Matka nie chce wrócić z dzieckiem do domu – jak walczyć o dziecko?

Przyznawanie dziecka po rozstaniu rodziców oznacza zarówno wskazanie przez sąd jego miejsca stałego zamieszkania, ale także oznacza określenie wykonywania władzy rodzicielskiej, np. kontakty, zgoda na dłuższy wyjazd dziecka. Najważniejszą zasadą jest dobro dziecka.

Czytaj: Już w czwartek Dzień Edukacji Prawnej>>

Główną zasadą przy orzekaniu, kto na co dzień ma zajmować się dzieckiem rodziców żyjących w rozłączeniu – jest dobro dziecka. Sądy wyznają zasadę, że za złe, łamiące prawo zachowanie rodzica, dziecko nie może być karane.

Sąd, nie może, przykładowo, odebrać dziecka “za karę” – z powodu nie dopuszczania do kontaktów ze skłóconym małżonkiem.  Sąd ma inny środek – za utrudnianie kontaktów grozi kara w postaci zapłaty sumy pieniężnej, stosownie do liczby naruszeń.

Czytaj: Sędziowie zapraszają młodzież na zajęcia edukacyjne>>

Co oznacza dobro dziecka

Pojęcie dobra dziecka z jednej strony obejmuje na przykład rozwój fizyczny i duchowy, odpowiednie kształcenie i wychowanie oraz przygotowanie do dorosłego życia, z drugiej zaś – ma ono wyraźny wymiar materialny. Polega on na konieczności zapewnienia dziecku środków do życia i realizacji celów o charakterze osobistym, a w przypadku gdy ma ono swój majątek, także na dbałości o jego interes majątkowy.

Dobro dziecka jest tak istotne, że z tego powodu sąd może odmówić udzielenia rozwodu rodzicom. I tak rozwód nie jest niedopuszczalny, jeśli przez jego orzeczenie miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków. Sąd może odmówić udzielenia rozwodu także, gdy na tym ucierpi interes dziecka jeszcze nienarodzonego.

W wyroku rozwodowym sąd ma obowiązek orzec o tym, w jaki sposób będzie wykonywana władza rodzicielska przez oboje rodziców. Nie można się rozwieść, gdy sąd nie zbada sytuacji dzieci. Rozstrzyga, przy którym rodzicu dziecko będzie mieszkać, jeśli małżonkowie mieszkają osobno.

Sąd bada przede wszystkim więź emocjonalną dziecka. Bierze pod uwagę opinie zespołu biegłych, czyli specjalistów psychologów. Także ocenia stan zdrowia, relacje z rodzicami, wiek dziecka.

Jeśli dziecko ma kilka lub kilkanaście miesięcy, to są większe szanse, że zostanie ono przy matce.

Elementy prawa. Podręcznik z ćwiczeniami >>

Możliwe jest, że sąd postanowi, iż władza rodzicielska przysługuje bez ograniczeń obojgu rodzicom. Ale możliwe jest, że zostanie jednemu z nich ograniczona – np. w zakresie współdecydowania o edukacji, zdrowiu czy o wyjazdach zagranicznych dłuższych niż dwumiesięczne.

Sąd rozważa kilka okoliczności

Ojciec czy matka  starający się o opiekę nad dzieckiem powinien w toku postępowania przed sądem  wykazać, że posiada stałe dochody  i zatrudnienie umożliwiające utrzymanie rodziny. Ponadto ważne jest stałe miejsce zamieszkania. Na przykład częste i długie wyjazdy służbowe rodzica nie sprzyjają budowaniu więzi z dzieckiem i jego bezpieczeństwu.

Starający się o opiekę musi wykazać, że jest odpowiedzialnym i troskliwym rodzicem, który jest w stanie zapewnić dziecku lepszą pieczę niż jego były małżonek czy partner.

Matka nie chce wrócić z dzieckiem do domu - jak walczyć o dziecko? Zbiór cywilny>>

Odebranie władzy rodzicielskiej

Odebranie władzy rodzicielskiej następuje w sytuacjach drastycznych. Ograniczenie, czy nawet pozbawienie jednego z rodziców władzy rodzicielskiej nad dzieckiem, nie wyłącza prawa do osobistego kontaktu rodzica z dzieckiem, jednakże w takim przypadku opieka takiemu rodzicowi nie zostanie przyznana.

Rodzic z ograniczoną władzą rodzicielską ma  prawo np. do wyjazdu z dzieckiem czy spotykania się z nim. Dopuszczalne jest również w niektórych przypadkach określenie krótkotrwałych pobytów dziecka u rodzica z ograniczoną władzą rodzicielską.

Rodzic, któremu sąd ograniczył  władzę rodzicielską, lecz  zapewnił prawo do współdecydowania w istotnych sprawach dziecka, zachowuje prawo do informacji o stanie zdrowia dziecka oraz prawo do dokumentacji medycznej dziecka.

Odebranie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej matce czy ojcu wiąże się z poważnymi naruszeniami życia w harmonii. Samo nadużywanie alkoholu nie może być jednym warunkiem ograniczenia władzy rodzicielskiej. Ale zaniedbywanie dziecka z powodu nadużycia alkoholu – tak.

Odebraniu dziecka sprzyja brak kontaktów, a także – porzucenie poprzez np. wyjazd. Wszelkie złe metody wychowawcze, poniżanie  dziecka, znęcanie się fizyczne i psychiczne nad rodzeństwem czy nad innymi domownikami.

Także zmuszanie dziecka do ciężkiej pracy może być powodem przyznania go drugiemu rodzicowi.

Powodem ingerencji we władzę rodzicielską może być również choroba psychiczna lub zaburzenia psychiczne rodzica, które zagrażają zdrowiu i życiu dzieci.

Przykład

Często sędzia dowiaduje się, że konkubent matki jest szczególnie agresywny. Grozi i bije kobietę, jak również jej dzieci.

Sąd wzywa wówczas matkę na rozmowę i tłumaczy, że tak być nie może, dalsze przybywanie w toksycznym związku szkodzi dobru dziecka.

Sąd ostrzega, że jeśli sytuacja się  nie zmieni, podejmie decyzję o odebraniu dziecka. Dzieci odbiera się matkom, dla których partnerzy są ważniejsi niż ich dzieci.

Zmiana orzeczenia

Z powodu dobra dziecka może być nawet uchylone prawomocne, czyli ostateczne już orzeczenie sądu.

Jak zaznacza Sąd Najwyższy, można pozwolić sądowi opiekuńczemu na zmianę nawet prawomocnego postanowienia, jeżeli wymaga tego dobro dziecka. Zasada stabilności i niewzruszalności orzeczeń sądowych ustępuje tu zasadzie dobra dziecka.

Rozstrzygnięcia sądu opiekuńczego są szczególnie silnie uzależnione od konkretnych sytuacji, w jakich w danym czasie znajduje się dziecko. Wskutek różnych okoliczności, związanych także ze zmiennością i niestabilnością położenia życiowego dzieci, nie można wykluczyć, że prawomocne orzeczenie okaże się niekorzystne lub nawet krzywdzące dla dziecka.

Przykład

Matka uprowadziła kilkuletniego syna do Polski bez wiedzy swego męża obcokrajowca. Była nawet poszukiwana przez policję.

Gdy okazało się, że jest w Polsce, sąd jednego z państw Unii Europejskiej prawomocnym wyrokiem przyznał władzę rodzicielską ojcu. Natomiast sąd polski odmówił zatwierdzenia tego orzeczenia. Powód? Syn miał silniejszą więź emocjonalną z matką niż z ojcem.

