literatura psychologiczna mówi o kilku rolach dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.

Nazwa Cechy Dziecko w szkole Co się dzieje naprawdę
Bohater Najczęściej tę rolę przejmuje najstarsze z rodzeństwa. Chce uratować całą rodzinę, pokazać ją od jak najlepszej strony. Przykrywa wszystkie jej błędy swoją pracowitością, zaradnością i pewnością siebie. W szkole takie dziecko jest bardzo pilne, dużo się uczy i stara się mieć dobre wyniki.
Wydaje się być pewne siebie i dojrzałe.
W rzeczywistością pragnie akceptacji, na którą chce zasłużyć dobrymi wynikami i solidnością. Działa pod wpływem lęku o to, by nie wyszła na jaw prawda o rodzinie oraz z lęku, że nie podoła.
Błazen To często najmłodsze z rodzeństwa. Chcę podtrzymać dobry humor, a tym samym iluzję normalności przez dowcipy, żarty i błazenadę. Jest ruchliwe, ciężko mu się skupić na nauce, przez co często dostaje łątkę „niegrzecznego dziecka”. Jest klasowym błaznem i zdaje się nie przejmować niczym i nikim. Poprzez żarty i dowcipy dziecko chce uciec od ponure rzeczywistości dysfunkcyjnej rodziny.
Przez błazenadę chce być lubiane, gdyż kieruje nim lęk przed odrzuceniem.
Czarna owca Często to drugie w kolejności dziecko. Z  trudną sytuacją w domu radzi sobie przez bunt, agresję i złość. Swoim negatywnym zachowaniem odciąga niejako uwagę od prawdziwych problemów. Nie potrafi nawiązywać głębokich relacji. Wchodzi w środowisko ludzi podobnych sobie. Potrafi wykorzystywać i manipulować. Może stać się klasowym tyranem.
Ma duże problemy z koncentracją, a tym samym z nauką.
Agresja jest reakcją na lęki i obawy wyniesione z domu. Jest nieufne wobec dorosłych i chce siłą zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa.
Dziecko we mgle Z zwykle któreś z młodszych dzieci. Nie radzi sobie z dysfunkcyjną sytuacją i ucieka od niej w świat wyobraźni, marzeń, muzyki lub praktyk religijnych. Dziecko bywa często rozproszone i nie skupia się na przydzielonych zadaniach. Jest bardzo nieufne, zwłaszcza do dorosłych. Ucieczka to próba poradzenia sobie z trudną sytuacją. Ucieczka w świat marzeń i wyobraźni to dla dziecka lekarstwo na lęki i strach.

Dziecko w patologicznej rodzinie Dziecko w patologicznej rodzinie

Każda rodzina to pewien system, którego członkowie podejmują różne role. Rodzice pracując utrzymują gospodarstwo domowe. Ich zadaniem jest wychowanie dzieci. Same dzieci zaś powinny w bezpiecznym środowisku rozwijać się i stopniowo podejmować nowe, właściwe sobie funkcje w społeczeństwie.

Role w rodzinie dysfunkcyjnej są zaburzone. Dzieci, które nie radzą sobie z trudną sytuacją w domu, często biorąc na siebie odpowiedzialność za tę sytuację, starają się jej jakoś zaradzić. Podejmują role, które sprawią, że rodzina dysfunkcyjna będzie funkcjonować a prawda o niej pozostanie nieujawniona światu.

Wszystkie role, które podejmuje dziecko w rodzinie dysfunkcyjnej rodzą się z braku pewnością siebie, niskiej samooceny i są podszyte ogromnym pragnieniem bycia zaakceptowanym.

Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, w których podejmują różne role, by poradzić sobie z trudną sytuacją, same uważane są za trudne dzieci. Dzieje się tak dlatego, że często mają problemy w szkole. Nie są „grzeczne”. Mają problemy z koncentracją. Są przepełnione energią, którą rozładowują w sposób nieakceptowany przez nauczycieli. W związku z tym, są traktowane jako gorsze.

Prawda jest natomiast taka, że dziecko z rodziny dysfunkcyjnej nie poprosi o pomoc dorosłego, gdyż jest lojalne wobec własnej rodziny. Z pomocą dla takiego dziecka musi przyjść osoba dorosła – nauczyciel, pedagog, duszpasterz czy członek rodziny.

Jak stwierdza B. M. Nowak, takie dziecko trzeba nauczyć:

  • radzenia sobie z emocjami – nazywanie ich, wyrażanie oraz radzenie sobie ze stresem;
  • organizacji czasu – umiejętność odrabiania lekcji, planowanie i przewidywanie efektów własnych działań;
  • komunikacji – wyrażanie swoich pragnień, stawianie granic w kontakcie z dorosłymi i rówieśnikami.

Dziecko w patologicznej rodzinie Dziecko w patologicznej rodzinie

Pierwszym środowiskiem gdzie mogą zostać rozpoznane kłopoty dziecka z rodzin dysfunkcyjnych jest szkoła. To tam mogą zostać podjęte odpowiednie działania, by pomóc dziecku. Miejscem, gdzie można uczyć dziecka poprawnego sposobu funkcjonowania mogą być też świetlice szkolne oraz grupy, w których dziecko może rozwijać swoje pasje: teatr, muzyka, sport…

Konieczną może się okazać konsultacja z psychologiem dziecięcym, który doradzi co robić dalej, by pomóc dziecku wyjść z ról spełnianych w rodzinie dysfunkcyjnej.

Na podstawie B. M. Nowak, Dziecko w młodszym wieku szkolnym wychowujące się w rodzinie dysfunkcyjnej, Trendy nr 1/2014. Oraz M. Powierza, Dorosłe Dzieci Alkoholików. Strategia rządzenia sobie DDA z przeszłością, UKSW.

Wielkie rodzinne cierpienie – pełna obsada, czyli role dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej

Dziecko w patologicznej rodzinie

Jednym z najsilniejszych instynktów człowieka jest dążenie do przetrwania – czyli tak zwany instynkt samozachowawczy. Kiedy znajdujemy się w niebezpieczeństwie, działa on nieświadomie, „odpalając” zachowania, które mają umożliwić nam przeżycie. Sytuacja staje się szczególna – a właściwie szczególnie patologiczna – kiedy każdy dzień w domu rodzinnym wiąże się z niebywałym cierpieniem. Dlatego właśnie ludzie, którzy żyją w dysfunkcyjnych rodzinach, wchodzą określone role – zapewnia to stałość systemu rodzinnego, utrzymanie problemów w sekrecie oraz umożliwia przetrwanie w rodzinnym piekle.

