Trudności z adoptowanymi dziećmi

Trudności z adoptowanymi dziećmiAdopcja problemy miłość

Czy wyobrażacie sobie świat doskonały, w którym wszystko jest takie, jakie być powinno (a adopcja i problemy nie istnieją). W takiej rzeczywistości my mielibyśmy biologiczne dzieci, a Tomuś kochających, biologicznych rodziców. Nasza rodzina ma więc rację bytu tylko w rzeczywistości nieidealnej. Dwie ułomności nieprawidłowości i dwa przeciwstawne pragnienia, złączone w jedno zbliżają nas nieco do stanu doskonałości. Ale krainy szczęścia, gdzie wszystko jest idealne, nie ma…

Adopcja to nie jest sposób na cudowną i prostą drogę

Nie chciałabym, aby wszystko co piszę na tym blogu miało wymiar idealny, bo:

adopcja to nie jest sposób na cudowną i prostą drogę. To możliwość spełnienia największych pragnień, mimo przeciwności losu.

Tak często ostatnio słyszę, że rodzice adopcyjni są tacy szczęśliwi i tak pięknie mówią o swojej miłości do dziecka, że aż to wygląda nie do końca naturalnie.

Dlatego dziś o problemach i o tym, że nie jesteśmy doskonałymi rodzicami, a nasz synek nie jest doskonałym dzieckiem.

Nie – idealni rodzice adopcyjni

Więc może najpierw o nas. W momencie odbywania kursu w ośrodku adopcyjnym i późniejszej kwalifikacji obydwoje z mężem mieliśmy prace, ale już podczas rozprawy w sądzie rodzinnym o przysposobienie tylko ja.

Potem sytuacja się odmieniła. Mój mąż musiał zacząć kolejne studia, by szybko zdobyć nowe zajęcie, bo wiedzieliśmy, że po urlopie macierzyńskim i rodzicielskim, ja znów nie będę miała do czego wracać.

Chociaż jedno z nas musiało przecież pracować.

Gdy Tomuś do nas trafił kończyłam projekt i podejmowałam ostatnie próby znalezienia innego zatrudnienia w moim zawodzie.

I w tym nieidealnym świecie, w którym tak długo wyczekiwaliśmy na Synka, byliśmy zmuszeni łączyć te wszystkie zajęcia.

W jednym z ośrodków adopcyjnych kiedyś usłyszałam, że rodzice adopcyjni powinni mieć ustabilizowaną i pewną sytuację zawodową. Tyle, że w życiu nie ma stabilności i można się tylko łudzić jej istnieniem.

Napotykane trudności sprawiały, że spędzaliśmy z Tomciem znacznie mniej czasu, niż byśmy chcieli. Pocieszałam się, że nie ilość się liczy, ale jakość. Patrząc na znajome koleżanki, które urodziło dzieci, w zasadzie nie widziałam większej różnicy, pochłaniała je także cała masa innych spraw.

Zawsze jednak gdzieś w głębi serca czułam, że rodzice adopcyjni powinni być bardziej dla dziecka, więcej się starać, niż inne rodziny, bo otrzymali maluszka na którego tak długo czekali i do jego przysposobienia była cała, długa kolejka chętnych kandydatów.

Ktoś im zaufał, oddał na wychowanie skarb najcenniejsze małą bezbronną ludzką istotę. To także wielka odpowiedzialność, jaką składa (świadomie, czy nie) na ręce rodziców adopcyjnych matka biologiczna, podpisując zgodę blankietową na oddanie dziecka obcej rodzinie.

Trudności z adoptowanymi dziećmiMałżeństwo adopcja problemy

Jednak to właśnie wtedy, gdy Synek do nas trafił, zaprzątały nasze głowy problemy zawodowe.

Opieka nad małym dzieckiem, jego rehabilitacja nie należą do rzeczy łatwych. Stopniowo zdawałam sobie sprawę, że byciu mamą, towarzyszą nie tylko cudowne emocje, ale ciągła sztuka wyboru, różne frustracje, zniechęcenia i potworne zmęczenie, zwłaszcza płaczem, krzykiem, wymuszaniem.

Zazdrośnie spoglądałam na dzieci, które sypiały w południe, a ich mamy mogły w tym czasie coś więcej zrobić ze swoich obowiązków. Ja tego komfortu nie miałam. Synek nie chciał  leżeć w łóżeczku, szkoda mu było czasu.

W te dni, gdy mój mąż wracał późno do domu, marzyłam by na chwilę wyjść, pospacerować i nie słyszeć płaczu niemowlęcia. Wystarczyła godzina i już było lepiej. Ile dla mnie wtedy znaczyły te chwile oddechu, podczas których wreszcie słyszałam własne myśli. Ale nie było spaceru, bym jednocześnie nie tęskniła.

Macierzyństwo adopcyjne bez lukru

Macierzyństwo (zwłaszcza w przypadku tak małego dziecka) to też cała masa czynności, które do znudzenia trzeba powtarzać, czasem po kilkanaście razy dziennie.