Przyznanie ojcu wyłącznej władzy rodzicielskiej naruszyłoby – zdaniem psychologów sądowych – zachwiałoby psychikę dziecka.

Jednak ojciec nie stracił prawa do odwiedzania syna i wspólnych urlopów. Sąd Najwyższy stwierdził, że uznanie orzeczenia państwa unijnego w tej sprawie oznaczałoby, że matka zostałaby pozbawiona prawa wykonywania władzy rodzicielskiej, co stoi w oczywistej sprzeczności z dobrem dziecka.

Переклади на українську

Przetłumacz na polski

pozycja: 1250, 1249, 1248, 1247, 1246, 1245, 1244, 1243, 1242, 1241, 1240, 1239, 1238, 1237, 1236, 1235, pozycja: 587, 586, 585, 583, 582, 581, 580, 579, 578, 577, 576, 575, 574, 573, 572, 571,

Do mamy, która chce pozbyć się ojca swojego dziecka – 5 zasad, których powinni przestrzegać rozstający się rodzice!

Wtrącać się w cudze sprawy nie lubię, ale w życiu tak czasem bywa, że jak ktoś spojrzy z boku to więcej widzi.

Mniemam, że skoro czytasz, zaciekawił Cię tytuł i być może jesteś jedną z tych, która postanowiła się wypisać ze związku albo została poinformowana, że ten dobiegł końca (lub któreś z Was boleśnie to odkryło).

Emocję wrą, nie możesz na niego patrzeć, może nawet nienawidzisz… Samo życie. Tylko wiesz co? Rozwód to jest z mężem. Rozwodzenie dziecka z ojcem to zwykłe ku***o.

Tekst powstał w emocjach i z nadzieją, że jakaś zakuta głowa się trochę otworzy. Naiwną, wiem.Oto jedynie WYBRANE, autentyczne historie dzieci z akt sądowych (imiona dzieci zostały zmienione):

Kasia, lat 7.

Jej rodzice rozstali się w 2011 roku. Mama Kasi na początku nie stwarzała ojcu problemów, a ten miał z córką bardzo silną więź. Wszystko zmieniło się, gdy ponownie wyszła za mąż.Mama Kasi zeznała w sądzie, że Kasia ma nowego tatę i tamten nie jest już potrzebny.

Ograniczała kontakty byłemu mężowi tak skutecznie, że widywał córkę tylko przelotem – kiedy czekał, aż będzie wchodzić do szkoły, kombinując, jak wymknąć się z nią na lody. Kiedy matka dowiedziała się o tym, postarała się odwozić i odbierać dziecko, by ukrócić te praktyki.

Nowy mąż mamy Kasi ma rosyjskie obywatelstwo – biologiczny ojciec z obawy przed wywiezieniem dziecka na zawsze nie wyraził zgody na wydanie dziecka paszportu. Dziecko zmanipulowane przez mamę własnoręcznie pisało do sądu listy opisując w nich, jakim potworem był jej biologiczny tata.

Córka zerwała kontakty z nim, określenia “tata” używając wobec nowego partnera mamy. Nie chciała mu wybaczyć, że przez niego “nie może podróżować”.

  • Mama Kasi nie widzi w swoim postępowaniu nic złego, bo według niej dziewczynka wychowuje się w pełnej rodzinie, a to jest najważniejsze.
  • ***
  • Bartek, 4 lata.

Dziecko wymarzone, wytęsknione i wyczekane. Narodzone dzięki staraniom obojga rodziców i metody In Vitro. Chłopiec niepełnosprawny, z wadą wzroku na pograniczu ślepoty. Silnie związany z obojgiem rodziców. Po rozwodzie całkowicie odseparowany od taty.

Matka dziecka robi wszystko, by uniknąć spotkań, w czasie ich trwania nie pozwala na nawiązanie kontaktu. Były mąż chwyta ją za rękę, kiedy przed końcem spotkania postanawia z chłopcem wyjść. Kobieta wybiega z sali rozhisteryzowana twierdząc, że ten ją pobił.

Przez następne miesiące przedkłada sądowi szereg zwolnień lekarskich uniemożliwiających spotkania ojca z chłopcem.Na kolejnym widzeniu chłopiec twierdzi, że nienawidzi taty, bo bił mamę i jego (nieprawda).

Matka przedstawia zaświadczenie od traumatologa, psychiatry i okulisty – sąd wydaje zakaz kontaktów ojca z synkiem. Dziecko żyje bez taty w przekonaniu, że ten był katem.

Piotruś, 3 latka.

Po rozwodzie ojciec nie widział go przez 5 lat. W świadomości dziecka przestał istnieć. Matka przeprowadzała się w tym czasie 20 razy, zmieniała lokalizacje, ukrywała dziecko, nie posyłała do publicznych placówek. Sąd i policja rozłożyli ręce, chłopca udało się odnaleźć dzięki prywatnemu detektywowi.

Matka z obawy przed odebraniem nie wypuszczała Piotrusia nawet na podwórko, żeby tata go nie porwał – chłopiec znał tylko swoje rodzeństwo z nowego związku mamy.Dziecko odebrane w asyście policji, przez balkon na 2 piętrze. W wyniku traumatycznych przeżyć musiało ponownie zostać pieluchowane.

Aktualnie przebywa pod opieką ojca, z matką widuje się raz w miesiącu przez dwie godziny. Jest pod stałą opieką psychiatry i psychologa.

Mniej drastycznie?

  • mamy zapisują dzieci na zajęcia pozaszkolne w terminach spotkań, a kiedy tatusiowie się upierają, wmawiają im “że tatuś nie chce, żebyś miała pasje i była mądrą dziewczynką”
  • przed rozstaniem raczką tekstami: “Idź, nie będę BARDZO SMUTNA. Musisz iść, ale niedługo znów będziesz ze mną, czekam na Ciebie
  • tata odkrywa w czasie widzenia, że córka ma wszy, zgłasza to w szkole w celu podjęcia działań prewencyjnych u innych dzieci. Matka wmawia dziecku, że je ośmieszył przed kolegami – odmawia spotkań z ojcem.

Nie wiem, czy bardziej otwiera mi się nóż, czy krwawi serce…

I chyba to jasne, że nie mówię tu o sytuacjach, kiedy ojciec to kat, skończony debil, któremu nawet kaktusa nie warto oddawać pod opiekę (ale wszelkie ciepłe słowa należą się też Tobie, to TY Z NIM SYPIAŁAŚ, jednak ja dziś nie o tym.)

Mówię o tych, w których on odszedł, ale od Ciebie, nie dziecka. Albo tych, kiedy Ty stwierdziłaś, że masz dosyć, nie możesz patrzeć, nie kochasz, chcesz ułożyć sobie życie na nowo.

Otóż – Twoje nowe życie to także życie Twojego dziecka, a jego ojciec jest w nim potrzebny. Odgrywając się na byłym partnerze krzywdzisz wszystkich, a przede wszystkim dziecko. Czy to takie niezrozumiałe?

Być może teraz była miłość jawi Ci się jako definicja porażki, ale… Kochałaś go, czymś Cię urzekł, Twoje dziecko ma jego oczy i tak samo się krzywi, kiedy jest niezadowolone. Bardzo kocha i z dużą dozą prawdopodobieństwa jest kochane.