Mamusia nie chciała Cię skrzywdzić – główny rozgrywający

Tę rolę na ogół przyjmuje małżonek osoby uzależnionej lub przemocowej, ale zdarza się, że przypada ona „w udziale” również najstarszemu dziecku.

Taki człowiek jest „rzecznikiem” osoby, która jest odpowiedzialna za zło w rodzinie – usprawiedliwia jej nieobecności w pracy, dzieciom tłumaczy, że to, że mama je bije, to tylko ich wina i jeśli będą grzeczne, to na pewno nic takiego się nie powtórzy.

Za taką postawą kryje się oczywiście lęk o utratę bliskich osób oraz obawa przed tym, co powiedzą sąsiedzi i dalsi krewni, gdy okaże się, że rodzina nie funkcjonuje tak dobrze, jak się wydawało.

Utrzymanie tajemnicy wewnątrz rodziny staje się ważniejsze, niż dobro jej członków – główni rozgrywający często powtarzają, że „nie wolno hańbić rodziny”, „swoje brudy pierze się we własnym domu” i „w każdej rodzinie są problemy”. Niekiedy posuwają się nawet do negacji tego, co się dzieje – zwłaszcza w sytuacji molestowania seksualnego: „Tatuś nigdy by cię nie skrzywdził!”, „Żadne krzywdzenie nie ma przecież u nas miejsca”.

Tato, uratuję Cię! – bohater rodzinny

Dziecko, podczas eksplorowania świata i poszukiwania swojego miejsca w społeczeństwie popełnia błędy i bywa – posługując się językiem dorosłych – „niegrzeczne”.

Jeśli tak się nie dzieje i młody człowiek nieustannie dąży do perfekcji – idealnie się zachowuje, zawsze opiekuje się innymi, a w szkole zdobywa najlepsze oceny – prawdopodobnie w jego domu dzieje się coś niedobrego.

Dziecko – bohater próbuje „wynagrodzić” rodzinie trudy, jakie wiążą się z doświadczaniem i ukrywaniem problemu. Towarzyszy mu nadmierne poczucie odpowiedzialności i strach, że jeśli nie będzie wystarczająco dobre, rodzina rozpadnie się.

Choć takie osoby nierzadko osiągają sukcesy w życiu zawodowym, płacą za to ogromną cenę – brak rozumienia własnych uczuć, nerwice, depresja, próby samobójcze to tylko niektóre z nich.

Sprawdzę, czy nie ma mnie w kuchni – dziecko we mgle

Peleryna niewidka funkcjonuje nie tylko w magicznym świecie Harry’ ego Pottera. „Płaszcz niewidzialności” zakładają także na siebie dzieci z rodzin patologicznych. Ta strategia radzenia sobie z problemami w rodzinie polega na wycofywaniu się z życia rodziny, zamykaniu się w sobie i nierzucaniu się w oczy.

Dzieci, które biorą na swoje barki odegranie tej właśnie roli, często posiadają bogate życie wewnętrzne i lubią uciekać w świat fantazji – świadkami ich dramatów często stają się więc karty pamiętników, zwierzęta domowe lub… pluszaki.

Jeśli taka osoba nie otrzyma odpowiedniej pomocy, brak asertywności i swoista apatia mogą na zawsze naznaczyć jej życie cierpieniem.

Gardzę wami, idę zajarać – dziecko ofiara

Żadne dziecko nie chce przyznać, że jego rodzice są złymi ludźmi – z drugiej strony jednak, kiedy w domu dzieje się bardzo źle, ktoś musi przyjąć rolę „czarnego charakteru”.

Dziecko – kozioł ofiarny odwraca uwagę rodziny od głównego problemu, stosując hardcorowe zagrywki – sięganie po substancje psychoaktywne, zbieranie w szkole samych jedynek, wdawanie się w konflikty z prawem. Rzadko który nauczyciel lub wychowawca zdaje sobie sprawę, że jego aroganckie zachowanie jest tak naprawdę pracą… dla „dobra” zaburzonej rodziny.

Takie dzieci często jednak jako jedyne potrafią nazwać problem, jaki jest w rodzinie – alkoholizm, przemoc czy szantaże emocjonalne. Problem polega jednak na tym, że „łobuza” zazwyczaj się nie słucha.

Hahaha, zobacz, ta butelka wygląda jak wazon – dziecko maskotka

W tę rolę wchodzi przeważnie najmłodsze dziecko. Radzi sobie ono z napięciem wewnątrz rodziny za pomocą humoru, niezdarności, wypierania trudnych emocji. Bywa komplementowane przez resztę rodziny, chwalone za to, że „poprawia wszystkim humor”. Tak naprawdę jednak dziecko-maskotka niesamowicie cierpi.

Jego śmiech nie ma nic wspólnego z wesołością – to jedynie maska, umożliwiająca chwilową ucieczkę. Takie dziecko nieustannie jest w pracy – rodzina niejako „zatrudnia” je jako komika. Maskotki płacą wysoką cenę za rolę, jaką przychodzi im odgrywać – rzadko są brane na poważnie, a ludzie często uważają ich za jednostki nieodpowiedzialne.

Te osoby bardzo rzadko otrzymują pomoc – przecież one zawsze się śmieją!

W niektórych rodzinach jedna osoba odgrywa jednocześnie więcej niż jedną rolę – na przykład łączy „obowiązki” bohatera i głównego rozgrywającego.

Przy ocenie zachowania dziecka należy zawsze mieć na uwadze, że jego wybryki lub chorobliwa skłonność do rywalizacji na przykład o dobre stopnie jest strategią służącą odwróceniu uwagi od problemów w domu i dążeniem do przetrwania – dopuszczenie do siebie myśli, że rodzina, w której żyjemy, to prawdziwy Dom Zły, bywa przerażające.

Odpowiednio prowadzona psychoterapia oraz dobrze dobrane leki mogą jednak przywrócić ludziom z rodzin dysfunkcyjnych wolność – w tym przypadku jest nią możliwość zejścia ze sceny.

See also:  Spisanie umowy alimentacyjnej u notariusza bez sądu

             wolontariuszka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Rodzina dysfunkcyjna i patologiczna – czym się różnią?

