Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Relacje z matką naznaczają człowieka na całe życie. Dziecko do pewnego etapu rozwoju traktuje swoją mamę jako absolutny autorytet i przyjmuje za pewnik wszystkie jej słowa. Zdrowe i pełne miłości relacje z mamą sprawiają, że dziecko wyrasta na pewnego swojej wartości człowieka. Jednak czasem relacja z matką, może okazać się toksyczna.

Nie ma jednak ludzi idealnych – matki też nie są idealne. Czasami jednak relacje matki z dzieckiem są toksyczne i boleśnie naznaczają na całe życie. Skutki toksycznej relacji z własną matką odczuwa się bowiem niezależnie od tego, czy ma się lat dziesięć, czy czterdzieści.

Jaka jest toksyczna matka? Jak ją rozpoznać? Jak postępować z toksyczną matką? Czy można się od niej uwolnić? Przekonaj się!

Bardzo rzadko toksyczna matka zdaje sobie sprawę z tego, że jej zachowanie jest toksyczne i krzywdzi dzieci. Bardzo często zdarza się, że nawet gdy to oskarżenie zostanie sformułowane wprost, zaprzeczy i jeszcze bardziej się zdenerwuje.

Zaczną się wywody i tłumaczenia, że wszystko robione było dla dobra dziecka, a dziecko jest niewdzięczne i zbyt mało inteligentne, żeby to zauważyć. To kolejny system obronny, który stosowany jest przez toksyczne matki w relacjach z innymi. Takie matki właściwie nigdy nie widzą winy w sobie.

Za wszystko obwiniają swoje dzieci, nierzadko też partnerów. Jakie są cechy i zachowania toksycznej matki?

8 cech toksycznej matki

  1. Ciągła krytyka – toksyczna matka ma tendencję do umniejszania lub wręcz niezauważania sukcesów dziecka, za to podkreślania wszystkich porażek. Zalety dziecka są pomijane, a wady podkreślane i wyolbrzymiane na każdym kroku. Toksyczna matka może też porównywać dziecko do innych, podkreślając jak bardzo gorsze i mniej udane jest od rodzeństwa, czy swoich rówieśników.

    Starania dziecka nigdy nie są wystarczające. Takie dziecko czuje, że musi zasłużyć na matczyną miłość i nie jest wystarczająco dobre, by na nią zasłużyć.

  2. Ignorowanie i lekceważenie dziecka, brak szacunku do jego zdania – nie tylko słowa ranią. Dla dziecka matka jest najważniejszą osobą na świecie, dlatego jej zdanie jest dla dziecka bardzo ważne.

    Dlatego karanie milczeniem i ignorowanie dziecka niszczy jego psychikę i wmawia przekonanie, że jest nieważne i niepotrzebne. Toksyczna matka nie interesuje się dzieckiem i nie obchodzi jej, co ma do powiedzenia. Przerywa mu, nie słucha i wychodzi z pokoju podczas, gdy dziecko coś opowiada.

    Nawet jeśli pyta dziecko o zdanie – nie szanuje go i wymaga, by wszystko było zrobione tak, jak chce tego ona. Może to dotyczyć nawet kwestii trywialnych, na przykład związanych z obiadem, a także tych poważniejszych – jak lekceważenie dziecka, gdy wyraża swoje potrzeby i plany, na przykład dotyczące wyboru szkoły. Nie odpowiada na pytania dziecka, a także umniejsza jego odczucia.

  3. Zazdrość o dziecko – toksyczna matka może być zazdrosna o dziecko. Zazdrość ta przeradza się w niezdrową konkurencję. Matka może być na przykład zazdrosna o więź córki z ojcem lub szantażować dziecko emocjonalnie, gdy to – po rozwodzie rodziców – nadal chce utrzymywać kontakt z ojcem.

    W przypadku dorosłych córek, toksyczne matki mogą też posunąć się nawet do prób uwodzenia partnerów swoich dzieci.

  4. Obsługuje, ale nie angażuje się emocjonalnie – toksyczna matka, dla osób z zewnątrz może zajmować się dzieckiem wręcz wzorcowo. Gotuje mu obiady, sprząta i zapewnia obsługę. Nie zapewnia jednak wsparcia i zaangażowania emocjonalnego.

    Jest wycofana, chłodna i zamknięta. Gdy dziecko skarży się, bo potrzebuje matczynej miłości, wybucha gniewem i wypomina, że przecież daje dziecku wszystko – ma co jeść i w co się ubrać, więc jest niewdzięczne, skoro narzeka.

  5. Obwinia dziecko o swoje życiowe niepowodzenia – traktuje dziecko jak przysłowiową kulę u nogi i zrzuca na niego winę za swoje nieudane życie.

    Uważa i głośno mówi o tym, że gdyby nie dziecko, osiągnęłaby spektakularny sukces, ale wszystko dla niego poświęciła, dlatego za jej wszystkie życiowe niepowodzenia odpowiada właśnie dziecko.

  6. Zaprzecza faktom – nawet skonfrontowana ze swoim zachowaniem nie potrafi zauważyć, że jest ono krzywdzące i stanąć oko w oko z faktami.

    Będzie problem bagatelizować, uważać, że dziecko „wymyśla”. Może też zachowywać się jak idealna matka w towarzystwie, podczas gdy w domu urządza dziecku karczemne awantury i niszczy jego fundamentalne poczucie wartości.

  7. Zachowuje się nieprzewidywalnie – dziecko nigdy nie wie, kiedy mama będzie zadowolona, a kiedy się zezłości.

    Jednego dnia pewne zachowania są ignorowane lub wręcz nagradzane, drugiego są karane. Na zmianę jest miła i opiekuńcza lub agresywna i bez kontroli nad swoimi emocjami.

  8. Wymusza określone zachowania – czasami robi to poprzez szantaże emocjonalne, a czasami daje drogie prezenty, by dziecko czuło się zobowiązane do odwdzięczenia się, czyli postępowania tak, jak chce tego matka.

Toksyczna matka a dorosły syn

Toksyczna matka pozostaje taką, nawet gdy dziecko będzie już dorosłe. W przypadku synów może stać się chorobliwe zazdrosna i starać się zawłaszczyć syna dla siebie. Zaborcza matka będzie nadal próbowała kontrolować każdy aspekt jego życia. Jeśli syn się wyprowadzi, będzie żądała sprawozdań z każdej godziny życia i podejmowania wszystkich decyzji w porozumieniu z nią.

Może też dostrzegać w partnerce syna, a także w jej rodzinie, zagrożenia – osób, które odbiorą jej syna i pełną kontrolę nad jego życiem.

Może szantażować go stanem swojego zdrowia – wymuszać przysługi, czy wożenie po lekarzach, nawet jeśli jest perfekcyjnie zdrowa.

Przy partnerce syna i jej rodzinie będzie umniejszać wartości własnego syna i nie będzie wierzyć, gdy ktoś będzie go przy niej chwalił.