Zmywasz, czy odkurzasz i wiesz doskonale, że za chwilę malec znów sięgnie po kolejną łyżkę zupki, jogurtu i wszystko tym wymaże, bo dla niego to najwspanialsza zabawa.

Nie żebym była pedantką, ale takiego „Sajgonu” u nas wcześniej nie było.

Gdy w końcu zasypiał to oboje z mężem zbieraliśmy porozrzucane po całym pokoju zabawki, by móc zwyczajnie przejść, czy usiąść. I codziennie obiecywaliśmy sobie, że jutro Tomuś musi sprzątać z nami, że to tak nie może być…  Następnego dnia znów tylko my składaliśmy klocki, samochody, narzędzia, puzzle i czuliśmy się, jakby przeszło przez nasz dom tornado… dalej składamy.

Nie – doskonałe dziecko adopcyjne

Trudności z adoptowanymi dziećmiAdoptuś

Tomuś długo nam nie chodził, gdy wreszcie zaczął to ciągle się przewracał, choć nic sobie z tego nie robił… Wstawał i mówił „to nic”. Pomijam to, że leżał w każdym błocie, ale były też miejsca, gdzie jego upadek był zwyczajnie niebezpieczny. Młodsze, czasem nawet o rok lub więcej, dzieci były od niego stabilniejsze. Zresztą dalej jeszcze trochę się przewraca, ale za to świetnie biega (co mnie, jako byłego maratończyka bardzo cieszy ???? ).

Niedoskonałość naszego świata polega też na tym, że Synkowi towarzyszyły różne problemy zdrowotne, które wymuszały liczne badania, stąd spędzaliśmy trochę czasu w przychodniach i szpitalach. Gdy chciałam już narzekać i zwalać to na karb adopcji,  spotkałam mamę, która marzyła o tym, by jej biologiczne dziecko było w takim stanie, jak Tomuś. Było mi wtedy wstyd, że nie doceniam tego co mamy.

Trudności przedszkolne – adopcja problemy

I wreszcie o chwili obecnej. Synek nie nadąża za ćwiczeniami, które rozwiązują, nie wyłapuje różnic na dwóch obrazkach i zamiast rysunków kreśli swoje własne bohomazy. Panie przedszkolanki straszyła nas już, co będzie w szkole. Znów też słyszeliśmy ten niezłomny argument, że inne dzieci już wszystkie…

Najpierw bardzo się tym przejmowaliśmy, codziennie z nim uparcie ćwiczyliśmy, aż Tomuś miał dość i my też.

Teraz jednak doszliśmy do wniosku, że każde dziecko ma prawo rozwijać się we własnym tempie i przymuszanie go na siłę do wyszukiwania różnic w obrazkach też nie ma sensu.

Mamy nadzieję, że będzie jak z mówieniem, gdy ciągle słyszeliśmy:  „już powinien”, „rówieśnicy wszyscy mówią…”,” że odstaje…” A tu nagle w ciągu tygodnia mieliśmy w domu gadułę. Nadrobił wszystko.

Ostatnio też codziennie w przedszkolu słyszymy skargi na Synka, że źle się zachowuje, że się nie słucha, a czasem bije z innymi dziećmi.

Aż chciałoby uprościć sprawę i uznać, że winę za to ponosi fakt adopcji i pochodzenia. Jednak przypominam sobie czasy mojego dzieciństwa.

Nie było dnia, bym nie stała w kącie, a moja mama nie wysłuchiwała narzekań wychowawczyni. Tak działało na mnie przedszkole, że zamieniałam się w małego łobuza.

… więcej o naszej drodze do adopcji

Problemy z adoptowanym dzieckiem

Problemy z adoptowanym dzieckiem to jeden z powodów wątpliwości rodziców, którzy zastanawiają się nad przysposobieniem nie swojego dziecka. Rodzice adopcyjni boją się, że dorastający nastolatek zacznie uciekać z domu, wagarować, że zacznie powielać patologiczne wzorce zachowań, jakie pamięta z domu rodzinnego.

Rodzice adopcyjni rozważają, czy mówić maluchowi, że jest dzieckiem adoptowanym, a jeżeli tak, to kiedy o tym powiedzieć szkrabowi.

Czy wiadomość, że zostało się wychowanym przez inne osoby niż rodzice biologiczni nie nasili buntu i agresji rozczarowanego dziecka? Jak radzić sobie z trudnościami wychowawczymi, jakie przejawia adoptowane dziecko? O czym pamiętać?

1. Dylematy rodziców adopcyjnych

Trudy rodzicielskie dają się we znaki niejednej mamie i tacie. Jeszcze trudniej mają rodzice adopcyjni. Sama miłość do dziecka nie gwarantuje bowiem sukcesu wychowawczego. Świat malucha, który został adoptowany, niejednokrotnie nie przystaje do rzeczywistości rodziców adopcyjnych.

Zawieść się też można na intuicji rodzicielskiej, gdyż zwykle te zachowania i metody, które są skuteczne w „normalnych warunkach rodzinnych”, w przypadku rodzin adopcyjnych nie sprawdzają się.