Terminy “rodzina dysfunkcyjna” i “rodzina patologiczna” często stosowane są zamiennie. Oba te pojęcia mają jednak różny zakres definicyjny: każdą rodzinę patologiczną można nazwać dysfunkcyjną, ale nie każda rodzina dysfunkcyjna jest patologiczna. Sprawdź, jakie są różnice między dysfunkcją i patologią w rodzinie.

Dziecko w patologicznej rodzinie Autor: thinkstockphotos.com

Spis treści

O rodzinie dysfunkcyjnej mówimy wówczas, gdy relacje pomiędzy jej członkami są trwale zaburzone i rzutują na samopoczucie psychiczne oraz fizyczne zarówno rodziców, jak i dzieci.

Jedną z odmian dysfunkcji jest patologia – określa się nią najpoważniejsze formy przemocy w rodzinie takie jak przemoc fizyczna, wykorzystywanie seksualne, alkoholizm, narkomania.

O tym, czy daną rodzinę można uznać za patologiczną, decyduje skala zaburzeń w jej funkcjonowaniu.

Rodzina dysfunkcyjna – definicja

Rodzina dysfunkcyjna nie zaspokaja potrzeb emocjonalnych jej członków, nie zapewnia bezpieczeństwa ani właściwych warunków do prawidłowego rozwoju i wzrastania dzieci. Innymi słowy – nie spełnia istotnych funkcji z punktu widzenia zdrowia psychicznego samych członków rodziny oraz całego społeczeństwa.

Źródłem zaburzeń w takiej rodzinie są zakłócenia w relacjach między rodzicami, a także ich nieprawidłowe relacje z własnym „ja” (dotyczy to całego spektrum zaburzeń osobowości – od chorób psychicznych i nałogów, po niedojrzałość emocjonalną, przerost ambicji itd.).

Zgodnie z koncepcją rodziny jako systemu, kiedy jeden jej element (matka, ojciec lub ich związek) jest dysfunkcyjny, konsekwencje dotykają wszystkich jej członków.

Na przykład alkoholizm ojca negatywnie wpływa na relacje z matką, a te z kolei burzą poczucie bezpieczeństwa u dziecka i narażają je na długotrwały stres.

W efekcie mały człowiek nie nabywa właściwych wzorców funkcjonowania w rodzinie i społeczeństwie, dręczy go stałe poczucie zagrożenia, czuje się gorszy, boi się angażować w głębsze relacje z innymi. Są to charakterystyczne objawy syndromu DDD – Dorosłego Dziecka z Rodziny Dysfunkcyjnej.

Charakterystyczne cechy rodziny dysfunkcyjnej to:

  • istnienie „tajemnicy rodzinnej” – wstydliwego problemu, który matka i ojciec chcą za wszelką cenę zataić i w tym celu przestrzegają dzieci, aby nikomu nic nie mówiły; dzieci, często same czując wstyd, rzadko komunikują, że w ich najbliższym otoczeniu jest coś nie tak;
  • brak ustalonych ról i wzorców zachowań – wobec braku właściwej opieki rodzicielskiej matka często przejmuje rolę ojca, starsze rodzeństwo pełni w stosunku do młodszego rolę rodziców;
  • brak prawdziwej komunikacji między członkami rodziny – wzajemne kontakty albo pełne są agresji i wrogości, albo są powierzchowne i stanowią milczącą zgodę na konflikt;
  • rodzina nie stwarza warunków do rozwoju swoich członków, nie ma w niej miejsca na indywidualność, występuje rezygnacja z własnych potrzeb na rzecz utrzymania dotychczasowej sytuacji i dochowania tajemnicy rodzinnej;
  • brak jest intymności i akceptacji dla odmiennych postaw i opinii;
  • istnieje brak przyzwolenia na okazywanie uczuć czy słabości, członkowie zmuszeni są udawać, że wszystko jest w porządku.

Zachowania dysfunkcyjne w rodzinie

Zachowania dysfunkcyjne mają różny stopień nasilenia i szkodliwości. Można jednak uznać, że jeśli któreś z nich występuje w rodzinie stale lub często powraca, to mamy do czynienia z rodziną dysfunkcyjną. Do najczęstszych należy:

  • choroba alkoholowa, narkomania lub inne uzależnienie ojca lub matki;
  • przemoc domowa, w tym przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna, ekonomiczna (zarówno w stosunku do partnera, jak i dzieci);
  • zbyt wygórowane wymagania matki i/lub ojca wobec dzieci i związana z tym nadmierna surowość oraz brak wyrozumiałości;
  • nadużycia emocjonalne ze strony rodziców (szantażowanie dzieci, wykorzystywanie ich w konflikcie z partnerem, zmuszanie ich do stanięcia po którejś ze stron);
  • chłód emocjonalny rodziców i brak zainteresowania potrzebami dzieci;
  • nadmierna kontrola i nadopiekuńczość;
  • narażanie dziecka na widok deprawujących zachowań, np. kradzieży, narkotyzowania się, nierządu.

Kiedy rodzina dysfunkcyjna staje się patologiczna?

Spośród podanych powyżej zachowań dysfunkcyjnych w rodzinie za najpoważniejsze uznaje się alkoholizm, narkomanię, przemoc domową oraz angażowanie dziecka lub zmuszanie go do przyglądania się aktom przemocy czy nierządu. Można uznać je jednocześnie za wyznaczniki rodziny patologicznej.

Oznacza to, że każdą rodzinę patologiczną można nazwać dysfunkcyjną, ale nie każda rodzina dysfunkcyjna dotknięta jest problemem patologii. Na przykład w sytuacji, gdy rodzice czynią swoje dzieci zakładnikami własnego konfliktu, angażują je w spór, a przy tym nadmiernie je kontrolują – taką rodzinę można uznać za dysfunkcyjną, ale nie patologiczną.

Warto pamiętać, że granice między tymi dwoma pojęciami nie są ostre i w każdej chwili dysfunkcja może przerodzić się w patologię

Typowe i nietypowe oznaki rodziny dysfunkcyjnej

Rodzina powinna stanowić bezpieczną przystań dla emocji każdego z jej członków. Dom powinien być miejscem do którego chętnie wracamy. Miejscem, które wyzwala w nas spontaniczne, miłe i ciepłe wspomnienia.