Ma tendencje do traktowania dorosłego syna jakby ciągle był dzieckiem. Zachowuje się jakby syn potrzebował jej nadzoru przez dwadzieścia cztery godziny i siedem dni w tygodniu. Nie szanuje jego zdania i wyborów życiowych.

Czytaj również : Kim jest maminsynek i jak z nim żyć

Toksyczna matka a dorosła córka

Matki częściej niż na synów, swoje toksyczne, negatywne emocje przelewają właśnie na córki. Dzieje się tak dlatego, że w społeczeństwie nadal powszechnie funkcjonuje model, w którym to właśnie od córek wymaga się więcej.

Cechy toksycznej matki mogą się nasilić, gdy matka zauważa, że przestaje mieć pełną kontrolę nad życiem dorosłej córki. Nie akceptuje jej wyborów życiowych, ciągle porównuje córkę do siebie i innych. Toksyczna matka podkreśla, że inni „w tym wieku” osiągnęli już znacznie większy sukces.

Toksyczne matki wymagają od córek, by były odpowiedzialne za ich szczęście. Dlatego żądają, by córki stawiały życie matek nad swoje własne. Nadrzędnym celem w życiu uwikłanych w taką relację córek ma być sprawianie matce radości i zadowalanie jej na każdym kroku.

W innym wypadku toksyczna matka sięga po szantaż emocjonalny i wypomina córce, że jest niewdzięczną egoistką, która nie potrafi zająć się własną matką.

Nie znosi sprzeciwów, a przy tym też absolutnie nie akceptuje jej wyborów życiowych. Toksyczna matka nadal próbuje sterować jej życiem, sięgając po wszystkie możliwe środki, by było tak, jak ona chce.

Potrzeby dorosłej córki są całkowicie pomijane i lekceważone.

Toksyczne matki zabierają córkom nie tylko pewność siebie, ale pozbawiają je też prawa do prywatności. Toksyczne matki uważają, że córki nie są w stanie podjąć żadnej decyzji bez nich i im na to nie pozwalają. Oczywiście, tłumacząc to nieśmiertelnym stwierdzeniem „to dla twojego dobra”.

Jak się uwolnić od toksycznej matki?

Wiele osób, które uwikłane są w tak niezdrową relację, zastanawia się, jak radzić sobie z toksyczną matką.

Matka to jednak matka – dla własnego dobra warto choć podjąć starania, by nawiązać z nią dobre, zdrowe kontakty.

Nie zawsze będzie to możliwe, czasami też trzeba zrozumieć, że najlepszym, co można zrobić to odciąć się i zacząć żyć własnym życiem. Więc, jak uwolnić się od toksycznej matki?

Rozplątanie tak skomplikowanych i niezdrowych relacji z matką jest zadaniem bardzo trudnym. Każde dziecko kocha swoją matkę i ta miłość tli się w nich zawsze. Z tego typu relacją rzadko można poradzić sobie samodzielnie.

A trzeba to zrobić, bo toksyczna matka oddziałuje na całe życie swojego dziecka. Naznacza swoim piętnem jego dorosłe związki czy kontakty z własnymi dziećmi. Toksyczną matkę bardzo często wychowuje przecież inna toksyczna matka.

Terapia bardzo często jest tutaj niezbędna.

Jeśli jesteś dzieckiem toksycznej matki i czujesz, że nie radzisz sobie z życiem i swoimi emocjami – masz problemy z zaufaniem, otworzeniem się, czy nawiązaniem zdrowej relacji z innymi – zgłoś się na terapię. To właśnie tam zrozumiesz mechanizmy, które Tobą rządzą i, że nie jest to Twoja wina.

Podczas terapii nauczysz się nie tylko otwierać na innych ludzi, ale też zrozumiesz, że nie jesteś osobą winną tego, że Twoja matka zachowywała się w określony sposób. Toksyczne matki latami wprowadzają swoje dzieci w ciągłe poczucie winy. Pozbycie się poczucia winy, będzie pierwszym krokiem do lepszego życia.

Podczas terapii dowiesz się więcej o mechanizmach, które teraz Tobą sterują i nauczysz się wypracowywać sobie dużo lepsze i zdrowsze wzorce postępowania. Możesz wybrać się na terapię indywidualną lub zdecydować się na terapię rodzinną – zwłaszcza jeśli też masz już własną rodzinę i czujesz, że możesz zacząć powielać błędy swojej matki.

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Poradnię Co tam? Psychoterapia bliska Tobie tworzy zespół doświadczonych psychoterapeutów. Nasze poradnie to miejsca z domową atmosferą. Oferujemy pełny zakres wsparcia dla Ciebie i twoich bliskich.

Pomożemy w doborze najlepszego specjalisty.

+48 698 115 005

Wiesz kogo wybrać? Umów samodzielnie wizytę w gabinecie lub sesję online.

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, udostępnij go swoim znajomym.

TERROR PSYCHICZNY W ZWIĄZKU – Solaris

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Niektóre istoty ludzkie potrafią latami tkwić w toksycznym związku. Są świadome, że żyją w destrukcyjnej relacji, że więcej jest w niej nienawiści niż miłości, a mimo tego nie odchodzą. Kim są te istoty? Nawet dziecko zgadnie. To kobiety. Są ewolucyjnie przystosowane do bycia popychadłem.

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Przemoc w związku dwojga ludzi to nie tylko przemoc fizyczna. Przemoc psychiczna w przeciwieństwie do fizycznej nie pozostawia widocznych śladów. Jednak rany zadane słowem goją się dużo dłużej niż sińce a sama ofiara często nie jest pewna, czy rzeczywiście zachowanie, którego doświadcza mieści się w kategorii nadużycia.

Jest to tym trudniejsze do oceny, iż partner potrafi być czarujący, troskliwy i uprzejmy, aż do czasu niekontrolowanego wybuchu złości, za który winą obarcza swoją ofiarę. Co więcej, osoby dopuszczające się przemocy psychicznej zwykle zachowują się w miejscach publicznych inaczej, niż w zaciszu domowym.

Potrafią dbać o wizerunek, co powoduje, że większość ludzi widzi w parze przykładny związek. Kobiecie w takiej sytuacji jest jeszcze trudniej podjąć decyzję o wyjściu z toksycznego układu. Boi się, że zostanie obarczona odpowiedzialnością za niepowodzenie związku, że nikt nie uwierzy jej historii. I może mieć rację.

Trudno jest zrozumieć, jak ktoś, kto zachowuje się publicznie przyzwoicie, może nieludzko traktować najbliższych. Nie chodzi tu o pojedyncze wybuchy złości. Te zdarzają się każdemu. Jest to jedna z form komunikowania swoich uczuć. Dopóki jednak jesteśmy w stanie to dostrzec i są to sporadyczne wypadki, nie jest to patologia.