Sądy z góry przypisują opiekę nad dzieckiem matce i wiem, że statystyki są okrutne – Panowie zdecydowanie rzadziej interesują się swoimi dziećmi, często mamy do czynienia z alimenciarzami, którzy układają sobie życie na nowo i tyle ich widziano. To jednak nie jest reguła. I jeśli w Twoim przypadku nie występuje – ojciec chce brać udział w życiu potomstwa, to jesteś zwykłą, mściwą mendą, która własne żale przekłada nad dobro dziecka!

Nie ma idealnych starych. Tobie i mnie też wiele brak do doskonałości. Sytuacja w której na Ciebie spada większość obowiązków, a tata pojawia się weekendami jak animator, nie jest komfortowa dla nikogo. On dostarcza atrakcji i burzy rutynę, którą mozolnie budujesz, staje się panem od przyjemności, którego dziecko wyczekuje, a Ciebie nie docenia.

See also:  Rewizja wyroku rozwodowego przed uprawomocnieniem

Są jednak gorsze – jak życie bez taty, który kocha, który próbował, który chciał, ale został skreślony.

Sprawy sądowe ciągną się latami, a miesiąc w życiu małego dziecka to przepaść. Tak naprawdę na zbudowanie silnej więzi rodzicielskiej mamy kilka lat. A brak rodzica odbija się szerokim echem na całym życiorysie.

Egoistycznie zafundować dziecku życie w poczuciu, że tata je porzucił, choć robił, co mógł, by być, ale ente odwołane widzenie, zmyślona choroba, wyjazd, bezzasadne zarzuty o złe traktowanie malca skutecznie mu to uniemożliwiają, to ZNĘCANIE SIĘ NAD WŁASNYM DZIECKIEM I POWINNO BYĆ ŚCIGANE LISTEM GOŃCZYM!

Jesteś bezdzietna i chcesz się rozstać, a zdjęcia partnera palić na stosie? Proszę bardzo. Jesteś mamą? Nie masz prawa. A jeśli robisz i twierdzisz, że “zrobiłabyś dla swojego dziecka wszystko” to… Nic nie wynagrodzi mu taty, którego straci przez Ciebie.

Prawa niestety wyłącznie moralnego, bo to karne nie nadąża za pomysłami kobiet, które są w stanie bezpodstawnie oskarżyć byłych partnerów o molestowanie, niszczyć z nimi prezenty od taty i nasączać swoją nienawiścią, utrudniać każde spotkanie i zarażać swoim żalem wychowując na nieszczęśliwych, nieufnych i przekonanych o tym, że inni są źli i oszukują, ludzi.

To, jak wygląda życie po rozstaniu zależy w dużej mierze od Ciebie. I przestań pieprzyć, że dziecko jest najważniejsze, kiedy z premedytacją robisz mu krzywdę.

Piszę to jako mama, bez pewności, że mój związek przetrwa. Nie wiem, co się wydarzy, ale wiem jedno. Choćby nie wiem co zrobił mi mój mąż, nigdy nie przestanie być ojcem mojej córki. Nieidealnym, pełnym wad, ale najlepszym jakiego ma! I to z nim będę chciała konsultować każdą decyzję, wyjazd, wybór szkoły, leczenia. I to dla mnie oczywiste. Trudno mi zrozumieć, dlaczego nie dla każdej mamy…

I jest kilka takich zasad, których partnerzy po rozstaniu powinni przestrzegać bardziej niż przykazań!

  1. Nie mów źle o byłym partnerze i partnerce przy dziecku!!! Dziecko to nie przyjaciółka, on zdradził / odszedł od Ciebie, nie dziecka.Obrażaniem drugiego rodzica łamiesz dziecku serce, bo obrażasz kogoś, kogo bezgranicznie kocha i potrzebuje.
  2. Daj emocjom opaść i rozmawiać. Próbuj się dogadać a nie szczekać. Podziel obowiązki tak, żebyś Ty także miała szansę na zbudowanie swojego życia, a były partner mógł brać pełną odpowiedzialność za to, jak WYCHOWUJECIE swoje dziecko.
  3. Masz nowego partnera? Były się ożenił? OK. Nadal jesteście rodzicami i ludźmi, których łączyło uczucie i łączy dziecko. Naprawdę nawet przez wzgląd na wspólne wspomnienia nie możecie się zdobyć, żeby pójść z dzieckiem na spacer, żeby przez chwilę nie musiało się miotać? Jeśli naprawdę nie, to po prostu nie zabierajcie wspólnego czasu z dzieckiem drugiej stronie, bo dziecko potrzebujeee oboojgaaaa rodzicooowww…
  4. Nie licytuj się na bycie lepszym rodzicem i nie detronizuj starań drugiej strony. Każdy ma słabsze i lepsze strony. U nas ja ogarniam Leny garderobę i wyjścia na wycieczki (Mario nie wie, jaki nosi rozmiar i jaki model majtów lubi), ale tata jest najlepszy w zabawach i układaniu klocków (ja najgorsza!).
  5. Przestań myśleć tylko o sobie – jesteś ważna, jasne. Twoje szczęście też. Jednak pielęgnowanie żalu na oczach dziecka to zupełnie inna sprawa, która nie doprowadzi do niczego dobrego.

Chciałaś stworzyć dziecku pełny, normalny dom. Kochasz. Jest trudno. Boisz się o przyszłość -emocjonalną, materialną, swojego dziecka. Dziecko NIE JEST niczyją własnością, a wprowadzając je w dorosłość w toksycznym otoczeniu KRZYWDZISZ.

DLa mnie to powinno podchodzić pod paragraf. Wierzę, że system prawny ulegnie w tym kraju zmianom, wiem jednak, że te muszą zacząć się w głowie.

Dzielcie się proszę swoimi historiami, które świadczą o tym, że nie każdy ojciec ma gdzieś własne dzieci – te teksty z Waszymi wypowiedziami są najcenniejsze i może otworzą jakiś zakuty, zaślepiony urazą łeb!

A ja niebawem mam nadzieję napiszę tekst o tym, że MOŻNA się rozstać dobrze, bez rozlewu krwi i łez i postawić swoje żale na drugim planie, a na pierwszym naprawdę, a nie na poziomie deklaracji, dziecko.

Matka nie chce wrócić z dzieckiem do domu - jak walczyć o dziecko?

OGRANICZENIE WŁADZY RODZICIELSKIEJ – REALIZACJA KONTAKTÓW

2cze

Dzisiaj ograniczenie władzy rodzicielskiej, ale w kontekście realizacji kontaktów z dzieckiem. Czyli trochę w innym aspekcie niż do tej pory.

Wróciłam przed chwilą z I Kongresu  Prawa Rodzinnego w Krakowie i nie ukrywam, że właśnie na kongresie powstał pomysł tego wpisu. Zostałam ośmielona wypowiedziami prelegentki SSO dr Sylwii Jastrzemskiej.

Skoro sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu potwierdza moje osobiste obserwacje, to w pewien sposób mnie zachęciło – mogę się dzielić przemyśleniami na blogu :-).

Najpierw moje obserwacje. Jakiś czas temu w czasie rozprawy o uregulowanie kontaktów sędzia prowadząca, zirytowana postawą matki, zagroziła, że rozpocznie sprawę o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Dlaczego? Mama twierdziła, że córka nie chce się widywać z ojcem, a ona nie będzie zmuszała dziecka.

Tymczasem – zdaniem sędzi – skoro dziecko w wieku szkolnym podobno nie chce  widzieć taty, to znaczy, że matka nie potrafi poradzić sobie z dzieckiem (należycie przygotować córkę, także psychicznie, do kontaktów z tatą). Efekt? Po raz pierwszy od bardzo, bardzo długiego czasu ojciec spotkał się z córką w obecności matki (od czegoś trzeba zacząć).