Generalnie wychowanie jakie otrzymujemy od rodziców, rodziny, opiekunów i nauczycieli nie pozwala nam też myśleć o domu i rodzinie w inny sposób. Niestety teoria zbyt często mija się z praktyką.

Dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, DDD, niejednokrotnie latami borykają się z szeregiem problemów natury psychicznej, które pozornie nie mają konkretnego podłoża. Po czym poznać, że rodzina w której się wychowaliśmy, nosi znamiona dysfunkcji?

Zacznijmy od tego, że rozróżniamy rodziny dysfunkcyjne i patologiczne. Jednak nie każda rodzina dysfunkcyjna jest patologiczna, ale każda rodzina patologiczna jest dysfunkcyjna.

Rodzina z dysfunkcjami, to taka, w której członkowie nie otrzymają potrzebnych możliwości rozwoju, zgodnego ze swoim potencjałem, oraz taka, w której członkowie nieprawidłowo dysponowali emocjami. W takiej rodzinie nieprawidłowo zostają też obsadzone role poszczególnych domowników.

Rodzina patologiczna, to taka w której występuje przemoc fizyczna, ekonomiczna, psychiczna i seksualna, często na tle nałogów.

Przyczyny dysfunkcji są różne. Wśród najbardziej popularnych wymienia się powielanie szkodliwych wzorców, przewlekłą i ciężką chorobę jednego z domowników, uzależnienia oraz rozwód przeprowadzony w sposób traumatyzujący dla dziecka.

Te czynniki sprawiają, że dzieci niejednokrotnie muszą wejść w rolę opiekuna, powiernika i osoby decyzyjnej.

W czasie gdy powinny się uczyć świata, rozpoznawania i nazywania własnych emocji oraz tego w jaki sposób mierzyć się z niedogodnościami, uczone są nakładania maski, której dorośli od nich oczekują.

Pierwszym, najbardziej instynktownym i ciężkim do wytłumaczenia znakiem, że jesteś DDD, jest towarzyszące Ci od zawsze poczucie, że coś jest z Tobą nie tak. Osobie, która tego nie doświadczyła, trudno będzie zrozumieć to bardzo abstrakcyjne uczucie.

Ten syndrom kształtuje się w głowie w wyniku zaniedbania emocjonalnego pod postacią obojętności rodzica, wyrażania przez rodzica ciągłego niezadowolenia z osiągnięć dziecka, braku priorytetyzacji potrzeb dziecka oraz wymagania od dziecka rozwiązywania problemów dorosłych.

Dorośli w rodzinach dysfunkcyjnych często dokonują projekcji w stosunku do dziecka. Projekcja to przeniesienie na inną osobę swoich własnych cech charakteru, zachowań, emocji i poglądów.

Najczęściej dotyczy to negatywnych cech, takich których się wstydzimy i które powodują frustrację. Jest to mechanizm obronny. Przykładem jest sytuacja, gdy rodzic krzyczy na dziecko, zarzucając mu brak ambicji.

W rzeczywistości rodzicowi łatwiej jest wyładować swoją złość i frustrację, przenosząc cechy, które dostrzega w sobie na kogoś innego, bezbronnego. Zjawisko to jest szczególnie szkodliwe gdy dotyka dopiero co kształtującego się młodego człowieka.

Jeśli dziecko od małego będzie słyszeć, że jest leniwe, mało ambitne, ma słomiany zapał i wszystko psuje, jest bardzo duża szansa, granicząca z pewnością, że w to uwierzy.

Konsekwencją jest nieumiejętność odczuwania samospełnienia, satysfakcji z owoców naszej pracy i lekceważenie własnych osiągnięć. Taka osoba często ma poczucie, że jej praca jest niewystarczalna i pomimo, że wypełnia perfekcyjnie swoje obowiązki zawodowe, ma wrażenie, że to tak na prawdę nic szczególnego, a powierzone jej zadania były po prostu łatwe.

Osoba DDD często ma problem z okazywaniem uczuć, które często w sobie tłumi, uważając je za okaz słabości. Wynika to z braku okazywania czułości i miłości przez rodziców. Bardzo często towarzyszy temu jawne potępianie przez rodziców okazywania emocji.

Złość, niepokój, radość, ekscytacja i inne spontaniczne przejawy uczuć nazywane są histeryzowaniem, przesadą, wygłupianiem się. Osoba dorastająca w takim środowisku ma tendencje do wstydzenia się emocji, tłumienia ich oraz do niespodziewanych wybuchów płaczu lub złości.

Jest to sposób organizmu na wyładowanie wszystkiego co się spiętrzyło, jednak w sposób niekontrolowany i powodujący jeszcze większe poczucie wstydu.

Wstyd i poczucie winy, powracające w najmniej spodziewanych momentach, to również cecha osoby DDD. Dysfunkcyjny rodzic często patrzy na dziecko jak na rywala oraz powód swoich niepowodzeń i problemów.

Gdy dziecko jest stale napominane, że rodzic wszystko musi po nim poprawiać i na każdym kroku przypomina mu się, że rodzic zapracowuje się aby dziecko miało co zjeść i w co się ubrać, wytwarza się stałe poczucie bycia niegodnym, winnym i problematycznym. A przecież to nie dziecko się prosi na świat.

Obowiązkiem rodzica jest zająć się podstawowymi potrzebami dziecka. Dzieci, którym wmawia się, że są niewdzięczne, odczuwają lęk przed popełnieniem najmniejszego błędu, a przecież to między innymi błędy kształtują nasze doświadczenia. Oskarżenia o niewdzięczność zaniżają drastycznie własną wartość.

Dziecko myśli, że skoro nie jest idealne, to nie jest godne uwagi i pieniędzy swego rodzica. To bardzo przedmiotowe traktowanie powoduje lęk przed wchodzeniem w głębokie relacje i niedowierzanie, że ktoś robi coś dla nas bezinteresownie.

Ten system rodzinny w którym panuje układ nagradzania za oczekiwane zachowania, uczy dziecko, że miłość jest interesowna i na pochwałę i dobre słowo trzeba sobie mocno zasłużyć. Często dodatkowym czynnikiem motywującym ma być porównywanie do rówieśników, znajomych i rodziny.