Problem zaczyna się, kiedy wypaczone zachowania stają się główną formą komunikacji w związku. O terrorze psychicznym mówimy, kiedy te zachowania stają się powtarzalne a w swojej nieprzewidywalności jak najbardziej przewidywalne.

Co to za zachowania, czyli co kwalifikuje się do przemocy psychicznej?
Degradacja werbalna: krzyk, ubliżanie, przedrzeźnianie, drwiny, oskarżania, wyzwiska, poniżanie, upokarzanie, zawstydzanie, używanie w stosunku do partnerki słów wulgarnych.
Stała krytyka.
Domaganie się posłuszeństwa.

Taktyka nacisków: zabieranie dzieci, pieniędzy, kluczy, samochodu, wyłączanie telefonu, lub grożeniem wykonaniem tych działań. Demonstrowanie wszechmocy i wszechwładzy.

Grożenie: wykonywanie grożących gestów, groźby bicia, wypędzania z domu, niszczenie osobistych przedmiotów partnerki, domowych sprzętów, rzucanie przedmiotami, grożenie zabiciem lub skrzywdzeniem partnerki albo dzieci.

Okazywanie pogardy: lekceważenie, poniżanie przy ludziach, publiczne zawstydzanie partnerki, przerywanie rozmów, nieodpowiadanie na pytania, brak szacunku dla pracy, wysiłków partnerki, bagatelizowanie osiągnięć, wyolbrzymianie porażek.
Rozpuszczanie plotek i pomówień.
Nastawianie rodziny i znajomych przeciwko partnerce.
Monopolizacja uwagi.

Narzucanie własnych poglądów, wyśmiewanie poglądów partnerki.
Odmowa pomocy przy dzieciach czy pracach domowych, manipulowanie dziećmi, nastawianie dzieci przeciwko partnerce, ograniczanie kontaktów z dzieckiem, grożenie odebraniem dziecka, grożenie rozwodem.
Karanie przez nieokazywanie uczuć, odmowa szacunku, zainteresowania, lekceważenie emocjonalne.
Szantaż emocjonalny.

Przemoc seksualna: zmuszanie siłą i groźbą czy zastraszaniem do współżycia; współżycie wtedy, gdy partnerka tego nie chce, wyszydzanie ciała partnerki lub jej umiejętności seksualnych.

Izolacja społeczna: kontrolowanie, ograniczanie kontaktów z innymi osobami, kontrolowanie lub blokowanie rozmów telefonicznych, nakazywanie dokąd wolno i dokąd nie wolno chodzić partnerce, utrudnianie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi.
Nadużycie zaufania: kłamstwa, okazywanie zazdrości, zdradzanie, nie dotrzymywanie obietnic i wspólnych uzgodnień.

Grożenie samookaleczeniem, z groźbą popełnienia samobójstwa włącznie.
Nękanie: śledzenie i sprawdzanie ofiary, otwieranie listów, mejli, czytanie smsów, billingów, ustawiczne sprawdzanie, z kim partnerka się kontaktuje, przeglądanie zawartości komputera, szuflad, toreb i innych rzeczy osobistych; zdobywanie danych o osobie bez jej zgody.
Umyślne stawianie zadań, z którymi ktoś ma trudność lub zadań niewykonalnych
Wypieranie się: oskarżanie partnerki o to, że sama ponosi winę za złe traktowanie, wywoływanie poczucia winy za nieporozumienia w związku, okazywanie przy innych dobroci i cierpliwości, płacz i błaganie o przebaczenie, przyrzekanie, że to się już więcej nie zdarzy, wzbudzanie litości dla siebie.

Wmawianie choroby psychicznej.

Jeżeli dwa lub więcej z powyższych punktów pasują do schematu zachowań twojego partnera, może to oznaczać, że doświadczasz przemocy psychicznej. Nie jest jednak łatwo zaakceptować fakt, że stałaś się ofiarą kogoś, kogo kochasz i cały czas wierzysz, że on w jakiś sposób też Cię kocha.

Jest to o tyle trudne, że część jego zachowań może być realizowana pod szyldem dbałości o Ciebie. „Przecież on to robi dla twojego dobra”.
Innym wariantem jest przenoszenie odpowiedzialności na Ciebie za to, co Cię spotyka z jego strony. My kobiety czujemy się odpowiedzialne za cały świat. Wpędzenie nas w poczucie winy jest łatwe i skuteczne nieomalże w każdym przypadku.

Psychiczne krzywdzenie jest najbardziej nieuchwytną, najbardziej zdradliwą formą maltretowania. Nikt nie jest w stanie zmierzyć prawdziwych rozmiarów psychicznej przemocy, ani określić wszystkich tego typu zachowań.

To samo stwierdzenie, reakcja czy czynność w jednej sytuacji mogą być zupełnie neutralne, w innej zaś stać się okrutnym ciosem dla psychiki człowieka, pozostawiającym trwały ślad. A przy tym zadany cios może być nawet niezauważony przez obserwatora z zewnątrz..

Co więcej niektóre z zachowań mogą funkcjonować bez większego ryzyka w ramach istniejących norm obyczajowych. To bardzo wyrafinowana forma okrucieństwa.

Wreszcie, twój partner doskonale zna wszystkie twoje czułe punkty i potrafi uderzyć słowem jak wytrawny szermierz, w sposób prawie niewidoczny, ale tak, aby zranić. Nic nie wskazuje na podskórną walkę. I tak naprawdę, to nie jest walka. Bo Ty się nie bronisz. Poddałaś się. Przestałaś walczyć. Trwasz, licząc na cud.

Tymczasem cuda nie następują samoistnie. Na cud trzeba sobie zapracować. Od czego zacząć? Przestań wreszcie udawać, że wszystko jest ok., że to chwilowe, że on się zmieni, że będzie lepiej, że zrozumie, zobaczy jak cierpisz. Nie będzie lepiej. Może być tylko gorzej. Cenę za twoją niemoc płacisz ty i twoje dzieci.

„Przecież nie bije to nie dzieje sie żadna krzywda?”
Czy aby na pewno? Jednym ze skutków przemocy jest trauma, zaburzone poczucie bezpieczeństwa, czasem depresja. Okrutne przeżycia wyciskają emocjonalne i fizyczne piętno, stają się rysą na życiu kobiety. Czasem jest to rysa nieodwracalna.

Jakie są konsekwencje „prania mózgu”? Po czym poznać kobietę, która doświadcza przemocy psychicznej?
Unika tematu dotyczącego przemocy, stara się bagatelizować akty molestowania psychicznego, czasem broni sprawców.
Jest zamknięta w sobie, bierna, pozbawiona energii. Nic jej się nie chce, rzadko wychodzi. Przestała widywać się z przyjaciółmi.

Zmienia swoje poglądy, przyzwyczajenia, by dostosować się do życzeń „Pana i władcy”. Zmiana jej zachowania w stosunku do tego, kim była kiedyś jest z reguły zauważalna dla otoczenia.
Nie potrafi przyjmować krytyki ze strony innych ludzi. W konfrontacji wycofuje się. Nie umie postawić granic.