Podobno spotkanie było całkiem miłe. Dało się?

A teraz wypowiedź sędzi z Wrocławia. Pani sędzia wprost wskazała, że wszczyna postępowania o ograniczenie władzy rodzicielskiej z urzędu (tzn.

sama, bez żadnego wniosku), jeżeli do kontaktów z drugim rodzicem notorycznie nie dochodzi.

Wychodzi z tego samego założenia, co „moja” sędzia – jeżeli rodzic nie potrafi spowodować, że dziecko (nie mówimy o 16-latku) spotka się z drugim rodzicem to znaczy, że ma jakieś deficyty w kwalifikacjach rodzicielskich.

Czy to jest dobry sposób? Jak widać na podanym przeze mnie przykładzie – bywa skuteczny. Niestety nikt nie wskaże idealnego sposobu egzekwowania kontaktów z dzieckiem przy niechęci drugiego rodzica (najczęściej matki) na takie kontakty.

Kary pieniężne mające na celu przymuszenie rodzica do wykonania kontaktów często są orzekane w żenująco niskich wysokościach (bywają oczywiście chlubne wyjątki). Swoją drogą nie jestem w stanie zrozumieć, czym kieruje się sędzia ustanawiający karę pieniężną w kwocie np. 50 zł? To prawie jak zaproszenie do kontynuowania odmowy wydania dziecka.

Masę kobiet woli płacić i nie wydawać dziecka. Podejrzewam, że sędziowie obawiają się, że wysoka kara pieniężna zachwieje budżetem rodzica wiodącego  (w sytuacji izolacji dziecka od drugiego rodzica) i narażą dziecko na gorsze warunki życia.

Ale przecież łamanie prawa jest zależne od woli rodzica wiodącego! Jeżeli się zastosuje do orzeczenia, to nie będzie musiał płacić wysokiej kary. Właśnie tak to powinno działać.

Jeżeli nie da się zmusić do kontaktu z dzieckiem pieniędzmi, to może władzą rodzicielską? Cóż, warto próbować. Gdyby nawet udawało się jednemu na dziesięciu uzyskać w ten sposób kontakty, to warto.

W ten sposób może powoli zmieni się myślenie o wiodących rodzicach i ograniczy się ich poczucie totalnej bezkarności (w niektórych wypadkach właśnie tak jest – rodzic płaci niską karę pieniężną, a drugi rodzic jak nie widział dziecka, tak nie widzi).

Jeżeli ktoś ma już takie doświadczenia sądowe za sobą, zapraszam do podzielenia się informacjami w komentarzach.

PS

Po przeczytaniu komentarzy na FB dodam jeszcze, że jestem absolutnym wrogiem działań automatycznych – skoro nie ma kontaktów, to ograniczamy władzę rodzicielską. Taką decyzję powinien podjąć sąd po zbadaniu sytuacji dzieci. Ale czasem samo zagrożenie wystarczy, żeby skłonić pewnego siebie rodzica do refleksji.

Podobne artykuły

Co zrobić, gdy dziecko preferuje jednego z rodziców?

Czyli odpowiedź na jedno z najczęściej zadawanych mi pytań.

Co zrobić, gdy dziecko woli spędzać czas z jednym rodzicem bardziej, niż z drugim? I skąd się to w ogóle bierze?

  • Z tego co zauważyłem w czasie rozmów z rodzicami, którzy się na ten problem uskarżali, to najczęściej w pierwszych latach takie dziecięce przywiązanie skupia się na mamie, a w późniejszych na tacie (chociaż to też jest pewnie zależne od mnóstwa czynników).
  • Co ciekawe czasami dostaję maile od rodziców z takim przyklejonym do nogi dzieciątkiem, że oni nic nie mogą zrobić w trakcie dnia, bo cały czas dziecko musi być przy nich i że proszą o ratunek, a czasami maile przychodzą od tej drugiej strony, która chciałaby spędzić czas ze swoim potomstwem, ale jest to niewykonalne, bo ilekroć próbują, tyle razy dziecko zaraz ucieka do drugiego rodzica.
  • Jak zatem można skutecznie przełamać to dziecięce zauroczenie i sprawić, aby drugi rodzic też został zauważony?

Kolejna wizyta u psychologa

Ten akapit jest takim małym dodatkiem dla stałych czytelników, którzy wiedzą, że zdarzyło się nam odwiedzić gabinet psychologa (patrz: Czy wizyta u psychologa dziecięcego oznacza rodzicielską porażkę?). No więc byliśmy znowu (tacy już z nas nieidealni rodzice).

Pomiędzy głównym tematem rozmowy pojawił się również temat tego, że bywają takie okresy, w których dzieci wybierają częściej jednego rodzica lub drugiego.

W związku z tym, że mamy trójkę to tego specjalnie nie zauważyliśmy, bo i tak zawsze któreś dziecko gdzieś było w pobliżu, ale wtedy też przypomniałem sobie o tych wszystkich pytaniach i zapytałem Panią Psycholog czy zna jakiś sposób, aby sobie z tym poradzić, że dziecko woli jednego rodzica bardziej.

Miała.

To nie stało się samo i samo się nie odstanie

Jeśli dziecko wybiera jednego rodzica częściej niż drugiego, to znaczy, że ma do tego jakieś podstawy i skądś to się wzięło. Dlatego warto na początku się zastanowić co może być powodem tego, że dziecko wybiera jednego rodzica ponad drugiego?

Zdarza się na przykład, że dziecko wybiera częściej rodzica, który jest bardziej „uległy” – na przykład pozwala jeść więcej słodyczy czy częściej oglądać bajki.

Nie ma co się zresztą w takim przypadku dziwić dziecku – wybiera ono to, co dla niego w danej chwili jest lepsze.

Jeśli w waszym przypadku właśnie to jest problemem, to wtedy najważniejsza staje się rozmowa między rodzicami na temat wspólnego podejścia do wychowania dzieci, bo bez tego raczej zmienić tej sytuacji się nie uda i żaden magiczny sposób nie pomoże.

Znacznie jednak częściej powodem tego, że dziecko będzie bardziej wolało jednego rodzica będzie fakt, że ten jeden rodzic spędza z dzieckiem dużo więcej czasu niż drugi, który w tym czasie pracuje.

Ja sam pamiętam z własnego doświadczenia, że ilekroć zamienialiśmy z żoną się tym, kto miał akurat zajmować się dziećmi przez parę najbliższych miesięcy, a kto pracować, to dzieci już po kilku dniach preferowały tego rodzica, który z nimi przebywał, a drugi lądował na bocznym planie.

Co więc możemy zrobić, jeśli nam ten stan rzeczy nie odpowiada?

Przede wszystkim musimy wyjść z inicjatywą, a konkretnie musi z nią wyjść ten rodzic, który jest spychany na drugi tor. Przykładowo załóżmy, że w naszej hipotetycznej rodzinie to mama jest osobą, która zawsze wieczorem czyta dziecku bajki i później je usypia, więc dziecko tylko ją widzi w tej roli, a gdy tata próbuje robić to samo, to jest przeganiany.

W takiej sytuacji Pani Psycholog zaleciła, aby tata poszedł do dziecka i powiedział mu, że on wie, że zawsze mama czytała, ale on poszedł do mamy i bardzo ją poprosił o to, aby to jemu dzisiaj wyjątkowo pozwoliła na czytanie bajek, bo on bardzo by chciał, bo się stęsknił za dziećmi i chciałby z nimi spędzić czas.