Nie muszę dodawać, że w tym porównywaniu to inni są zawsze lepsi, szybsi, zdolniejsi, bardziej ambitni i zaradni. Niejednokrotnie rodzic chwali dziecko i okazuje mu czułość tylko wtedy gdy sam ma w tym jakiś interes, na przykład rodzina jest w miejscu publicznym i spotyka znajomego. Wtedy niespodziewanie dla dziecka następuje fala komplementów i czułości w jego kierunku.

See also:  Rozstanie - czy żona może zabrać dzieci?

Wszystko po to aby zrobić na znajomym wrażenie kochającej się i ciepłej rodziny. Wiążę się to z kolejną cechą dysfunkcyjnej rodziny jaką jest brak stabilności i pewności co przyniesie kolejny dzień, a nawet kolejna godzina. Sposób w jaki rodzice się zachowują zależy od ich nastroju i samopoczucia.

W takim domu nigdy nie można być pewnym kiedy wybuchnie awantura, która czasem kończy się przemocą fizyczną lub psychiczną. Rodzic rano może być w świetnym nastroju, co usypia czujność dziecka i daje namiastkę normalności. Za to za parę godzin, gdy dziecko wróci ze szkoły, ten sam rodzic już od progu wita pretensjami i wyrzutami.

Prowadzi to do odczuwania przez dziecko stałego niepokoju w życiu dorosłym. Niepokój może wzmagać się gdy sprawy zdają się toczyć zgodnie z planem, z powodzeniem.

DDD będzie odczuwał narastający strach przed tym, że za chwilę nastąpi tąpnięcie i dobra passa skończy się z hukiem pozostawiając po sobie poczucie wstydu, zmarnowanego czasu i utwierdzając w przekonaniu o tym, że nic nam w życiu nie wychodzi. To wszystko sprawia, że taka osoba często nie chce w ogóle podejmować wyzwań i realizować marzeń.

Strach przed porażką, spektakularnym upadkiem i wygłupieniem się jest silniejszy niż chęć rozwoju i samorealizacji. Taka osoba jest sparaliżowana i często przez otoczenie odbierana jako leniwa i pozbawiona chęci zmian. Dlatego zamiast próbować osiągnąć sukces, będzie dawcą szczęścia, przyjemności i ukojenia co wiąże się z wyrzeknięciem się własnych potrzeb i życia dla innych zamiast dla siebie.

Rodzina dysfunkcyjna obsadza dzieci w rolach, które narzucone, pozbawiają możliwości kontaktu z samym sobą, poczucia kim jestem i co mnie definiuje. Osoba, której przypisano jakiś zbiór cech, przez podkreślanie tego przy każdej okazji, ma poczucie, że jest nikim.

Nie ma własnej tożsamości. Nie potrafi powiedzieć co tak na prawdę ją pasjonuje, jaką pracę chce wykonywać, jak chce spędzać wolny czas i jak postrzegana jest przez innych. Za to doskonale odnajduje się w przytłaczającej wszystko inne roli.

A te role to najczęściej:

Kozioł ofiarny– dziecko postrzegane jako problematyczne, nie przykładające się do nauki, niewdzięczne.

Na kozła ofiarnego można przelać całą złość i frustrację związaną z własnymi porażkami i ułomnościami, ubierając to jednak akty karcenia za bycie niegrzecznym.

Jest to najkrócej mówiąc osoba, na której rodzice będą wyładowywać swoje emocje maskując to problemami z dzieckiem.

Dziecko bohater– dziecko które ma za zadanie być oczkiem w głowie, którym rodzice będą się chwalić innym, podtrzymując nienaganny obraz rodziny. Dobre stopnie w szkole, nienaganne zachowanie i kultura osobista. Taka osoba będzie wciągana za wcześnie w świat dorosłych i obarczana odpowiedzialnością za dalsze funkcjonowanie rodziny.

Powiernik– dziecko, któremu rodzic zwierza się z wszelkich spraw i problemów. Rzeczy te niejednokrotnie są dla dziecka traumatyczne i przytłaczające.

Dziecko niewidzialne– to dziecko, które będzie się alienować od innych członków rodziny widząc, że na nikogo nie może liczyć. Uciekać będzie w świat książek, gier i filmów. Odseparowane od problemów rodziny czuje się bezpieczne i odzyskuje w ten sposób złudne poczucie kontroli nad swoją pozycją w domu.

Poczucie beznadziei i braku wsparcia pojawia się wówczas, gdy nie możemy oczekiwać pomocy w momencie, kiedy najbardziej tego potrzebujemy. Przykładowo gdy jedno z rodziców stosuje przemoc, a drugie pozostaje bierne, zamiast stanąć w obronie dziecka. Potrzeby dzieci są zawsze zepchnięte na dalszy plan.

Osoby wychowujące się w takim środowisku dostrzegają, że ich pasje, zainteresowania i marzenia są pomijane, albo realizowane tylko wtedy gdy któreś z rodziców podziela te potrzeby. W konsekwencji, dorosłe już dziecko jest przekonane o tym, że jego potrzeby są fanaberiami, niepotrzebnym wydatkiem i prymitywną zachcianką.

Nie potrafi rozporządzać własnymi pieniędzmi, które sam zarabia, w sposób, który by go satysfakcjonował.

Niestety temat dysfunkcji w rodzinie jest tematem nie rzeką, ale oceanem. Te cechy, które zdołałam wymienić to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jest to raptem zaczątek do dalszej dyskusji bez omówienia chociażby cech patologicznej rodziny.

Należy pamiętać, że każdy zasługuje na odczuwanie spokoju, równowagi i szczęścia. Pomóc w tym może psychoterapia, na którą wciąż decyduje się zbyt mało pokrzywdzonych. Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy bo zwyczajnie coś jest nie tak, nie wahaj się. Szukaj pomocy profesjonalistów.

Zasługujesz na to!

Autor

Aleksandra Karoń

Stowarzyszenie Serduszko dla Dzieci

Każde miasto ma swój. Dystrykt Patologia. Warszawa: Pragę Północ, Łódź: Bałuty, Gdańsk: Dolne Miasto – to te najbardziej klasyczne, z doklejoną medialnie „bandycką gębą”. Wciąż ujawniają się nowe: na blokowiskach, na obrzeżach, czasami w centrach miast. Dawno już narodziła się nowa subkultura, o której raczej się nie mówi, no bo przecież trzeba byłoby „coś z ty zrobić”.