Dziecko adopcyjne, które zwykle ma za sobą trudną przeszłość – przemoc domową, zaniedbanie, brak miłości, wykorzystywanie seksualne, alkoholizm rodziców itp. – może reagować zupełnie inaczej niż przeciętny maluch, wychowujący się w zwykłej rodzinie.

Rodzice adopcyjni muszą liczyć się z nieprzewidywalnością przysposobionego dziecka i jego dziwnymi czy niezrozumiałymi reakcjami. Często też czują się bezradni i nie wiedzą, co począć.

O czym powinni pamiętać rodzice adopcyjni? Przede wszystkim powinni orientować się w mechanizmach, jakie rządzą światem dziecka adoptowanego i zdawać sobie sprawę z trudności wychowawczych, jakie może sprawiać dziecko adopcyjne, które stoi przed koniecznością zaadaptowania się do nowych warunków. Czemu służy taka wiedza?

  • Pozwala podejmować najbardziej optymalne metody działania w relacji z dzieckiem adopcyjnym.
  • Sprawia, że decyzja rodziców o adopcji dziecka staje się bardziej świadoma.
  • Pozwala uniknąć poczucia winy, że jest się nieskutecznym rodzicem zastępczym.
  • Przeciwdziała kumulowaniu się negatywnych emocji w dziecku i w rodzicach adopcyjnych.
  • Uprawdopodabnia uniknięcie zaskoczenia i rozczarowania dzieckiem adopcyjnym.
  • Ułatwia podjęcie decyzji o szukaniu profesjonalnej pomocy, kiedy rodzice adopcyjni czują się sfrustrowani, bezradni i nie dają sobie rady z kłopotami wychowawczymi, jakie przejawia dziecko.
See also:  Prawa mamy w przypadku rozwodu

Istotna jest również samoświadomość rodziców adopcyjnych.

Dlaczego zdecydowali się na adopcję? Jakie są ich motywy postępowania? Co chcą sobie „załatwić” adopcją dziecka? Czego oczekują od adoptowanego dziecka? Jakie znaczenie ma dla nich fakt, że nie mogą mieć własnego dziecka? Warto zastanowić się nad odpowiedziami na te pytania, gdyż zbyt dużo niewiadomych może skutkować frustracją, złością, gniewem i zniechęceniem zarówno po stronie rodziców adopcyjnych, jak i przysposabianego dziecka, a to nie sprzyja prawidłowym relacjom rodzinnym. Poza tym, rodzice adopcyjni i dziecko stoją przed zadaniem zbudowania więzi emocjonalnej. Początkowy entuzjazm, nadzieja, radość zostają zastąpione rozczarowaniem i rozgoryczeniem Więź uczuciowa między adoptowanym dzieckiem i jego zastępczymi rodzicami rodzi się stopniowo i powoli. Zwykle towarzyszy temu ciężki wysiłek. Wzajemne zrozumienie i akceptacja zostają utrudnione poprzez nieufność malucha, podejrzliwość, agresywność, złość, ucieczki z domu, wagary, lekceważenie zasad wychowawczych rodziców, nakazów i zakazów. Przez wiele lat rodzice adopcyjni muszą zadowalać się dużym zaangażowaniem w relacje z dzieckiem, zamiast wzajemnej więzi emocjonalnej ze szkrabem.

Wiele rodziców adopcyjnych musi liczyć się z „obecnością” rodziców biologicznych w życiu przysposobionego przez nich dziecka. To kolejny trud, gdyż rodzice adopcyjni zastanawiają się, czy często patologiczna rodzina biologiczna nie „zepsuje” dziecka, któremu udało się wyrwać z niekorzystnych wpływów.

Czy w ogóle mówić maluchowi, że został adoptowany? Czy narażać się na ryzyko, że dziecko zacznie szukać swoich rodzonych rodziców? Kiedy wyjawić wiadomość o adopcji? A może przemilczeć te kwestie? Ale jak wówczas radzić sobie w sytuacji, kiedy maluch przypadkiem dowie się, że został adoptowany? Jak wtedy uporać się z jego negatywnymi emocjami – buntem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, zranieniem, utratą zaufania, poczuciem bycia oszukanym itp.? Jak żyć z lękiem i obawą przed tym, że tajemnica o adopcji może w końcu wyjść na jaw? Z drugiej strony jednak, przyznanie się, że jest się rodzicem adopcyjnym, może zagrażać samoocenie dorosłych – mogą czuć się niepełnowartościowymi rodzicami.

Inny problem powstaje, kiedy adoptowane dziecko pochodzi z rodziny patologicznej, np. przemocowej. Wówczas na linii rodzice adopcyjni-dziecko może pojawić się „prześladowca”. Są to często mechanizmy nieuświadomione.

Maluch może zacząć rzutować swoje lęki i bronić się przed rodzicami adopcyjnymi, jakby to byli zagrażający mu rodzice biologiczni. Dziecko stanie się lękliwe, wycofane, bierne, apatyczne, zależne, pozbawione inicjatywy i woli działania albo agresywne, wrogie, gniewne, niosące destrukcję.