Cierpi na gwałtowne zmiany nastroju od skrajnej bierności do wybuchów gniewu; nagłe wybuchy płaczu, śmiechu nie są w jej przypadku rzadkością. Odczuwa lęk, niepokój, wstyd, złość naprzemiennie z apatią i zmęczeniem.
Przeżywa silne poczucia lęku i zagrożenia. Od sprawcy oczekuje jedynie kary, ponieważ wie, że jest pełna wad, a wszystko co robi jest niewłaściwe.

Przeżywanie silnego poczucia winy kieruje złość i agresywność w stronę własnej osoby, to z kolei powoduje, że sprawca może czuć się bezkarnie.
Gnębi ją poczucie winy, czasem popada w uzależnienia, nierzadko dopada ją depresja. Złość i gniew kieruje najczęściej w stronę własnej osoby, to z kolei powoduje, że sprawca może czuć się bezkarnie.

Ofiara przemocy psychicznej pozwala na degradację własnego obrazu. Skutkiem czego uważa, że jest głupia i mało zdolna. Czuje się bezradna. Łatwo ulega sugestiom i manipulacjom.

Procesy „prania mózgu” powodują całkowite podporządkowanie, utratę poczucia własnej wartości oraz bezkrytyczne przyjmowanie rzeczywistości, wykreowanej przez sprawcę.

Jeśli rozpoznajesz w tym opisie siebie – działaj. Nie czekaj aż świat się zmieni. Świat się nie zmieni. Twój partner nie zna innych sposobów odreagowania frustracji, złości, wszystkich niewygodnych emocji. Nie chce się zmienić, jest mu dobrze w układzie, który sobie stworzył. Ty, zrezygnowałaś z siebie.

Cała twoja uwaga skupiona jest na nim. Swoją radość uzależniasz od jego zadowolenia. Swoje szczęście od jego uzdrowienia. Bardziej wierzysz w niego niż w siebie.

Czy byłabyś w stanie dla odmiany zaufać sobie i swoim odczuciom? Czy jest za późno, aby odnaleźć siebie taką jaka jesteś: silna, niezależna, odważna, miłująca spokój i czuła? Przez chwilę pomyśl, co by było, gdybyś dała sobie szansę na lepsze jutro.

Z resztą – po co czekać do jutra J
Wiecie co jest najgorsze? Żyjąc z tyranem, z cichym tyranem, kobieta traci zaufanie do siebie samej, przestaje wierzyć własnym odczuciom, czuje się winna, wydaje jej się, że to wszystko przez nią, że za słabo sie stara. Traci własną godność i poczucie własnej wartości.

A on ją depcze każdego dnia, małymi kroczkami, sprawia, że już nic jej nie cieszy, że czuje się w potrzasku, bezwartościowa… A prawda jest tak oczywista – jeśli Ci z kimś źle, jeśli ciągle płaczesz, boisz się, czujesz się nieszczęśliwa… uciekaj. Im szybciej tym lepiej.

Mąż grozi że mnie zabije i odbierze dziecko

Beata Markowska

Ucieka, bo mąż grozi, że zabije

„Powiedziałem ci, jeśli sąd nie odbierze ci dziecka i mi go nie przyzna, to sam go zabiorę! I k… tak ci wp… i twojej matce, że nie będziecie w stanie się nim zajmować! Sk… zaj…” – to fragment nagrania, jakie Łukasz R. zostawił na poczcie głosowej swojej żony.

– Skoro sąd nie chce mi pomóc, daje mu możliwość takiej bezkarności, to ja się pakuję i uciekam, bo ja i dziecko życia tutaj nie będziemy mieli – mówi pani Aleksandra.

W lutym pokazywaliśmy materiał o pani Aleksandrze. Kobieta w 2010 roku poznała Łukasza R. Zamieszkali razem, po kilku miesiącach okazało się, że pani Aleksandra jest w ciąży. Chcieli być rodziną. Pobrali się. Ale małżeństwo nie przetrwało nawet roku.

– On się bardzo szybko zmienił. W marcu 2011 roku wzięliśmy ślub, a w czerwcu już zaczęło się wszystko zmieniać. Zaczął stawiać na swoim, przestał się liczyć z moim zdaniem, a jak urodziło się dziecko, to doszły wyzwiska, pretensje, że wszystko źle robię. Doszłam do wniosku, że nie znam tego człowieka – opowiadała w lutym pani Aleksandra.

Kobieta złożyła pozew o rozwód. Wtedy zaczęły się problemy.

– W majówkę codziennie miałam interwencje policji, bo on przyjeżdżał, były groźby, szarpaniny. Przekroczył granicę, kiedy groził, że zabije mi dziecko – wspominała pani Aleksandra.

– Dzwoni i mówi: odłóż suko telefon, nie do ciebie dzwonię. I tak siedem razy w ciągu  piętnastu minut, a bywały dni, że osiemdziesiąt razy – opowiadała Danuta Żurawska, matka pani Aleksandry.

– Chociaż tyle człowiek może zrobić, żeby kogoś op… codziennie, bo nic innego nie może. Ja nie dopuszczę, żeby ona nie dawała mi się z dzieckiem spotykać, ja patrzę przez pryzmat dziecka. Wolę ją zeszmacić dziesięć razy, a z dzieckiem się spotykać. Jej krzywda mnie nie interesuje – twierdził w lutym Łukasz R., mąż pani Aleksandry.

Mężczyzna został już raz skazany za naruszanie nietykalności cielesnej i znieważanie pani Aleksandry. Ale to nie pomogło. Łukasz R. był coraz bardziej agresywny. Prokuratura, mimo wielu nagrań, SMS-ów i zeznań świadków, nie chciała pomóc pani Aleksandrze. A Łukasz R. zostawiał takie wiadomości na poczcie głosowej swojej żony:

„Cwana sk… odbieraj telefon. Nie pozwolę ci. Charakter dziecka wyrabia się do trzeciego roku życia, sk…, bo będzie taki jak ty, zaj…, zap… cię, jak będzie trzeba, zanim dziecko skończy dwa lata, żebyś sk…wpływu na niego nie miała”.

– W szerszym kontekście brzmi on mniej więcej tak, że nie wyobraża sobie, że ktoś go powstrzyma przed kontaktami z synem, że jeżeli ma postanowienie sądu, które nakazuje żonie umożliwianie kontaktu z synem, to żadna osoba nie może mu tego zabronić. Jeżeli będzie próba powstrzymania go przed kontaktem, to on użyje wszelkich możliwych działań – mówił Jerzy Sajchta, zastępca prokuratora rejonowego w Szczecinku

– Zmieniło się po Interwencji to, że policja sama wszczęła postępowanie przeciwko mojemu mężowi o stalking, groźby karalne, kolejne pobicie i znęcanie się psychiczne. To postępowanie trwa – mówi pani Aleksandra.