Rola mamy w naszej hipotetycznej sytuacji sprowadza się w zasadzie do ewentualnego potwierdzenia słów taty, gdy dziecko takiego potwierdzenia potrzebuje.

See also:  Co zrobić, aby sąd nie orzekł rozwodu?

Wiecie co Pani Psycholog powiedziała, było najczęstszą reakcją dziecka (nawet jeśli nie natychmiastową)?

Szok. Zdziwienie. To tata też chce z nami spędzać czas? To on też chce nam czytać bajkę? Bądź w alternatywnych sytuacjach: to mama też chce z nami pograć w piłkę? Nie wiedziałem, że aż tak jej na nas zależy.

Z oczywistych względów ten sposób nie zadziała z zupełnymi maluchami, których umiejętności komunikacji nie są jeszcze wystarczająco rozwinięte, ale widzicie jaki odbiór takiej sytuacji mają starsze dzieci? One często myślą, że ten drugi rodzic po prostu nie lubi spędzać z nimi w dany sposób czasu i dlatego też wybierają osobę, co do której mają pewność akceptacji i przy której nie ryzykują poczucia odrzucenia, gdy okazałoby się, że rodzic jednak nie ma na to ochoty.

W rzeczywistości dzieci były najczęściej tak zaskoczone tym podejściem drugiego rodzica, że bez problemu zgadzały się na zamianę, nawet jeśli owi rodzice już od dłuższego czasu bezskutecznie próbowali innych sposobów.

Natomiast dzięki temu przedstawionemu powyżej w końcu udało się im przebić przez tę dziecięcą barierę niedostępności, która tak bardzo im przeszkadzała, a w efekcie każdy kolejny dzień i każdy kolejny krok ku silniejszej relacji był już coraz łatwiejszy.

Naturalnie pewnie nie zadziała tak samo u każdego, ale myślę, że jest to narzędzie, które można do swojej rodzicielskiej skrzynki narzędziowej włożyć, szczególnie gdy ten problem dotyczy właśnie nas.

W końcu do stracenia mamy tylko parę chwil, a do zyskania mnóstwo wspaniałego czasu z naszymi dziećmi, w którym zobaczą nas jako zupełnie innych i bliższych im ludzi, niż do tej pory im się wydawało.

Prawa do zdjęcia należą do Valentina.

Kiedy sąd odbiera dziecko matce – Mecenas Marlena Słupińska

W niniejszym artykule postaram się znaleźć odpowiedź na pytanie kiedy sąd odbiera dziecko matce. Sprawy związane z odbiorem dziecka zawsze są ekstremalnie kontrowersyjne i budzą liczne emocje. Dlatego serdecznie zapraszamy do przeczytania niniejszego artykułu pt. „Kiedy sąd odbiera dziecko matce”.

Jeśli masz problem z odbiorem dziecka lub uważasz, że dla dobra dziecka powinno zostać ono odebrane matce, to możesz skontaktować się z naszą Kancelarią. Udzielamy porad online oraz porad telefonicznych. Możesz spotkać się z nami w naszej Kancelarii Adwokackiej w Poznaniu lub w Świeciu.

Prawa matki do dziecka

Dziecko do 18 roku życia pozostaje pod władzą rodzicielską. Przysługuje ona obojgu rodzicom. Na władzę rodzicielską składa się:

  • obowiązek i prawo rodziców do sprawowania opieki nad dzieckiem,
  • zarządzania jego majątkiem oraz
  • do wychowania dziecka, z poszanowaniem jego godności i prawa.

Naturalnym jest zatem, iż matka ma prawa rodzicielskie względem swojego dziecka. Istnieją jednak sytuacje, w których sąd ma prawo odebrać dziecko matce i pozbawić jej władzy rodzicielskiej.

Kiedy sąd odbiera dziecko matce – powody

Kodeks rodzinny i opiekuńczy wyróżnia trzy powody, dla których sąd może pozbawić rodzica wykonywania władzy rodzicielskiej.

Pierwszym z nich jest wystąpienie trwałej przeszkody uniemożliwiającej wykonywanie władzy rodzicielskiej.

Taką przeszkodę może stanowić wieloletnia kara pozbawienia wolności, poważna choroba związana z długotrwałą hospitalizacją, a tym samym uniemożliwiająca sprawowanie prawidłowej opieki nad dzieckiem, różnego rodzaju poważne zaburzenia psychiczne bądź uzależnienia od używek (alkohol, narkotyki).

Kolejnym powodem jest nadużycie władzy rodzicielskiej. Sąd odbierze dziecko matce, jeżeli stosuje ona wobec niego przemoc zarówno fizyczną, jak i psychiczną, przymusza je do wykonywania ciężkiej pracy albo wychowuje je w sposób demoralizujący, np. nakłania dziecko do popełnienia przestępstwa.

Ostatni z powodów stanowi rażące zaniedbywanie obowiązków względem dziecka. Matka dopuszcza się rażącego zaniedbania obowiązków, jeżeli dziecko jest głodne, brudne, zaniedbane, nie ma czystej odzieży, nie jest poddawane leczeniu, czy też zaniedbuje obowiązek szkolny. To wszystko stanowi solidne podstawy do tego, aby odebrać jej prawa rodzicielskie.

Czy bezrobotnej matce można odebrać prawa rodzicielskie?

Bezrobotna matka nie musi się obawiać, że zostaną jej odebrane prawa rodzicielskie. Brak zatrudnienia nie stanowi podstawy do pozbawienia władzy rodzicielskiej.

Matka, która sprawuje prawidłową opiekę nad dzieckiem nie zostanie pozbawiona praw tylko z tego względu, że nie otrzymuje wynagrodzenia za pracę.

Wysokość dochodu matki nie świadczy o jej kompetencjach rodzicielskich.

kiedy sąd odbiera dziecko matce

Kiedy MOPS może odebrać dziecko?

Zabrać dziecko od matki może również w wyjątkowych sytuacjach pracownik socjalny. Nie pozbawia on matki władzy rodzicielskiej, ale ma możliwość zareagowania w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia dziecka. Ma to charakter interwencji.

Przykładowo, gdy matka upija się do nieprzytomności i pozostawia dziecko bez opieki, stosuje wobec dziecka przemoc. Pracownik odbiera dziecko matce i umieszcza je u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej (np.

 ojca, babci, pełnoletniego rodzeństwa), w rodzinie zastępczej lub w placówce opiekuńczo -wychowawczej.

Decyzji o odebraniu dziecka pracownik socjalny nie może jednak podjąć samodzielnie. Podejmuje ją wspólnie z funkcjonariuszem Policji, lekarzem, ratownikiem medycznym, lub pielęgniarką.

W ciągu 24 godzin od odebrania dziecka pracownik socjalny ma obowiązek zawiadomić o tym sąd opiekuńczy, który zadecyduje o dalszym losie dziecka i ewentualnym pozbawieniu matki władzy rodzicielskiej.

Czy babcia może odebrać dziecko matce?

Prawo do odebrania dziecka przysługuje również babci.

Jeżeli matka nie sprawuje nad dzieckiem prawidłowej opieki i istnieją podstawy do pozbawienia jej praw rodzicielskich, babcia (generalnie – dziadkowie) może wystąpić do sądu z wnioskiem o pozbawienie matki władzy rodzicielskiej. Jednocześnie babcia może wnosić o ustanowienie siebie jako rodziny zastępczej dla wnuka.