A w homogenicznie konsumpcyjnym społeczeństwie, gdzie bożkiem jest bilans ekonomiczny i liczba zer po przecinku „zrobić” nie ma kto. W państwie gdzie polityka społeczna to fikcja stosowana żyją Patologiczni. I tak jak przedrostek sub w słowie subkultura znaczy pod, tak w ich przypadku społeczeństwo bardzo łatwo dodaje go do słowa humans.

Patologiczna? Dysfunkcyjna? Niewydolna społecznie i wychowawczo? Jak mówić o rodzinach, które sobie nie radzą? Z relacjami, wychowaniem dzieci, zarabianiem pieniędzy i zdobywaniem dóbr.

Jak mówić, żeby nie naznaczać, nie piętnować, nie krzywdzić wreszcie, a jednocześnie wyrażać się precyzyjnie? Przyjrzyjmy się problemom „podstawowych komórek społecznych” zamieszkujących Dystrykt Patologia.  

Rodzice – samoistni winowajcy zła?

Narastający w ostatnich dwóch dekadach proces marginalizacji, wyrzucania poza nawias głównego nurtu życia społecznego pewnych grup ludzi, w Dystrykcie jest bardzo widoczny. W dzielnicy wyraźnie obecny jest tzw.

„stary margines”, rodziny od pokoleń przekazujące i powielające pewien wzorzec funkcjonowania społecznego. Niepełne, rozbite, żyjące z dnia na dzień, dziedziczące biedę, przemoc i model życia „poza prawem”. Równocześnie po transformacji ustrojowej 1989 roku pojawił się tzw.

„nowy margines społeczny”, rodziny które z  ową transformacją sobie nie poradziły. To ludzie, którzy stracili pracę w wyniku zwolnień grupowych, nie zdołali bądź nie potrafili się przekwalifikować zawodowo, zasilając grupę trwale bezrobotnych.

To rodziny, które nagle utraciły środki do życia, status społeczny i życiowe perspektywy. Takie rodziny również mieszkają w Dystrykcie. 

      W centrum polskiego systemu pomocy i opieki społecznej usytuowane jest dziecko. Sędziowie rozstrzygając sprawy rodzinne działają „w interesie dziecka” i „ze względu na dobro dziecka”.

W licznych publikacjach prasowych, reportażach telewizyjnych ze środowisk wielkomiejskiej biedy rodzice przedstawiani są jednowymiarowo, jako samoistni winowajcy zła, którego doświadczają ich dzieci.

Może każda opowieść musi mieć swój „czarny charakter”? Może, bo oczywiście sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Czym zasługuje się na etykietę rodzina patologiczna?

Rodzice z Dystryktu

To przede wszystkim ludzie nie radzący sobie z podstawowymi problemami codziennego życia. Brakuje im pieniędzy, żyją w trudnych – niekiedy ekstremalnie – warunkach socjalnych, nie korzystają ze służby zdrowia, mają liczne dolegliwości zdrowotne wynikłe z zaniedbań.

Zazwyczaj są to osoby o niskich kwalifikacjach zawodowych, często pracowali „na czarno”, nie posiadają więc świadectw pracy i referencji od pracodawcy. Wychowywali się w rodzinie funkcjonującej analogicznie do tej, którą sami stworzyli.

Nie mają więc pozytywnych wzorców uczestnictwa w życiu społecznym, nie umieją korzystać z instytucji, które ich przerażają i onieśmielają. Nie wiedzą jak załatwiać sprawy urzędowe, wstydzą się, że zostaną ośmieszeni bądź wyszydzeni przez urzędników. To ludzie, których wiedza o świecie jest bardzo nikła. Nie podróżują, nie znają języków obcych.

To co inne, nieznane, jawi im się jako wrogie i zagrażające. Łatwo ulegają więc stereotypom, redukują rzeczywistość do jak najprostszych form, które będą w stanie przyjąć i zrozumieć. 

      Duża grupa rodziców z Dystryktu, to ludzie bardzo młodzi. Często zostali „rodzicami z przypadku” w wyniku tzw. „wpadki”. Ta grupa ma przede wszystkim zasadnicze problemy psychologiczne: niedojrzałość emocjonalna, bezradność, nieumiejętność długofalowego, planowego działania, niskie poczucie własnej wartości, brak wiary w siebie.

Mimo tego, że często łączy ich uczucie i silna więź emocjonalna, to nie potrafią ze sobą rozmawiać. Przytłacza ich wielość problemów. Zaczynają się wzajemne pretensje i obwinianie. Atmosfera się zagęszcza, sytuacja się komplikuje, mają  poczucie, że tracą kontrolę nad własnym życiem. Myślą, iż nie ma nikogo, kto mógłby im pomóc.

Oczywiście jest to iluzją, ale ani nie potrafią (nikt ich nie nauczył), ani nie chcą (wstydzą się) prosić o pomoc. Absolutnie nie wierzą, że ich sytuacja życiowa może się zmienić. Czują się osaczeni przez mnogość – w ich odczuciu – nierozwiązywalnych problemów. Czują się odrzuceni przez społeczeństwo.

Zaczynają uciekać; w uzależnienia: alkohol, narkotyki, telewizję, nierealistyczne fantazje. Ale przede wszystkim zaczynają uciekać od siebie. Nie postrzegają życiowego partnera jako sojusznika, który może być wsparciem, ale jak winowajcę zaistniałej sytuacji. Jak kogoś, kto „zmarnował” im życie.

Jak wygląda ich wzajemna komunikacja? Nie potrafią słuchać, nie mówią tylko krzyczą. Odbywa się klasyczne „przeciąganie liny” i sprawdzanie kto silniejszy. Żyją w jednym mieszkaniu, często na bardzo ograniczonej przestrzeni, ale zupełnie obok siebie. Sytuacja ich przytłacza i przerasta.

Uzależnienia, nawet jeśli nie wydają się dobrym rozwiązaniem, to pozwalają oderwać się na moment od przerażającego „tu i teraz”. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało – dają chwilę wytchnienia. Zaczynają więc spełniać coraz ważniejszą funkcję w ich życiu, zaczynają je organizować. 

      Oczywiście, sytuacja życiowa każdej rodziny jest inna, tak jak odmienni są ludzie, którzy te rodziny tworzą. Jednak pewne fakty i procesy zachodzące w rodzinach z Dystryktu są podobne, tak jak podobne bywają skrypty przekazane przez rodziców, środowisko w którym się wychowywali czy wreszcie – będące ich pochodną i konsekwencją – osobiste, życiowe historie.