Chcieliśmy ponownie porozmawiać z Łukaszem R. Niestety, nie zastaliśmy go w domu.

Po kolejnej interwencji policji i opinii rodzinnego ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego pani Aleksandra złożyła wniosek o ograniczenie mężowi kontaktów z dzieckiem. Sąd odmówił.

– Sąd nie znalazł podstaw do gwałtowanych zmian tych kontaktów. Skoro dziecku nie dzieje się krzywda, skoro ani razu ojciec nie zachował się wulgarnie wobec dziecka, to sąd nie znalazł podstaw do zakazania tych kontaktów. Zakaz kontaktów jest czymś najdalej idącym, już więcej nie można zrobić – tłumaczy Sławomir Przykucki z Sądu Okręgowego w Koszalinie.

– W mojej ocenie prawidłowo zachował się Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny w Koszalinie, który wydał opinię mówiącą o tym, że jeśli ten pan nie podda się terapii, to powinien być pozbawiony władzy rodzicielskiej. Pan oświadczył w sądzie, że nie podda się terapii, a mimo to ma kontakty z dzieckiem – mówi Teresa Żurowska, pełnomocnik pani Aleksandry.

Po ostatniej rozprawie pani Aleksandra podjęła desperacką decyzję. Postanowiła, że będzie ukrywać się z synkiem.

– Będę przebywała na terenie Polski, będę się zgłaszała na terminy rozpraw. Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie. To chyba będzie jedna wielka ucieczka, zmiana miejsc, żeby mnie nie znalazł, bo powiedział, że jak mnie znajdzie, to zabije – podsumowuje pani Aleksandra.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

[email protected]

GDY KTOŚ GROZI SAMOBÓJSTWEM

CO ROBIĆ, GDY KTOŚ GROZI POPEŁNIENIEM SAMOBÓJSTWA?

O skłonnościach samobójczych można mówić wtedy, gdy dana osoba mówi o samobójstwie, ma myśli samobójcze lub planuje rozwiązanie swoich problemów poprzez samobójstwo.

 W gabinetach psychologicznych często spotykamy się z pytaniem o to, jak postępować, gdy bliska nam osoba, najczęściej domownik – mąż, żona, syn, córka, czy rodzic – mówi o samobójstwie.

Czasami słyszymy także sformułowanie: „grozi samobójstwem”… Jak reagować?

Naturalną i zupełnie nieprawidłową reakcją większości ludzi jest w takiej sytuacji strach, poczucie niekompetencji i… milczenie. Unikanie tematu. Zmiana tematu rozmowy. Próba rozładowania sytuacji żartem.

Często także profesjonalista: pedagog, nauczyciel, czy nawet psycholog, wpada w panikę słysząc w gabinecie takie słowa i nie podejmuje właściwej interwencji.

Jeszcze gorszym scenariuszem jest sytuacja, gdy powiernik zagrożonej osoby zaczyna żartować lub wątpić w realność samobójstwa: Ty? Zawsze tak mówisz i jakoś nic do tej pory nie zrobiłeś(-aś)…

Co tak naprawdę należy zrobić? I dlaczego w ogóle musimy reagować?

JAK ZAREAGOWAĆ?

Po pierwsze takie słowa zawsze należy traktować jak wołanie o pomoc. Niezależnie od tego, co wydarzyło się wcześniej, jak dobrze znamy tę osobę, czy jaki mamy do niej stosunek i co wiemy o jej życiu, nie wolno nam bagatelizować tego typu słów.

Media pełne są wzmianek o samobójstwach popełnionych przez „tak energicznych i wesołych”, rzekomo „pełnych życia” ludzi, po których nikt nie spodziewał się odebrania sobie życia.

 Nie wolno nam także zakładać, że ktoś tego nie zrobi, albo zrobi to tak, żeby go odratować, tylko „postraszyć”, bądź „ukarać” w ten sposób bliskich, czy otoczenie… Wbrew powszechnym opiniom, nie każda – „udawana” nawet – próba samobójcza kończy się odratowaniem ofiary własnych zamiarów.

To prawda, że nieudanych prób samobójczych notuje się w Polsce i na świecie kilkakrotnie więcej, niż tych „udanych” – zakończonych zgonem, ale niezależnie od zamiarów sprawcy, nigdy nie wiemy, jaki finał będzie miała kolejna próba samobójstwa…

W zależności od sytuacji, w której podejrzewamy planowanie samobójstwa lub słyszymy słowa, w których nasz rozmówca zakłada, że samobójstwo jest czymś, co może rozwiązać jego problemy, możemy wyróżnić dwa schematy postępowania, które możemy podjąć. Pierwszy możemy nazwać schematem postępowania „zimnego”. Drugi – interwencją „na gorąco”, czyli na tu i teraz.

JAK ROZPOZNAĆ WYSOKIE RYZYKO SAMOBÓJSTWA?

Kiedy sytuacja jest bardzo niepokojąca, tzw. „gorąca”? Czynnikami, przy występowaniu których sytuację należy zakwalifikować jako stan podwyższonego ryzyka są sytuacje nagłe, występujące poza kontrolą osoby, która mówi o samobójstwie lub występujące u osoby, którą można zaliczyć do grupy podwyższonego ryzyka. Może to być jedno lub kilka występujących wspólnie czynników:

– silne wzburzenie emocjonalne spowodowane np. kłótnią, rozstaniem z dziewczyną/chłopakiem, mężem/żoną,

– nagłe wydarzenie powodujące traumę, silnie przeżywany stres, np. gwałt, przemoc (niezależnie od tego, czy dotyczy sprawcy, czy ofiary), wypadek, katastrofa, wszelkiego rodzaju utrata: osoby, mienia, zwolnienie z pracy, czy strata czysto finansowa, przegranie sprawy sądowej lub inne kłopoty z prawem, itp.,

– pozostawanie pod wpływem środków odurzających i zmieniających stan świadomości: alkohol, narkotyki, leki, itp. lub uzależnienie od takich środków,

– wcześniejsze próby samobójcze.

Jeśli zamiar popełnienia samobójstwa wyraża osoba w silnym wzburzeniu emocjonalnym, pod wpływem środków zmieniających świadomość, czy jej racjonalna ocena danej sytuacji może być zaburzona z innego powodu, np. przeżyła silną traumę, stres, np. zwolnienie z pracy, utratę kogoś bliskiego, czy znajomego, należy podjąć niezwłoczną interwencję.

Należy z wielką ostrożnością oceniać także rozmiar szkód, które pod wpływem wydarzenia poniosła osoba, której pomocy chcemy udzielić.