Sąd powierzy opiekę nad dzieckiem babci, jeżeli żadne z rodziców nie będzie miało pełni władzy rodzicielskiej. W przeciwnym wypadku, dziecko pozostanie u ojca, który ma prawa rodzicielskie. To on jako rodzic będzie miał pierwszeństwo przed babcią.

Kto ma większe prawa do dziecka: matka czy ojciec?

Każdy z rodziców ma równe prawa do dziecka. Nie można przechylić szali na korzyść jednego z nich (chyba, że jeden z nich ma ograniczoną władzę rodzicielską albo jest jej całkowicie pozbawiony).

Niejednokrotnie zdarza się jednak, iż rodzice mieszkają oddzielnie. Stan ten utrzymuje się od początku albo powstaje dopiero po jakimś czasie, np. na skutek rozwodu.

Co w takim razie stanowi czynnik determinujący o tym, który z rodziców będzie mieszkać z dzieckiem?

Zadecyduje o tym przede wszystkim dobro dziecka i warunki osobiste każdego rodzica. Nie bez znaczenia będzie również z kim dziecko ma silniejszą więź emocjonalną.

W przypadku dzieci w wieku niemowlęcym bądź wczesnoprzedszkolnym większe szanse w tym aspekcie ma jednak matka.

Sądy opierają się bowiem na aspekcie biologicznym oraz właściwej matce trosce o zaspokajanie potrzeb małego dziecka.

Pamiętaj jednak, że oddzielne zamieszkiwanie nie oznacza, iż rodzic wspólnie niezamieszkujący z dzieckiem nie ma praw rodzicielskich. Rodzic nie sprawuje całodziennej opieki nad dzieckiem, ale nadal ma prawo do decydowania o wszystkich sprawach związanych z dzieckiem.

Kiedy sąd odbiera dziecko matce – podsumowanie

Sąd odbierze matce dziecko tylko z ważnych powodów. Rodzic nie jest pozbawiany władzy rodzicielskiej ot tak. Sąd dokładnie przygląda się postawie rodzica i jego kompetencjom wychowawczym zanim orzeka o pozbawieniu go władzy rodzicielskiej nad dzieckiem. Priorytetem dla sądu jest zawsze dobro dziecka.

Dziękuję za przeczytanie artykułu „Kiedy sąd odbiera dziecko matce”. Zapraszamy także do przeczytania innych artykułów na naszym blogu.

Potrzebujesz pomocy adwokata? Walczysz o dzieci?

Jeśli chciałbyś skorzystać z mojej pomocy zapraszam do kontaktu.

Działam na terenie takich miast jak: Poznań, Luboń, Gniezno, Śrem, Środa Wielkopolska, Grodzisk Wielkopolski, Swarzędz, Leszno, Piła, Kościan, Jarocin, Września oraz Wolsztyn.

Posiadam także oddział w Świeciu, pracując w takich miejscowościach jak Grudziądz, ChełmnoTuchola.

W trudnych sprawach rodzinnych działam w CAŁEJ POLSCE!

Udzielam także konsultacji telefonicznych oraz konsultacji online. Pamiętaj, że walka o dzieci to poważna sprawa, dlatego warto skorzystać z pomocy radcy prawnego lub adwokata od rozwodów.

Masz pytania? Napisz! Zadzwoń!

  • Adwokat
  • Marlena Słupińska-Strysik
  • e-mail: [email protected]
  • tel. 61 646 00 40
  • tel. 68 419 00 45
  • tel. 52 511 00 65

Komentarze:

Największa zmora dziecka: toksyczna matka

Dlaczego nie ojciec!? – wykrzykną oburzone zwolenniczki równości we wszystkim. Odpowiedź jest prosta: to matka jest głównym filarem rodziny, nawet jeśli dominuje ojciec. To ona ma naturalną, biologiczną więź z dzieckiem i ona w początkowej fazie życia jest całym jego światem.

Nie będziemy omawiać depresji poporodowej i w związku z nią zaburzeń funkcjonowania – to inny temat. Przyjrzymy się pozornie „normalnym” zachowaniom: powszechnym i jakże dla dziecka szkodliwym.

Zła wiadomość:

– Toksyczna matka powoduje, że dziecko nie może odnaleźć się w swoim dorosłym życiu, nie czuje się szczęśliwe, niczym nie umie się zadowolić, ma duże poczucie lęku, kłopoty z relacjami osobistymi i przejmuje toksyczność matki.
Każda rodzina jest czymś naznaczona, na szczęście nie każda w sposób skrajny.

Dobra wiadomość:

– Czasami toksyczne zachowania występują okazjonalnie i nie zdążą zrobić prawdziwego spustoszenia.
– Na każdym etapie życia można sobie pomóc.
– Dorosła ofiara toksycznej matki może zmienić swoje przekonania, zachowanie oraz złagodzić skutki wieloletniego trucia.

Przyjrzyjmy się zatem zachowaniom toksycznej matki.

Nadopiekuńczość

Największa z możliwych toksyn. Nie pozwala dziecku dojrzeć, usamodzielnić się, odciąć pępowiny i cieszyć się życiem. Ogranicza i blokuje zdobywanie doświadczeń. Matka twierdzi, że to z miłości, tymczasem jest to przemoc z dorobioną ideologią.

Nadopiekuńczość to żadne matczyne kochanie, tylko chęć kontroli za wszelką cenę, poprzez rzekomą „dobroć”. Wyręcza, usprawiedliwia, „wie”, co dla jej dziecka najlepsze. Najchętniej zorganizowałaby mu cały świat i autonomię dziecka odbiera jako zagrożenie dla jej miłości. A dziecko się dusi – im większe, tym bardziej.

Katarzyna jest aktywna zawodowo, ale większość jej energii pochłania zajmowanie się dzieckiem i „inwestowanie” w jego przyszłość.

Pilnie i skrupulatnie odrabia z nim lekcje, czyta każdą lekturę – inne świadectwo niż z czerwonym paskiem nie wchodzi w grę; przygotowuje do różnych konkursów (recytatorskiego, tanecznego, tworzenia cudów na kiju) i angażuje wszystkich znajomych do internetowego głosowania na jej dziecko. Wozi na dodatkową naukę języków, zajęcia sportowe, castingi do reklam.

Dziecko jest wytresowane jak cyrkowa małpka: pięknie występuje, ogarnia pamięciowo każdy materiał. Matka puchnie z dumy i jest przekonana, że to wszystko robi dla dobra własnego dziecka. Nie zauważa, że dziecko nie ma czasu na zabawę, na nawiązanie pierwszych przyjaźni, na trenowanie relacji z rówieśnikami na innym gruncie niż szkoła.

Nie widzi, że w pogoni za przyszłym „sukcesem” pozbawia swoje dziecko dzieciństwa.

Nie słyszy – bo jej dziecko mówi to do szkolnych kolegów, a matki na szczęście nie mogą siedzieć z dzieckiem w jednej ławce – że jej dziecko chciałoby inaczej, ale nie chce robić przykrości mamie, więc jedzie na kolejny casting, bierze udział w kolejnym, wynalezionym przez mamę konkursie…

Córka Elwiry ma prawie czterdzieści lat, ale dla niej i tak jest dzieckiem – tak też o niej mówi. Dała jej całkowitą, bezwzględną akceptację, zawsze biorąc pod uwagę „dobro” swego dziecka, często kosztem własnego.