Historia życia „złych” rodziców

See also:  Czy mogę otrzymać zwrot za finansowanie studiów pasierbicy?

Szukając prostych rozwiązań dla zagmatwanych spraw rodzinnych i szybkich odpowiedzi na pytania, które wymagają zbilansowania niuansów, bardzo często obwiniamy rodziców, bo to „patologia i element”. W tym kontekście sformułowanie „historia życia”, jawi mi się jako słowo klucz. Ci rodzice mają swoją – często dramatyczną – historię.

Najczęściej wychowywali się w środowisku biedy, przemocy, braku pozytywnych wzorców, niedojrzałości emocjonalnej swoich rodziców, „z dala od kultury”. Wychowywała „ulica” i rówieśnicy – tacy sami jak oni.

Ci ludzie, nie radzący sobie z własnym życiem, przytłoczeni ogromem problemów, które ich przerastają i jawią jako nierozwiązywalne, rzeczywiście zazwyczaj nie są „dobrymi” rodzicami. Nie są, bo nikt ich tego nie nauczył. Nie są, bo nie wiedzą jak „zorganizować” swojemu dziecku szczęśliwe dzieciństwo.

Nie wiedzą co to jest, nie mają w swoim życiu takiego doświadczenia, a bajek też im raczej nikt nie czytał. Wielu spośród nich swoje dzieciństwo spędziło w różnego rodzaju placówkach opiekuńczych i resocjalizacyjnych, gdzie o ciepło emocjonalne i bliskie więzi bardzo trudno. Tam liczy się jedno: przetrwać.

Dystrykt a polskie realia

W środowiskach zagrożonych demoralizacją, degeneracją i wykluczeniem społecznym praca z rodziną biologiczną winna być fundamentem systemu. Jednak w polskich realiach to bardzo odległa perspektywa, myślenie magiczne i życzeniowe.

Brak specjalistów, specyficznej, rzetelnej oferty szkoleniowej i wysokie koszty sprawiają, że praca reintegracyjna z rodzinami wykluczonymi bądź profilaktyczna z rodzinami zagrożonymi marginalizacją jest szczątkowa. Nie jest czynnikiem mogącym odwrócić proces społecznej degradacji polskich rodzin.

Biorąc więc pod uwagę specyfikę funkcjonowania rodzimego systemu pomocy środowiskom zagrożonym, priorytetem jest ochrona dzieci i młodzieży przed wykluczeniem społecznym i jego skutkami. Ochrona przed multiplikacją Dystryktów.

Realizacja kompleksowych, długofalowych programów środowiskowych stwarza szansę przerwania pokoleniowej tradycji przekazywania patologicznych wzorców rodzinnych, kulturowych i społecznych.

Pochylmy się zatem nad charakterystyką dziecka wychowującego się w rodzinie z Dystryktu Patologia. Analogicznie do opisywanych powyżej rodziców, niezależnie od jednostkowej niepowtarzalności, można wyróżnić pewien wspólny obszar problemów, których doświadczają i z którymi zmagają się dzieci wychowywane w rodzinach o podobnej charakterystyce, w tym samym otoczeniu społecznym.   

Dziecko Dystryktu w rodzinie

Dorastanie w rodzinie, gdzie rodzice – którzy winni być wsparciem i przewodnikiem po meandrach rzeczywistości – nie radzą sobie z własnymi problemami, nie kontrolują własnego życia  jest dla dziecka ekstremalnie trudnym doświadczeniem.

Przede wszystkim jest to życie w ciągłym napięciu emocjonalnym – bo nigdy nie wiadomo jak się rodzic zachowa, „w jakim dziś będzie humorze” – co skutkuje brakiem jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa. To egzystencja z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę; bynajmniej nie w sensie metaforycznym.

Znaczna część Dystryktowych rodzin jest wielodzietna: troje dzieci bądź więcej. Częściej więcej. Co zmusza rodzeństwo do walki o rodzicielską miłość, uwagę i czas. Rodzice zazwyczaj nie są w stanie spełnić tych oczekiwań w stopniu chociażby zadowalającym. Dziecko czuje się zawiedzione i oszukane. Czuje, że nie ma oparcia w rodzicach, że nie może na nich liczyć.

Staje się nieufne. Ten brak dostatecznego zaopiekowania i uwagi rodziców ma konsekwencje nie tylko psychologiczne, ale również zdrowotne. Dzieci z Dystryktowych rodzin mają liczne, niezdiagnozowane deficyty wzroku, słuchu, nieleczone zęby, nie są szczepione. Wiele chorób mają tzw. „przechodzonych” bez interwencji lekarskiej, bez przyjmowania leków.

Zasadniczym problemem wielu dzieci jest również całkowity brak intymności, brak własnego kawałka przestrzeni; o własnym pokoju nie wspominając.

W mieszkaniu składającym się z jednego wspólnego pokoju, w którym przebywa kilka osób, niemalże non – stop włączony jest telewizor, płacze młodsze rodzeństwo, kłócą się rodzice, nie ma możliwości odrobienia lekcji, swobodnej rozmowy z zaproszonym kolegą czy odpoczynku. Wpływa to w sposób istotny na kłopoty z koncentracją uwagi, nieumiejętność skupienia się na zadaniu i ma konkretne odzwierciedlenie w wynikach szkolnych dziecka. 

      Dzieci często stają się swoistą „kartą przetargową” w skomplikowanych relacjach pomiędzy rodzicami, którzy manipulują nimi, „nastawiając” je przeciwko partnerowi, zmuszają do opowiedzenia się po którejś ze stron. Sytuacja taka potęguje poczucie braku bezpieczeństwa, zagubienie, wzmaga nieufność wobec rodziców.  

      W rodzinach Dystryktu dzieci rzadko uczęszczają do przedszkoli, co mocno zubaża ich spektrum doświadczeń społecznych.

A w szczególnej sytuacji stawia najstarsze dziecko, które bardzo często zmuszone jest pełnić rolę „rodzica” dla młodszego rodzeństwa. Rolę zupełnie nieodpowiednią dla jego wieku, poziomu rozwoju emocjonalnego i życiowego doświadczenia.

Rolę, do której w żaden sposób nie jest przygotowane. (Więc nie może robić tego dobrze). Rolę, która pozbawia je własnego dzieciństwa.