Dla jednej osoby nieotrzymanie awansu lub przegranie sprawy sądowej o pomówienie może być dramatem na wielką skalę, podczas, gdy z perspektywy postronnego obserwatora może wydawać się, że są w życiu sprawy ważniejsze, a osoba, która mówi o samobójstwie nie może mówić poważnie… Silnym predyktorem zagrożenia samobójstwem jest pozostawanie w bliskim otoczeniu osoby, która wcześniej popełniła samobójstwo lub podjęła próbę samobójczą. Także osoby na pierwszych etapach przeżywania żałoby – także czyjejś śmierci z przyczyn naturalnych i innych niż samobójstwo – są w grupach wysokiego ryzyka. Wysoko należy także oceniać zagrożenie u osób z chorobą alkoholową, czy innymi uzależnieniami oraz niepełnosprawne, przewlekle chore, żyjące na marginesie społeczeństwa, borykające się z odtrąceniem z powodów rasowych, orientacji seksualnej, czy statusu społecznego. Słowa o samobójstwie, zwłaszcza z ust osoby, w której zachowaniu, czy wyglądzie ostatnio zaszły zmiany: jest bardziej smutna, albo wręcz przeciwnie, w nieuzasadniony sposób nadmiernie wesoła, znacznie utraciła na wadze, zaczęła się izolować od ludzi, stała się małomówna, wycofana, wpadła w długi, uzależniła się (np. od hazardu) lub w jej życiu zdarzyło się coś niepokojącego lub przykrego, powinny nas zaalarmować.

  • Statystyki policyjne mówią, że ponad 90% osób, które popełniły samobójstwo lub podjęły próbę samobójczą, mówiły o tym swoim bliskim przynajmniej raz.
  • INTERWENCJA NA GORĄCO, CZYLI POMOC NA TU I TERAZ
  • Po pierwsze warto wiedzieć, czego nie wolno robić:
  • Nie ignorować.
  • Nie zakładać, że to nerwy, że przejdzie.
  • Nie spekulować, że już wiele razy padały groźby samobójstwa i nic się nie złego nie wydarzyło…

Ponadto, nie oceniać, nie żartować, nie umniejszać cierpienia osoby, nie dawać rad… Zamiast tego:

  1. Ocenić zagrożenie biorąc pod uwagę wyżej opisane czynniki ryzyka.
  2. Jeśli jest szansa, w miarę możliwości spokojnie porozmawiać z osobą, która mówi o samobójstwie. W rozmowie warto poinformować ją o konieczności zgłoszenia sytuacji do służb interwencyjnych pod nr telefonu 112.
  3. Koniecznie należy poinformować tę osobę, że nasze działania wynikają z troski o nią.
  4. Powiedzieć, że jeśli mówi o samobójstwie, jest to dla nas sytuacja zagrażająca jej życiu i jesteśmy zobligowani zapewnić jej profesjonalną pomoc – nawet niezależnie od jej woli.
  5. Pozostać z osobą zagrożoną samobójstwem tak długo, aż znajdzie się pod opieką lekarską bądź psychologiczną, ewentualnie pod opieką policji, która podejmie się transportu osoby do szpitala.

SCENARIUSZ „ZIMNY”

W scenariuszu zimnym mamy do czynienia z sytuacją, gdy słowa o samobójstwie padają w zwykłej rozmowie dwóch przyjaciół, na spotkaniu towarzyskim przy okazji innych tematów, czy w kłótni o lekkim i umiarkowanym nasileniu, czy po powrocie ze szkoły/pracy, w której wydarzyło się coś przykrego.

Każdorazowo, nawet w sytuacji, gdy nie widzimy realnego zagrożenia, a wcześniej zdarzały się różnice zdań, kłótnie, ciche dni, czy wybuchy agresji u takiej osoby, słowa o samobójstwie – nawet wykrzyczane w emocjach – należy traktować jak wołanie o pomoc.

Należy mieć na uwadze, że agresywne zachowanie może być wskaźnikiem rozwijającej się depresji.

JAK POMÓC I NIE ZASZKODZIĆ?

Nie jesteśmy w stanie ocenić, jak wielkie cierpienie przeżywa ktoś, kto mówi do nas o chęci zakończenia własnego życia. Nie nam oceniać, czy to zrobi, czy nie.

Czy mówi to, żeby nami wstrząsnąć, ukarać, czy sprawić nam przykrość… Nasza ocena tej sytuacji nie powinna przesłaniać faktu, że takie słowa, to najczęściej wskaźnik ogromnego wewnętrznego cierpienia człowieka, oznaka utraty nadziei na poprawę swojej sytuacji i to my usłyszeliśmy wołanie o pomoc.

Nawet jeśli słowa o samobójstwie zostaną poprzedzone lub domknięte słowami: „ale na pewno tego nie zrobię”, to osoba, która je wypowiedziała powinna w trybie pilnym uzyskać specjalistyczną pomoc psychologiczną i psychiatryczną. Warto przedstawić także wariant pomocy „gorącej” (jak opisane wyżej). Osoba może zupełnie inaczej oceniać swój stan, niż jej otoczenie.

Może się okazać, że to, co my oceniliśmy na małe zagrożenie, dla osoby zagrożonej samobójstwem będzie stanowiło przesłankę do leczenia szpitalnego i że będzie chciała takiej pilnej pomocy. Należy wtedy taką pomoc zorganizować w porozumieniu ze służbami interwencyjnymi (tel. 112).

W trybie „zimniejszym” najszybciej jak to możliwe należy zaproponować osobie wizytę u psychologa i/lub lekarza psychiatry, którzy pokierują dalszym leczeniem. Najlepiej nie zostawiać tego samej zainteresowanej.

Depresja jest bardzo podstępną chorobą, która często objawia się charakterystycznym rytmem dobowym. Osoba, która wieczorem, po rozmowie deklaruje, że „jutro” poszuka psychologa, może naprawdę w to wierzyć, ale kolejny poranek może jej odebrać siły do walki o siebie.

Dlatego warto jej pomóc, zorganizować wizytę, a nawet w dniu wizyty pojechać z nią do poradni.

 Z uwagi na to, że nie wszyscy lekarze psychiatrzy i nie wszyscy psychologowie są przygotowani do pracy z osobami zagrożonymi samobójstwem (a także z uwagi na to, że osoba może tego nie ujawnić na pierwszej wizycie konsultacyjnej), specjalistę należy poinformować przed umówieniem wizyty, że dana osoba wykazuje skłonności samobójcze.

GDY NIE UDA SIĘ POMÓC…

Fakt, że komuś zależy na naszym zdrowiu, życiu, jest już ogromnym czynnikiem leczącym.

Brak oceniania, zrzędzenia, unikanie porad typu „weź się w garść” i „będzie dobrze”, bezinteresowna i niezwłoczna oraz bardzo konkretna pomoc (umówienie i zawiezienie do specjalisty), to coś, czego osoba zagrożona samobójstwem potrzebuje od nas najbardziej. Przez sam fakt, że jesteście, pomagacie, akceptujecie, można uratować zdrowie i życie niedoszłego samobójcy.

Warto też wspomnieć, że czasami mimo wsparcia, wysiłków wszystkich – i bliskich, i lekarzy, psychologów, dana osoba wybiera śmierć w miejsce życia. Niestety nie jesteśmy w stanie przewidzieć i zapobiec takim zdarzeniom. Jeśli ktoś podejmie taką decyzję, może to zrobić na przysłowiową „sekundę spuszczony z oka”.