Aktywna, z sukcesami zawodowymi, głośno powtarza, że całym jej światem i szczęściem jest jej dziecko. Męża traktuje jak zło konieczne, walcząc z nim o wszystko, zawsze znajdzie dziurę w całym.

To, co ona uważa w sprawie ich córki, jest jedynie słuszne, a uwagi ojca traktuje jak czepianie się albo skrajny idiotyzm.

Nie przyszło jej do głowy, że jest toksyczna, także na odległość; że miłość rodzicielska to również uczenie życia poprzez dawanie przykładu (także traktowaniem własnego życiowego partnera) i stawianie granic. Żałuje, że jej dziecko nie chce z nią mieszkać. Elwira chciałaby chociaż móc przywozić córce kotlety.

Zawsze, gdy ją odwiedza, zmywa naczynia (mimo protestów córki, która woli wstawić je do zmywarki) i zajmuje sobą całą przestrzeń jej małego mieszkania. Na każde skinienie jest – gdy „dziecko” chce, lub chowa się w kąt, gdy jej córka ma gorszy humor i źle ją potraktuje.

See also:  Rozdzielność majątkowa a zbycie prawa do mieszkania na rzecz żony

Elwira czeka na najmniejszy przejaw serdeczności jak bezpańska psina na podrapanie za uchem i nie przyjmuje do wiadomości, że ma swój duży udział w braku kompetencji społecznych i ciągłym poczuciu beznadziei swojego ukochanego dziecka.

Nie chce widzieć, że takie zalanie „miłością” to żadne kochanie, tylko zaspokajanie swojego egoizmu i zapełnianie swojego życia życiem dziecka.

Iwona uważa, że jej synuś jest wyjątkowy, tylko czasem nie ma szczęścia. Bierze jej samochód bez zgody? Widocznie potrzebował. A że ona nie miała jak dojechać do pracy – cóż, przecież jakoś sobie poradziła.

Dziewczyny w dzisiejszych czasach są okropne – każda go zostawia. Bywa nerwowy i porywczy, nawet Iwonie kiedyś podbił oko, ale przecież generalnie jej synuś jest dobrym człowiekiem. Nie umie sprzątnąć po sobie, za to lubi dobrze zjeść – prawdziwy facet z niego.

Gdy po pijanemu rozwalił samochód, była gotowa dać łapówkę całej Komendzie Stołecznej i sędziemu, aby tylko mu się upiekło.

Porusza wszelkie znajomości, żeby znaleźć mu kolejną pracę (w żadnej nie wytrzymał dłużej niż trzy miesiące) i nie widzi, że jej znajomi wykorzystują kryzys jako usprawiedliwienie braku chęci polecania wyhodowanego przez nią pasożyta.

Poświęcanie się

To kolejna zmora. Zawsze podszyte poczuciem krzywdy i wpędzaniem w poczucie winy „niewdzięcznego” dziecka. Nikt nie potrzebuje i nie chce niczyjego poświęcenia, zwłaszcza własnej matki.

Co innego świadomy wybór: rezygnuję z pracy, bo chcę pierwszy okres życia mojego dziecka tak właśnie spędzić. Zarzucanie dziecku, że dla niego matka zrezygnowała z „kariery”, że wszystko oddała w imię jego dobra – jest kłamliwą manipulacją.

Za takim przejawem przemocy (a tak!) stoi zwykle jej neurotyzm i niespełnienie.

Obarczanie dziecka poczuciem winy za własne frustracje i nieumiejętność życia to wyraz niedojrzałości i zaburzonego funkcjonowania matki. Za tym zwykle stoi chęć kontroli i podporządkowania sobie wymykającego się dziecka.

Szantaż emocjonalny („Ja dla ciebie to czy tamto, a ty pięknie mi się odwdzięczasz”) i roszczeniowość w imię rzekomych poświęceń uniemożliwia dziecku normalne życie, powodując złość, poczucie winy, poddanie się i głębokie zaburzenia nerwicowe.

Domaganie się całkowitego oddania emocjonalnego

Matka za wszelką cenę chce utrzymać pozycję najważniejszej osoby w życiu dziecka. Nie bierze pod uwagę tego, że naturalnym procesem jest zmiana i że jej rolą jest przygotowanie dziecka do dorosłego życia, bycia partnerem i rodzicem.

Zamiast uczyć córkę szacunku do siebie samej, a syna, jak warto traktować kobiety, najchętniej ubezwłasnowolniłaby własne dziecko, by dało jej taką miłość, jakiej nie otrzymała od wybranego przez siebie partnera.

Posunie się do udawania choroby i wzywania dziecka pięć razy w tygodniu w środku nocy lub przed ważnym towarzyskim wydarzeniem dziecka, w którym miała nie brać udziału, ataków wymówek albo „rezygnacji” („No tak, jedź sobie na ten weekend, a ja zostanę sama. Może umrę, to nie będziesz mieć więcej ze mną kłopotu…”).

Bierna służąca

Uzależniona od mężczyzny lub od dziecka (co ciekawe, to rzadko idzie w parze!), sama o niczym nie decyduje. Toleruje każde zachowanie swojego partnera lub dziecka.

Nie umie zadbać ani o siebie, ani o dziecko, bo jeśli daje się terroryzować jednemu lub drugiemu, to dbanie jest niemożliwe. Nie wie, jak ustalać zasady. Ba! Nie wie, jakie one powinny być! Nie ma mowy o jakiejkolwiek konsekwencji, bo nikt nie ma zwyczaju liczyć się ze służącą.

Niedecyzyjna, bierna, nieszczęśliwa, wpędza w poczucie bezsensu niczemu niewinne dziecko.

Szafowanie „dobrem” dziecka

W zależności od osobistego wygodnictwa: toleruje przemoc domową („przecież dziecko powinno mieć obydwoje rodziców”) lub rozwala istniejący związek(„dziecko powinno mieć szczęśliwą matkę, a z ich ojcem taka nie jestem”). Cacka się z rodzinnym przemocowcem jak ze zgniłym jajem, nie widząc, że rujnuje psychikę dziecka.

Przeciwny biegun: sprowadza do domu i swojego łóżka kolejnych wujków, nie biorąc pod uwagę, że kalejdoskop jej miłosnych porażek burzy poczucie bezpieczeństwa dziecka.

Tylko toksyczna, ograniczona matka uniemożliwia dziecku kontakty z ojcem– najczęściej w imię osobistej zemsty zawiedzionej kobiety, ale z niesieniem na sztandarze „dobra” dziecka (nie mówię o sytuacji, gdy ojciec nie trzeźwieje lub rzeczywiście skrzywdził dziecko). Nie patrzy, jak rozwiązać sprawę spotkań, by było to z największą korzyścią dla dziecka. Zabrania, bo… i tu następuje cała litania bzdur, w jej oczach utwierdzających ją w słuszności podjętej decyzji.

Dla „dobra” dziecka toksyczna matka despotycznie przejmuje ster jego życia w swoje ręce. Lepiej wie, jakie studia ma skończyć, z kim się zadawać, jak spędzać wolny czas. Płaci i wymaga całkowitej lojalności i poddania. „Niesubordynacja” kończy się emocjonalną karą, a nawet zerwaniem wszelkich kontaktów (taką postawę również dość często przejawiają ojcowie).

„Przyjaciółka” – taka „od serca”

Zwierza się dziecku ze swoich rozterek, obarczając je sprawami, które zwyczajnie je przerastają. Dopytuje o intymne szczegóły z życia dziecka, udziela rad, zabiera na swoje imprezy jako osobę towarzyszącą. Ma z dzieckiem sekrety przed ojcem, trzyma z nim przeciw niemu sztamę.