      Dziecko wychowujące się w rodzinie z Dystryktu ma bardzo ograniczone dziedzictwo kulturowe i intelektualne. Rodzice – którym nikt nie przekazał wzorców uczestnictwa w kulturze – traktują ją jako fanaberię o bardzo nikłej wartości użytecznej. A w tym środowisku ważny jest pragmatyzm, liczy się konkret. Odrębną kwestią pozostaje brak środków finansowych na bilet do kina czy teatru.

Dziecko Dystryktu w szkole

Dla dziecka wychowującego się w takiej rodzinie szkoła jest traumą. Startuje ono z niższego poziomu niż rówieśnicy: nie umie czytać, pisać, liczyć, ma bardzo nikły zasób słownictwa.

Tu swoje żniwo zaczyna zbierać brak edukacji przedszkolnej i zainteresowania najbliższego otoczenia intelektualnym rozwojem dziecka we wczesnym stadium życia. Już na początku odstaje od poziomu klasy. Dla dzieci mających za sobą doświadczenia przedszkolne pewne rzeczy są kontynuacją tego, czego już się uczyły.

Dla dziecka z Dystryktu wszystko jest absolutną nowością. Nie potrafiąc biegle czytać i pisać, nie rozumiejąc przerabianego materiału, zaczyna odstawać.

Istotnym deficytem polskiej szkoły jest brak zindywidualizowanego nauczania, które pozwoliłoby uczniowi ze środowiska zaniedbanego wychowawczo nadrobić zaległości oraz wdrożyć się do systemu szkolnego.

W wielu przypadkach dziecko nie jest motywowane i nagradzane za chęci, starania i zaangażowanie, ale rozliczane wyłącznie za oceny i konkretną wiedzę. Nie widząc efektów swojej pracy, zniechęca się. Szkoła staje się miejscem, które kojarzy mu się z porażką i upokorzeniem. Zaczynają się wagary, a jeśli już trafia do szkoły zachowuje się arogancko i agresywnie; to jedyny znany mu sposób, w który może zwrócić na siebie uwagę otoczenia. 

Nauczyciele nie są przygotowani do pracy z trudnymi uczniami. Rodzima szkoła zajmuje się wyłącznie dydaktyką, drastycznie ograniczając funkcje środowiskowe, wychowawcze i społeczne.  Często słabsi uczniowie grupowani są w odrębnych klasach.

Wiele dzieci z Dystryktu kierowanych jest do szkół specjalnych pomimo, iż nie mają trwale ograniczonych zdolności rozwoju intelektualnego, a jedynie ubogą wiedzę, brak nawyków i umiejętności wynikający z zaniedbań środowiskowych.

Odrębną kwestią jest nagminne kierowanie uczniów sprawiających problemy wychowawcze do placówek opiekuńczych czy resocjalizacyjnych. Które niestety w zdecydowanej większości nie spełniają funkcji, do których zostały powołane.

Są miejscem gdzie dominuje przemoc, gdzie wychowawcy zawierają negatywne kontrakty z liderami „drugiego życia”. Polskie placówki raczej degenerują i demoralizują niż resocjalizują i reintegrują.

Dziecko Dystryktu – osiowe problemy

Świat dziecka dorastającego w Dystrykcie jest zhomogenizowany i płaski. Ubogi w wartości, doznania, ograniczony do „czterech ścian własnego podwórka”.  Niezaspokojona pozostaje potrzeba miłości, czułości oraz bliskości emocjonalnej. A w sferze społecznej potrzeba przynależności, co jest bardzo istotne w kontekście myślenia o pojęciach takich jak wspólnota i solidarność.

      Większość dzieci ma bardzo podobne, zazwyczaj negatywne doświadczenia dotyczące dorosłych. Rodzice zawodzą, bo nie są oparciem i nie chronią przed zagrażającym i zupełnie nierozpoznanym światem. Nauczyciele nie są przewodnikami pomagającymi ten świat zrozumieć, a jedynie nadzorcami i egzekutorami.

Dziecko wychowujące się w takim otoczeniu bardzo silnie doświadcza niemocy i alienacji. „Nic ode mnie nie zależy”, „nikt mnie nie rozumie” – podświadomie każde z nich powtarza to jak mantrę. Osiowe problemy emocjonalne dziecka z Dystryktu to według mnie; w wymiarze jednostkowym: brak poczucia mocy sprawczej i niskie (bądź chwiejne) poczucie własnej wartości.

Natomiast w sferze kontaktów społecznych, dziecko funkcjonuje w swoistym „błędnym kole”: niezaspokojona potrzeba akceptacji – frustracja – agresja – brak kontaktów interpersonalnych – niezaspokojona potrzeba akceptacji.

Aby przerwać ten patogenny przyczynowo – skutkowy łańcuch, należy stworzyć dziecku realne możliwości satysfakcjonujących kontaktów społecznych, a w dalszej perspektywie dać szansę zbudowania więzi.  

Polska symetria społeczna

Rodziny z Dystryktu powinny być objęte kompleksowym programem reintegracji społecznej, obejmującym pomoc socjalną, psychologiczną i wychowawczą, co w Polsce wciąż jest rzadkością lub realizowane jest w formie szczątkowej.

Mówienie bowiem o realnej zmianie w środowiskach zmarginalizowanych bądź zagrożonych marginalizacją społeczną bez systematycznego, długofalowego i profesjonalnego wsparcia dla rodzin jest fikcją. W tej fikcji żyjemy, tę fikcję sankcjonujemy i tę fikcję nazywamy polską polityką społeczną – prorodzinną dodajmy.

Szanse na zmiany? Dopóki status pracy społecznej i prestiż zawodów „pomocowych” będzie tak nikczemny jak obecnie, najlepsi adepci będą szukać pracy w zawodach, które pozwolą im ekonomicznie przetrwać.

Do polityki społecznej trafiać będą ludzie w wyniku procesu negatywnej selekcji, dla których praca nie będzie pasją i służbą, a miejscem frustracji, bo „nie załapali się na lepszą fuchę”. Jest jak jest, cudu oczekiwać nie należy. Mamy to, co sami stworzyliśmy, polską kaleką symetrię społeczną: fikcyjną politykę i jak najbardziej rzeczywisty Dystrykt. Dystrykt Patologia – multiplikacja trwa!

Leave a Reply

Your email address will not be published.