W takiej sytuacji, możemy jedynie mieć w pamięci fakt, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, żeby ją uratować.

 Utrata bliskiej osoby – szczególnie w wyniku śmierci samobójczej – wiąże się zawsze z wielkim wstrząsem i warto w takiej sytuacji udać się na kilka spotkań z psychologiem, aby chociaż trochę zmniejszyć własne cierpienie.

SPECJALISTYCZNA POMOC W PSYCHOLODZY24.PL

Jeśli ktoś z Twoich bliskich lub znajomych wykazuje wyżej opisane skłonności, mówi o samobójstwie, samookalecza się, pamiętaj, że w poradni Psycholodzy24.pl znajdziesz profesjonalną pomoc.

Na wstępną konsultację można przyjechać także bez osoby zainteresowanej, a podczas rozmowy z profesjonalistą – w odniesieniu do konkretnej sytuacji – ułożyć realny plan pomocy.

Możliwe są konsultacje lub interwencja psychologiczna online, a nawet – w uzasadnionych przypadkach – interwencyjne wizyty domowe. Serdecznie zapraszamy.

Telefony oraz możliwość zapisów bez konieczności dzwonienia znajdą Państwo na stronie www.psycholodzy24.pl/kontakt/  (należy kliknąć w przycisk „Umów się na wizytę on-line”).

Nasi specjaliści

"On traktuje mnie jak swoją własność". Co zrobić, gdy były partner uprzykrza życie?

Trudne relacje między byłymi partnerami mogą uprzykrzyć życie. Przekonały się o tym rozmówczynie WP Kobieta, które od kilku lat zmagają się z nękaniem ze strony partnera. – Ciągle mnie nachodzi, straszy i wszczyna awantury. Nie wiem, co jeszcze może zrobić, boję się go – powiedziała Beata Ciszewska.

Nękający ex-partner Źródło: Getty Images

Bywa tak, że po rozstaniu z partnerem ciężko zapomnieć o poprzedniej relacji. Na własnej skórze przekonuje się o tym od pięciu lat Gośka, mama 8-letniego Janka, która mimo rozwodu nadal jest w konflikcie z byłym mężem. Mężczyzna odszedł od niej, poukładał sobie wszystko od nowa, jednak ciągle uprzykrza życie byłej żonie.

– Po rozwodzie mąż stał się jeszcze bardziej chamowaty i wulgarny jak dawniej. Kontaktując się z ze mną, zawsze obrzuca mnie wyzwiskami. Nazywa “idiotką”, albo “śmieciem”. Ośmiesza przed dziećmi i obraża – powiedziała w rozmowie z WP Kobieta.

Już w trakcie małżeństwa wszelkie niepowodzenia zawodowe, mąż wyładowywał na niej. Krzyczał, wyzywał, bluźnił.

– Przez lata mnie poniżał, bo nie pracowałam zarobkowo, choć sam nie pozwalał mi iść do pracy. Przy dzieciach mówił, że jestem bezużyteczna.

Teraz jak odwiedza dzieci, mimo że od lat pracuję, potrafi mi powiedzieć “bezrobotna podaj mi to czy tamto”, a dzieci to słyszą – zdradziła WP Kobieta Gośka. – Potrafi przyjechać do dzieci, a zagląda w moje notatki, w mój komputer, sprawdza porządek.

Potrafi się przyczepić do pajęczyny, która wisi gdzieś pod sufitem i obraża mnie mówiąc, że nie dbam o czystość w domu jego dzieci.

Gdy kobieta sprzeciwia się byłemu mężowi w jakiejkolwiek kwestii, on wpada w szał i ją straszy.

– Traktował mnie i nadal traktuje jak swoją własność. Mimo że od lat ma poukładane swoje życie, wypytuje nasze dzieci, co robię, gdzie bywam, z kim się spotkałam. Sprawdza mnie również z fałszywych kont na serwisach społecznościowych.

Jak byliśmy małżeństwem, za pomocą specjalnej aplikacji monitorował moje rozmowy telefoniczne. Interesowało go, z kim i o której godzinie rozmawiałam. Na moim laptopie sprawdzał jakie strony odwiedzam. Totalna inwigilacja – wspomina Gośka.

– Potrafi zniszczyć moje rzeczy osobiste, rzucać talerzami z premedytacją. Wielokrotnie mi groził, że jeśli nie podporządkuję się, to mi odbierze dzieci. O kontroli finansowej i krytykowaniu moich zarobków i wydatków, nawet nie wspominam.

Jak zauważa psycholog Marta Gruhn, długotrwałe nękanie daje permanentne uczucie bezradności i frustracji. Odbiera poczucie kontroli i sprawczości, ale też zabiera energię i czas.

– Życie w oczekiwaniu na kolejny kontakt ze strony byłego partnera wywołuje ciągły lęk, a to z kolei może prowadzić do depresji, zaburzeń lękowych, napadów paniki, dolegliwości psychosomatycznych – zauważą ekspertka.

Na skutek przemocy psychicznej ze strony męża w depresję wpadła Gośka. Do tego doszło poczucie niskiej wartości, bezwartościowości i absolutnego braku wpływu na swoje życie. W ostatnich miesiącach problem się nasilił, a ona podjęła leczenie u psychoterapeuty.

"Żona mnie bije". Gdy "słaba płeć" jest agresorem

Przemoc w rodzinie to wciąż dla wielu temat tabu. Szczególnie przemilczana i prawie nieobecna w świadomości społecznej jest przemoc kobiet wobec mężczyzn, którzy żyją w bezradności, uwikłaniu i poczuciu wstydu, że są ofiarami swoich partnerek.

1. Żona mnie bije

Marcin zgodził się na rozmowę pod warunkiem, że jego imię zostanie zmienione, a miejsce zamieszkania i szczegóły ułatwiające identyfikację utajone.

Marcin ożenił się dość późno, miał już 32 lata. Basia, jego wybranka, jest o 8 lat młodsza. Piękna, szczupła dziewczyna, ambitna wówczas jeszcze studentka, a dziś już absolwentka dobrego uniwersytetu. Dowcipna, z humorem podchodząca do życia – tak Marcin widział ją w pierwszych tygodniach i miesiącach znajomości.

Poznali się na wakacjach w Chorwacji, gdzie każde przyjechało z paczką swoich znajomych. Zakwaterowano ich w sąsiadujących domkach. Okazało się, że pochodzą z sąsiednich miejscowości.

Marcin nie był orłem w szkole, studia na niezbyt trudnym kierunku zajęły mu prawie dwa razy dłużej niż przewidywał program, bo powtarzał niektóre przedmioty.

Mieszkał z mamą, która już zaczynała nalegać, żeby wyprowadził się i założył rodzinę.