Z szesnastolatką pali papierosy, siedemnastolatkowi kupuje piwo. Nie wie, że w ten sposób nie zagłuszy swoich wyrzutów sumienia (bo np.

skrycie sama nadużywa alkoholu albo w swoim mniemaniu nie spędza z dzieckiem wystarczającej ilości czasu), a jedynie zrobi mętlik w głowie dziecka, które przyjaciół dobierze sobie samo, a potrzebuje, by rodzic był odpowiedzialnym, stabilnym przewodnikiem, rozsądnym tłumaczem rzeczywistości.

Zaprzyjaźnić chce się także z partnerem dziecka. Jeśli ma córkę – będzie kokieteryjna, „młoda”, „atrakcyjna”.

Gdy ma syna, każda jego dziewczyna będzie dla niej fantastyczna, ale… I tu po cichutku zaczyna się sączenie jadu: zgrabna, ale nogi ma dość krótkie; fajnie się urządziliście, całe szczęście, że mój syn ma dobry gust; wyjazd to dobry pomysł, tylko czemu jedziecie w góry, skoro ty tak lubisz morze..?

Frustratka

Wiecznie niezadowolona (powód zawsze się znajdzie), krytyczna, nadmiernie wymagająca uwagi. Źle się wyraża o ojcu dziecka, wciąga je w rodzicielskie rozgrywki (to także zdarza się ojcom). Biedne dziecko – jak ono potem samo ma być odpowiedzialnym partnerem i nietoksycznym rodzicem??

Matka skłócona z całym światem (albo ze znaczącą jej częścią) to podwalina problemów psychicznych dziecka. Także matka nadmiernie rywalizacyjna jest generatorem problemów: porównuje swoje dziecko z innymi i albo święci triumfy wbijając siebie w pychę i fałszując obraz rzeczywistości, albo jest niezadowolona.

Jeśli przenosi maskowaną agresję ze swojej matki (najczęściej w relacjach matka – córka) lub ojca (relacja matka – syn), nigdy nic jej nie zadowoli, zawsze znajdzie powód do narzekania i wyrzutów, wpędzając dziecko w chorobliwe zapotrzebowanie na aprobatę.

Brak konsekwencji świadczy o słabości wewnętrznej i ma związek z ogólnym niezadowoleniem matki z siebie i życia.

Zabrania czegoś, po czym pod wpływem wymuszenia ustępuje (uwaga! Zmiana zdania pod wpływem argumentów i negocjacji jest jak najbardziej zdrowa, natomiast uleganie dla świętego spokoju, pod wpływem wrzasków lub niezadowolenia dziecka, to postępowanie toksyczne, prowadzące do rozchwiania wewnętrznego obydwojga).

„Sprawiedliwa”

We własnych oczach oczywiście. Bardzo dba o to, by traktować dzieci po równo i tak samo, co powoduje głębokie poczucie niesprawiedliwości w starszym dziecku, bo zwykle od niego więcej się oczekuje mniej dając mu w zamian.

Ze zdziwienia przeciera oczy, że jej „sprawiedliwość” powoduje złe relacje między rodzeństwem i wieczne wojny. Drugim końcem kija jest jawne nierówne traktowanie, czyli faworyzowanie któregoś z dzieci – często tego sprawiającego więcej kłopotów.

Oczywiście percepcja dziecka jest taka, że może odczuć krzywdę z powodu, który rodzicowi w życiu nie przyjdzie do głowy.

„Obecna nieobecna”

Spędza z dzieckiem bardzo dużo czasu. Fizycznie, bo rzeczywiście w ogóle tego czasu nie spędza z nim.

Co z tego, że są cały dzień w domu, jak tak naprawdę albo nie ma czasu się dzieckiem zająć (praca, komputer, portale społecznościowe, sprzątanie, maseczka, rozmowy telefoniczne z darmowymi minutami…), albo nie ma na to ochoty, tylko wstydzi się do tego przyznać nawet sama przed sobą.

Nie przyjdzie jej do głowy, by spędzić pół godziny dziennie całkowicie i tylko z dzieckiem (bez innych czynności, odbierania telefonu, oglądania serialu, odkurzania), by miało ono poczucie, że jest ważne i kochane. Lepsze konkretne pół godziny przytulania, wariowania i wspólnego tarzania się po dywanie, niż cała doba udawania.

Matka pijąca

Robi większe spustoszenie w psychice dziecka niż pijący ojciec, chociaż w obydwu przypadkach dziecko wyrasta na Dorosłe Dziecko Alkoholika (och, ileż protestów słyszałam: ja nie jestem żadnym dzieckiem alkoholika, tylko mój rodzic po prostu czasem się nie kontrolował…) (przeczytaj więcej o wpływie alkoholizmu na rodzinę tutaj). Kłopoty z samooceną (nieadekwatnie zaniżona lub zawyżona), nadobowiązkowość lub totalne mentalne lenistwo, brak poczucia bezpieczeństwa i lęk przed bliskością to dziedzictwo dorastania w domu z alkoholem. Bez terapii DDA bardzo trudno – jeśli w ogóle możliwe – jest zbudować zdrową rodzinę.

Warto sobie uświadomić, że gdy dziecko wkracza w nasze życie, nic już nie będzie takie samo. Dziecko NIE jest własnością rodzica. To nie pluszowy pajacyk, którego możemy włożyć w dowolną szufladkę.

Zanim zaczniesz, Czytelniku, obwiniać swoją matkę o toksyczność, weź pod uwagę, że:

•    Każda matka ma ogromny udział w szczęśliwym lub nieszczęśliwym życiu swojego dziecka. „Ma udział” nie oznacza „jest winna”. Chce dla dziecka jak najlepiej(pomijając patologie) i wychowując dziecko korzysta z dostępnych jej zasobów. Innymi słowy: wychowuje jak umie. A że często nie umie…

•    W naszą narodową kulturę wpisana jest przemoc, a to ona jest podwaliną wszelkiej toksyczności.

Z pokolenia na pokolenie powielamy metody stosowane w naszych domach, nie umiejąc dostrzec, że można inaczej: zamiast nakazów i zakazów – nagradzanie i wspieranie zachowań pożądanych z karami jako ostateczność.

Uważamy klapsa za nieszkodliwe, a wręcz konieczne narzędzie wychowawcze, gdy tymczasem jest to tylko i wyłącznie przejaw bezradności i brak zasobów dorosłego!

•    Toksycznością nasiąka się bardziej niż myślisz, więc jeśli pochodzisz z toksycznego domu, trudno ci będzie stworzyć dom zdrowy.

Problem polega na tym, że zatruci ludzie nie chcą widzieć własnej trucizny, tylko szukają jej na zewnątrz, obarczając innych winą za własny dyskomfort, domagając się emocjonalnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy od partnera lub… dziecka, oczekując od toksycznego rodzica naprawienia „winy” lub pogrążając się w poczuciu krzywdy i nieszczęścia.

•    Nieodcięta pępowina, wysoki poziom lęku, ogólny brak zadowolenia i poczucia sensu w życiu, kłopoty z relacjami – to sygnały, że warto szukać pomocy, zanim zatrujesz własne dziecko.

Na początek proponuję przeczytać książkę Susan Forward „Toksyczni rodzice”.
Potem być może warto poszukać zewnętrznego wsparcia. Szkoda życia.

Leave a Reply

Your email address will not be published.