Z kolei rodzice adopcyjni, obsadzeni przez dziecko w roli „prześladowcy”, mogą zacząć przejawiać niezrozumiałe dla siebie i negatywne wobec dziecka reakcje i zachowania.

Rodzi się niebezpieczeństwo uruchomienia niezdrowych sposobów funkcjonowania rodziny, pojawia się napięcie, irytacja, frustracja i wzajemna niechęć. W końcu może zabraknąć miłości, która miała być panaceum na wszelkie kłopoty wychowawcze z maluchem.

3. Wychowanie dziecka adoptowanego

Rodzice adopcyjni powinni zawsze móc skorzystać z pomocy i wsparcia psychologa rodzinnego. Ich trudy wychowawcze są podwójnie ciężkie w porównaniu ze zwykłymi rodzicami. Rodzice adopcyjni często przysposabiają dzieci z rodzin dysfunkcjonalnych, stoją przed zadaniem odbudowania u maluchów poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie.

Sama miłość nie wystarcza, gdyż dzieci niejednokrotnie nie potrafią jej przyjąć. Poza tym, rodzice adopcyjni często źle rozumieją rodzicielską miłość, utożsamiając ją z uległością wobec dziecka, wynagradzaniem mu doznanych w przeszłości krzywd, ignorowaniem dyscypliny i niestawianiem granic.

Takie metody działania potęgują tylko problemy z dzieckiem adopcyjnym. Pojawiają się kradzieże, rozboje, handel narkotykami, złe oceny w szkole itp.

O czym powinni pamiętać rodzice adopcyjni? O konsekwencji, kształtowaniu świata wartości, przywracaniu porządku w świecie dziecka, szacunku wobec malucha, wzajemnej współpracy rodzicielskiej, dyscyplinie, cierpliwości, ciągłym powtarzaniu reguł (choćby do znudzenia) i umiejętnym wyznaczaniu granic, bez agresji czy przemocy.

Wiadomo, że każde dziecko jest inne i nie da się podać wzorcowego schematu postępowania z adoptowanym maluchem. Są przecież dzieci, które cierpią na ADHD albo mają zdiagnozowany FAS.

W ich przypadku będą obowiązywały podstawowe zasady wychowawcze plus konieczna jest praca terapeutyczna i to zarówno z dzieckiem, jak i rodzicami, którzy zdecydowali się na adopcję.

Trzeba mieć świadomość, że problemy z adoptowanym dzieckiem nigdy nie są tylko i wyłącznie winą dziecka czy konsekwencją jego trudnej przeszłości. Nieporozumienia powstają na styku rodzice adopcyjni-dziecko.

Trzeba się zatem zastanowić, czy przypadkiem nie stawia się zbyt wygórowanych oczekiwań i nie ma się zbyt ambitnych aspiracji co do przysposobionego dziecka.

Może maluch nie czuje się na siłach, by realizować wydumane zamysły adopcyjnych rodziców? Czasami bowiem nasze zwerbalizowane intencje nie pokrywają się z nieświadomymi obawami i potrzebami. Rozmijamy się ze sobą wewnętrznie, powodując rozmijanie się w życiu z innymi ludźmi, np. z małżonkiem czy adoptowanym dzieckiem. Z jednej strony, pojawia się radość z adopcji, z drugiej zaś – smutek i frustracja z powodu niemożności urodzenia własnego dziecka. Adoptowany szkrab wszystko to odczuwa, co może powodować i nasilać problemy wychowawcze, których nawet nie byliśmy świadomi.

Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Kamila Drozd Psycholog społeczny, autorka wielu publikacji dotyczących rozwoju osobistego oraz warsztatów z doradztwa zawodowego i komunikacji międzypłciowej. adopcja dziecka dzieci do adopcji rodzina adopcyjna rodziny adopcyjne warunki adopcji

  • Jarmołowska A., Adopcja dziecka. Psychologiczna analiza decyzji u kobiet i mężczyzn, TN KUL, Lublin 2007, ISBN 978-83-7306-351-8.
  • Kwiecień M., (red.), Adopcja – temat bez tajemnic, Wydawnictwo Księży Marianów MIC, Warszawa 2007, ISBN 978-83-7502-099-1.
  • Wąsiński A., Dziecko, rodzice, adopcja. Ontologiczne i psychospołeczne aspekty rodzinnych form opieki zastępczej, „Impuls”, Kraków 2005, ISBN 83-7308-597-1.

Adoptowane dzieci, samotne mimo miłości rodziców. Problemy z adoptowanym dzieckiem

Jesteśmy czteroosobową rodziną: matka, ojciec, syn (12 lat) i córka (10 lat) – oboje zostali przez nas adoptowani. Stoimy właśnie przed wyzwaniem, wobec którego czujemy się bezradni. Nasz syn był zawsze pełen temperamentu i przez wiele lat uczyliśmy go, jak może nad sobą panować.

Normalnie jest słodki, empatyczny i inteligentny, dobrze się uczy w szkole, dużo rysuje i chętnie uprawia sport, no i ma dużo przyjaciół. Jego gwałtowne wybuchy stają się teraz coraz rzadsze, ale mimo to martwi nas, że nie mamy do niego żadnego dostępu, kiedy to się dzieje. Dosłownie traci nad sobą wszelką kontrolę i wybucha.