Gdy przebojowa Basia zwróciła na niego uwagę, był w siódmym niebie. Oświadczył się w Boże Narodzenie, choć znali się zaledwie od kilku miesięcy. Latem, w rocznicę pierwszego spotkania, odbył się skromny ślub.

Już na weselu znajomi podśmiewali się, że “widać, kto w tym związku nosi spodnie”.
Basia wyraźnie dominowała nad mężem, choć niższa jest od niego o głowę. Początkowo Marcin nie czuł, że coś jest nie tak.

Dopiero po ślubie zaczęło się psuć, a może, jak przyznaje Marcin, dopiero zaczął to zauważać.

– Jej żarty skupiały się głównie na nabijaniu się z innych ludzi. Wszystkich uważała za grubych albo brzydkich. Szydziła z tego, jak ja wyglądam, jak się ubieram, jak poruszam. Oczywiście, zawsze źle. Ale myślałem, że to taki czarny humor…

Potem zaczęła to robić przy innych ludziach, nabijać się publicznie ze mnie, mojej rodziny i znajomych. Nie mogłem jej zwrócić uwagi, bo zaczynała się robić agresywna. Szybko ze śmiechu przechodziła do szału.

Rzucała przedmiotami we mnie, wyzywała od najgorszych.

Nie minęły 2 miesiące małżeństwa, gdy Marcin dostał pierwszy raz w twarz.

Mężczyznom trudno przyznać się do doświadczania przemocy ze strony kobiet (123rf.com)

– Jechaliśmy samochodem, ja prowadziłem. Prawdę mówiąc Basia wtedy nawet nie miała prawa jazdy. Ale uparła się, że na jednym ze skrzyżowań źle skręciłem, czepiała się o to przez całą drogę do domu.

Nie chciałem dyskutować, ale gdy wróciliśmy do domu, ośmieliłem się powiedzieć, że według mnie jechałem dobrze. Wpadła w szał, zaczęła bić mnie w twarz. Do krwi! Miałem zdartą skórę po jej długich paznokciach. O milimetry minęła oko. Nie poznawałem jej, byłem w szoku.

W pracy pytali, co mi się stało. Musiałem kłamać, że podrapał mnie kot, chociaż nigdy nie mieliśmy kota.

Z czasem w małżeństwie działo się tylko gorzej. Basia skończyła studia, ale, ponieważ była świetną studentką, chciała mieć dobrą pracę i jeszcze lepszą płacę. Żadna oferta nie spełniała jej oczekiwań, a potrzeby Basia miała spore – nowe ubrania, kosmetyki, wyjazdy. Zamiast pójść do pracy, Basia wymyślała inne sposoby zdobycia środków na swoje wydatki:

– Kazała mi iść po podwyżkę. Kupiła mi nawet krawat, w którym miałem iść do szefa na tę rozmowę.

Podwyżka była, ale nie taka, jak żona oczekiwała, co było powodem kolejnych awantur i wyzwisk. Nieoczekiwanie Basia dostała pracę.

– Myślałem, że będzie nam lżej finansowo– mówi Marcin. – I że też w pracy ona się lepiej poczuje, nie będzie się w domu awanturować, bo też w tym czasie już codziennością były jej ataki szału, rzucanie przedmiotów, atakowanie mnie, szarpanie za włosy, wbijanie mi ostrych paznokci.

Basia owszem, była zadowolona z pracy, ale w domu nic się nie zmieniło. Nie dokładała się do wydatków.

– Powiedziała, że ona nie po to pracuje, żeby wydawać na chleb. Płaciła tylko za swoje babskie potrzeby.

Marcin nie potrafił sprzeciwiać się żonie. Gdy upatrzyła sobie mieszkanie, na które trzeba było wziąć ogromny kredyt, również on musiał zmienić pracę, aby podołać ze spłatą.

  • Tymczasem Basia zapragnęła mieć dziecko i Marcin się na to zgodził.
  • – Myślałem, że żona złagodnieje przy dziecku.
  • Basia nie tylko nie złagodniała, ale, nudząc się na macierzyńskim, zaczęła wieczorami popijać.

– Zapraszała koleżanki, szczególnie takie niepijące albo w ciąży, żeby nie mogły pić. Dlaczego? Żeby mieć przykrywkę, że jest ktoś trzeźwy przy dziecku. Upijała się tak, że rano nie pamiętała, co mówiła poprzedniego dnia.

Agresja ze strony żony rosła.

– Wszystko musi być tak, jak ona chce. Ale nawet jak jest, to i tak nie jest gwarancją spokoju. Jestem wyzywany, bity, czasem ręką, czasem książką, krzesłem, kiedyś rozbiła mi na głowie kieliszek, bo poprosiłem, żeby nie piła już dzisiaj.

I co ja mam zrobić? Powiedzieć, że żona mnie bije? Odejść? Wtedy chyba by mnie zabiła. Mówię poważnie, że się jej boję. Ona ma 160 cm, waży 50 kg, ja jestem dużo wyższy, wielki chłop, ale przecież ręki nie podniosę.

Zamykałem się w toalecie, żeby się przed nią schować, a ona, żeby mnie dopaść, wybijała szyby, wyrywała zamki. Dziecko mamy małe. Mam zabrać dziecko od matki?

Marcinowi bardziej dochodowa praca, którą wymusiła żona, dała szansę na wyrwanie się z domu.

– Otwierano oddział zamiejscowy. Poprosiłem o przeniesienie. Nawet nie wiesz, ile to wymagało ode mnie odwagi. Dostałem za to podwyżkę. Basia jest zadowolona, oddaję jej pieniądze. Przyjeżdżam na weekendy. Wtedy ona się bawi albo odpoczywa, a ja zajmuję się dzieckiem. Widzę, że nie jest najlepiej, że są w domu butelki po alkoholu… ale co ja mam zrobić?

Na uwagę, że ma cechy współuzależnionego, Marcin przyznaje: – Wiem. Ale nie wiem, co zrobić.

Na razie cieszy się, że nie jest narażony na fizyczne ataki. W pracy są nawet kobiety, które się nim interesują.

– Ale ja w ogóle teraz się boję kobiet. Czasem marzę, że znajdę jakąś dobrą dziewczynę, z którą założę nowy, spokojny dom… ale wiem, że to po prostu niemożliwe.

Zobacz też: Przemoc psychiczna w małżeństwie

2. Żona z obsesją zazdrości i kontroli

Historia Michała i jego żony też na początku wydaje się dość typowa. Poznali się na pierwszym roku studiów i od razu przypadli sobie do gustu. Ona była spokojna, niezbyt urodziwa, ale i on pulchny, nieśmiały.

Byli swoimi pierwszymi partnerami w życiu, to musiało się skończyć ślubem. Żyli spokojnie, doczekali się dwóch córek. Ale z czasem coś zaczęło się psuć, chociaż Michał, jak twierdzi, nie dawał żonie ku temu powodów.

Leave a Reply

Your email address will not be published.