Adoptowane dzieci, samotne mimo miłości rodziców. Problemy z adoptowanym dzieckiem. Zdjęcie: Pixabay

Takie wybuchy mogą być spowodowane przez zupełne błahostki. Na przykład: jego siostra nie chce mu pożyczyć rano gumki do szkoły, a po południu jest wprawdzie dla niego bardzo miła, ale nie chce mu pożyczyć ołówka. I wtedy się zaczyna. Nie jesteśmy w stanie uspokoić go w takich sytuacjach. Niewiele chyba brakuje, żeby posunął się do przemocy.

Na pozór może to wyglądać jak zwykła sprzeczka między rodzeństwem, ale nas to martwi, ponieważ syn się wtedy w ogóle nie kontroluje. Próbowaliśmy już z nim o tym rozmawiać, ale bez skutku. Dodam tylko, że oboje z mężem jesteśmy pedagogami, więc nie brakuje nam doświadczenia z dziećmi.

Odpowiedź Jespera Juula

Spotykałem wiele dzieci, które zachowywały się podobnie i nierzadko były to dzieci adoptowane.

Moim wytłumaczeniem takiego zachowania (oraz ich własnym, które zdradzają, gdy tylko dorosną) jest fakt, iż cierpią na bardzo niskie poczucie własnej wartości, które prowadzi do samotności. Nawet zupełne drobiazgi są w stanie usunąć im grunt spod nóg i zupełnie wytrącić z równowagi.

Samotność adoptowanego dziecka

Brak poczucia własnej wartości

Samotność, o której tutaj mówię, nie jest zwykłą samotnością, kiedy komuś brakuje przyjaciół.

Chodzi o egzystencjalną samotność, czyli doświadczenie, że tak naprawdę nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć – świadomość, że nikt nie wie, kim naprawdę jestem i jak się kimś takim stałem.

To jest poczucie mojej indywidualnej wyjątkowości w świecie, któremu towarzyszy poczucie odpowiedzialności za siebie, w którym nikt mnie nie wyręczy.

Tego rodzaju doświadczenie samotności pojawia się u dzieci najczęściej w wieku nastoletnim, ale u dzieci adoptowanych najczęściej już w czasie adopcji lub w momencie, w którym się o niej dowiadują.

W naszej kulturze staramy się taką samotność wypierać ze świadomości, dlatego dzieci, które się z nią zmagają, trafiają najczęściej na dorosłych, którzy nie potrafią z nimi współodczuwać.

Być może dlatego, że sami boją się spojrzeć w oczy własnej samotności w oczach drugiego człowieka.

See also:  Podwyższenie i zmiana alimentów

Dziecko adoptowane potrzebuje zrozumienia

Wiedzcie więc, że takie właśnie może być doświadczenie Waszego syna: iż nikt go nie rozumie i sam musi poradzić sobie z tą świadomością. To jest powód, dla którego unika rozmowy, kiedy ktoś próbuje nim manipulować.

Inne adoptowane dzieci mogą zachowywać się zupełnie inaczej: niektóre przyklejają się do swoich rodziców i chcą jak niemowlęta móc czuć ich miłość na każdym kroku. Nie wiem, od czego to zależy, ale takie różnice zaobserwowałem.

Z kolei niskie poczucie własnej wartości wydaje się zależeć od dwóch rzeczy:

  • Pierwszą jest doświadczenie odrzucenia, czyli poczucie, że nie jestem wart tego, żeby ktoś mnie pokochał. Potrafi siedzieć ono w duszy przez całe życie jak rana.
  • A drugą jest doświadczenie, że nie stanowię dla nikogo żadnej wartości. I to akurat można zmienić z pomocą rodziców.

Dobra wiadomość jest taka, że z czasem większość dzieci z podobnymi trudnościami uczy się samokontroli. Zanim do tego dojdzie, mogę Wam tylko poradzić, abyście w trakcie wybuchów syna pozostawiali w bezpiecznym dystansie i unikali za wszelką cenę robienia mu jakichkolwiek wyrzutów. A kiedy jest spokojny, porozmawiajcie z nim o szczęśliwym i nieszczęśliwym chłopcu, którego w sobie nosi.

Szczera rozmowa z dzieckiem

Najważniejsze jest, aby takie rozmowy wynikały z prawdziwego zainteresowania i zaangażowania, a nie jakiejkolwiek strategii wychowawczej.

Kiedy poczuje, że za Waszymi słowami nie ma prawdziwej troski i ciekawości, tylko zamiar, aby w jakiś sposób go zmienić, to poczuje się dokładnie tak samo odrzucony, jak przez swoich biologicznych rodziców.

A jeśli będzie stale czuł, że inni nie chcą mieć tak naprawdę z nim nic wspólnego, to do jego egzystencjalnej samotności dojdzie jeszcze samotność społeczna.

Bezwarunkowa miłość rodziców

Państwa syn dzieli swój los z wieloma innymi dziećmi, które doświadczyły wielkiego bólu. Jego doświadczenie egzystencjalne musi najpierw znaleźć swój wyraz, zanim rozwinie on w sobie w pełni kompetencje społeczne.

Nikt nie może go w tym wyręczyć. Profesjonalna pomoc psychologiczna tylko w niewielu wypadkach okazuje się pomocna.

Państwa syn potrzebuje teraz przede wszystkim Waszej bezwarunkowej miłości i wsparcia w ciągu najbliższych kilku lat.

Niewykluczone, że usłyszycie od niego jeszcze takie zdania, jak „Ty mnie nigdy nie rozumiałaś” albo „Nie ma nikogo, kto mógłby mnie zrozumieć”. Musicie je po prostu usłyszeć i wytrzymać. A jeśli kiedyś trafi na inne dzieci z podobnym doświadczeniem adopcji, będzie mógł podzielić się z nimi swoim światem. I ci ludzie mogą nawet stać się dla niego przez pewien czas ważniejsi niż rodzice.

Jeśli będzie to dla Was zbyt bolesne, pomyślcie, że daliście mu od siebie wszystko, co najlepsze. I pomyślcie, że macie właśnie taką rodzinę, jaką chcieliście mieć. Właśnie obie te rzeczy zostały kiedyś odebrane Waszemu synowi.

Nasze książki pomagające w wychowaniu dzieci

Jesper Juul, Twoja kompetentna rodzina. Nowe drogi wychowania. Książka, poradnik dla rodziców.

Rodzina i dziecko z chorobą przewlekłą książka Jespera Juula cytaty

Jesper Juul, Helle Jensen, Empatia wzmacnia dzieci. Książka o wychowaniu.

Artykuły Juula o wychowaniu dzieci

* Tytuł i śródtytuły pochodzą od Redakcji.

© by Wydawnictwo MiND & FamilyLab Polska

Problemy adopcyjnych rodziców

Rodzice adopcyjni, mimo szczerej i dobrej woli oraz pragnienia pokochania dziecka, które pojawi się w ich domu, muszą poradzić sobie z szeregiem problemów psychologicznych.

Pojawiają się pytania – czy zaadoptować dziecko zdrowe, noworodka, nastolatka czy malucha wymagającego specjalnej troski? Czy będą zdolni przysposobić dziecko chore albo mniej sprawne intelektualnie, z różnymi deficytami, zaburzeniami? Co może się zdarzyć, gdy zabraknie sił do wychowania? Jak postępować? Kiedy i czy w ogóle powiedzieć maluchowi, że jest dzieckiem adoptowanym? Jak znosić różnice między własnymi oczekiwaniami wobec nowego członka rodziny, a jego możliwościami intelektualno-emocjonalnymi?

Istotne znaczenie ma motywacja pary małżeńskiej – jeśli wiązała się ona ze świadomą decyzją, w której było zarezerwowane miejsce dla trudności, bez złudzeń o rodzinie idealnej, to  szanse, że się uda są dużo większe. A może na adopcji zależało tylko jednemu z rodziców? Bądź chodziło głównie o ratowanie związku przed rozpadem?

Warto pamiętać, że każdy człowiek, również ten maleńki, wnosi w relację z drugim człowiekiem swoją własną historię, swoje życiowe doświadczenia, nierzadko naznaczone cierpieniem. W przybliżeniu określają one, co z jego punktu widzenia, w tym nowym spotkaniu jest bezpieczne, a co nie.

Część wątpliwości ma szanse rozwiać się już na etapie ubiegania o przysposobienie dziecka oraz podczas procedury kwalifikacyjnej. Oczywiście, jeśli adoptowane maluch jest niemowlęciem, które trafiło do nowych rodziców najszybciej, jak tylko to było możliwe, to problem jest zdecydowanie mniejszy, być może nawet nigdy się nie pojawi.

Trudniejsza będzie sytuacja, gdy do rodziny trafia kilkuletnie dziecko.

To oczywiste, że wszystkie dzieci pragną czuć się chciane i ważne, ale nierzadko ich psychika jest naznaczona, brakiem poczucia bezpieczeństwa i miłości, zaniedbaniem, odrzuceniem, a nawet doświadczeniami przemocy.

Ten mały, słaby człowiek musiał poradzić sobie z doświadczeniami „dziecka niczyjego”, pobytem w domu dziecka! Czy rodzice adopcyjni, którzy mają już swoje własne, rodzone dzieci, a z różnych powodów decydują się na adopcję, są w lepszej sytuacji? Badania wykazują, że tak.

Z drugiej strony, mogłoby się wydawać, że ci, którzy decyzję podjęli po długich i nieudanych staraniach o własne potomstwo, wnoszą do nowej relacji tyle entuzjazmu, nadziei, radości  iż to wystarczy by zbudować silna więź . Ale jest jeszcze nieukojony ból, tkwiące w podświadomości poczucie straty, odepchnięte, nieprzepracowane uczucia.

Uciekanie od nich czy zaprzeczanie im utrudnia bycie rodzicem takim, jakim wyobrażali sobie, że będą. Nieoczekiwanie i ku zaskoczeniu, pojawia wrogość, zamiast ciepła agresywne słowa. Początkowy entuzjazm zostaje zastąpiony rozczarowaniem i rozgoryczeniem.

A przecież zupełnie szczerze oczekiwali tego dziecka! Akceptacja i wzajemne zrozumienie zostają dodatkowo utrudnione poprzez nieufność malucha, podejrzliwość, agresywność, złość. Starsze dzieci często lekceważą zasady wychowawcze rodziców, ignorują nakazy i zakazy, wagarują bądź nawet uciekają z domu. Więź uczuciowa i emocjonalna między adoptowanym dzieckiem i jego „nowymi” rodzicami rodzi się bardzo powoli. Zwykle towarzyszy temu ciężki wysiłek.

Napięcia i frustracje mogą mieć też inne źródło. Jeśli do rodziny trafia dziecko, które doznało przemocy, to nadal mimo świadomości tego, że od tej pory nie musi się już niczego obawiać, będzie zachowywało się tak, jakby sytuacja zagrożenia nadal istniała.

Maluch może nieświadomie przenosić swoje lęki i bronić się przed rodzicami adopcyjnymi, jakby to byli wciąż zagrażający mu rodzice biologiczni. Dziecko staje się lękliwe, wycofane, bierne, apatyczne, pozbawione inicjatywy i woli działania albo agresywne, wrogie, pełne gniewu. Może mieć kłopoty z nawiązaniem bliskiej relacji z rówieśnikami, z rodzicami.

Nie będzie reagowało na napomnienia, tłumaczenia, a tym bardziej na krzyk, czy groźby. Rodzice adopcyjni, obsadzeni przez dziecko w roli „prześladowcy”, w odpowiedzi na jego zachowania mogą zacząć przejawiać niezrozumiałe dla siebie, negatywne reakcje i zachowania. Pojawia się u nich napięcie, złość, nawet odrzucenie – znane mechanizmy psychologiczne.

Rodzi się niebezpieczeństwo uruchomienia niezdrowych sposobów funkcjonowania rodziny, bowiem frustracja, spowodowana porażką wychowawczą, jeszcze bardziej pogłębia trudności.

Rodzice adopcyjni, którzy przysposabiają dzieci z rodzin dysfunkcyjnych i nie są przygotowani na pojawienie się problemów, stają najczęściej przed przerastającym ich zadaniem odbudowania u maluchów poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie. Sama miłość nie wystarcza, gdyż dzieci niejednokrotnie nie potrafią jej przyjąć.

Poza tym mama i tata mają niekiedy zupełnie nierealistyczne oczekiwania wobec dziecka, a im większe oczekiwania, tym łatwiej o porażkę i poczucie, że sytuacja ich przerasta. Zaczynają szukać pomocy bardzo późno, kiedy problem wymyka się całkiem spod kontroli i bardzo trudno jest cokolwiek zmienić, poprawić.

W odruchu desperacji mogą reagować chęcią ucieczki przez rozwiązanie adopcji.

Kolejna poważna trudność,  to tzw. poalkoholowy zespół płodowy u dzieci.

Jeśli ich matki nadużywały, bądź używały alkoholu podczas ciąży, to u wielu dzieci wystąpi on w postaci zaburzeń funkcjonalnych, emocjonalnych oraz zaburzeń zachowania, powodując zarówno dysfunkcje organiczne, jak i psychiczne.

Prawdopodobne konsekwencje, to problemy z nadpobudliwością psychoruchową, kłopoty w szkole, trudności w uczeniu. Rodzice mogą mieć poczucie, że zachowanie dziecka wynika z patologii odziedziczonej po rodzinie biologicznej i nic na to nie można poradzić.

Ich dziecko niczego się nie uczy, jest wciąż niedojrzałe. Powyższe trudności wynikają nie tylko z występowania płodowego zespołu poalkoholowego, ale równie często z traumatycznej przeszłości dziecka, braku stałości i bezpieczeństwa w jego dotychczasowym życiu.

Postawienie dokładnej diagnozy, co z czego wynika, jest często niemożliwe i nie o to chodzi. Dlatego warto zadbać o pomoc i wsparcie, ale przed wczesnym jej szukaniem hamuje rodziców lęk przed oceną, poczucie wstydu i lęk.

Często nie są świadomi ewentualnych zagrożeń, natomiast mogą tkwić w złudnym i mylącym przekonaniu, że obdarzenie dziecka miłością wystarczy, by pokonać wszelkie trudy adopcji.

Warto przekonać ich, że nie chodzi tu jednak o niekompetencję – w pewnym sensie są bezbronni wobec ogromu problemów.

Oprócz gotowości do pokochania dziecka, potrzebne jest jeszcze rzetelne przygotowanie się do przysposobienia dziecka poprzez zdobywanie wiedzy, poznawanie siebie, urealnienie własnych oczekiwań, wypracowanie wspólnej strategii postępowania wobec adoptowanego dziecka, dbałość o udzielanie sobie wsparcia czy korzystanie z pomocy, np. psychologa.

Świadome pogodzenie z faktem, że nie mogą mieć własnego dziecka oraz wiedza o mechanizmach, jakie rządzą światem dziecka adoptowanego i zdawanie sobie sprawy z trudności wychowawczych, jakie sprawia młoda osóbka, która stoi przed koniecznością zaadaptowania się do nowych warunków, pozwala uniknąć poczucia winy, przeciwdziała kumulowaniu się negatywnych emocji w dziecku i w rodzicach adopcyjnych, ułatwia podjęcie decyzji o szukaniu profesjonalnej pomocy. Często pomaga to w uwolnieniu się od źle rozumianego wyobrażenia o rodzicielskiej miłości, przejawiającej się w chęci wynagradzania dziecku doznanych w przeszłości krzywd, ignorowaniu dyscypliny. Takie metody działania potęgują tylko problemy z dzieckiem adopcyjnym. Pojawiają się kradzieże, rozboje, handel narkotykami, złe oceny w szkole itp. I tu przed rodzicami stoi bardzo trudne zadanie umiejętności stawiania granic, współpracy i wypracowywania wspólnych rozwiązań związanych z wychowywaniem dzieci, konsekwencji, cierpliwości w ciągłym powtarzaniu reguł, bez agresji czy przemocy, kształtowaniu świata wartości, szacunku wobec malucha. Trzeba mieć świadomość, że problemy z adoptowanym dzieckiem nigdy nie są tylko i wyłącznie winą dziecka czy konsekwencją jego trudnej przeszłości. Nieporozumienia powstają na styku rodzice adopcyjni-dziecko.

Naukowcy przypuszczają, że społeczno-emocjonalne urazy we wczesnym okresie życia dzieci, które zostały później adoptowane, mogły spowodować zmiany w mózgu, które odpowiadają za przedwczesne dojrzewanie ważnych ścieżek nerwowych.

To wczesne dojrzewanie mózgu skutkuje później stymulacją przysadki mózgowej i włączeniem ścieżek hormonów, które powodują dojrzewanie. Adoptowane dzieci 25 razy częściej niż inne grupy dzieci przechodzą przedwczesne dojrzewanie.

Dorastające nastolatki dają się we znaki niejednej mamie i tacie. Jeszcze trudniej mają rodzice adopcyjni. Muszą liczyć się z nieprzewidywalnością przysposobionego dziecka i jego dziwnymi czy niezrozumiałymi reakcjami.

Często też czują się bezradni i nie wiedzą, co począć, dlatego powinni zawsze móc skorzystać z pomocy i wsparcia psychologa rodzinnego.

Niektórym parom, które zaadaptowały dziecko, udaje się, mimo wcześniejszych wielu nieudanych prób, doczekać się swojego własnego potomka. Do tej pory nie ma naukowego wyjaśnienia tego fenomenu.

Innym przychodzi borykać się z kryzysami w małżeństwie, bowiem problemy poadopcyjne w relacjach partnerskich nie są rzadkie.

Zbyt duże zaabsorbowanie opieką nad maluchem skutkuje obniżeniem jakości związku małżeńskiego co nie służy rodzinie, dlatego trzeba umieć zachować zdrową równowagę.

Mimo wielu trudów, a nawet bólu i łez, adopcja dziecka to cudowny dar, który warto pielęgnować, cieszyć się nim i chronić go. Dopiero czas pokaże jego wartość.

Anna Czajkowskapedagog, logopeda, trener

Gdy adoptowane dziecko wyrasta na… bandytę

HISTORIA PEWNEJ ADOPCJI

Moi sąsiedzi adoptowali syna. Miał wtedy kilka miesięcy, w szpitalu pozostawiła go matka,alkoholiczka i narkomanka. A moja sąsiadka, Maria, nie mogła mieć dzieci i pojawienie się w jej domu Maćka było dla niej i jej męża Jerzego niezwykłym wydarzeniem.

O dziecko starali się od dawna, ale okazało się, że nie mają najmniejszych szans na własne. Wszyscy mówili„Patrzcie, jaka to ironia.

Maria i Jerzy mają wszelkie warunki, by być rodzicami, pieniądze, wykształcenie, siłę do wychowania dzieci, a jednak im nie wychodzi…”.

Udało się jednak szczęśliwie zakończyć skomplikowany proces adopcyjny i wymarzony maluch wylądował w drogim łóżeczku renomowanej firmy. Maria i Jurek znakomicie dawali sobie radę z Michałem.

Miał wszystko, ale także troskę rodziców, a gdy trzeba było – karę za przewinienia. Nie pobłażali mu, ale byli też sprawiedliwi.Oczywiście dowiedział się, że został adoptowany, ale nie chciał poznać swojej biologicznej matki.

Skończył liceum i wszyscy byli przekonani, że pójdzie na prawo i tak jak Marysia i Jurek zostanie adwokatem.

I nagle stało się coś niezrozumiałego. Maciek z dnia na dzień zmienił styl ubierania się, zaczął zachowywać się niezwykle wulgarnie, przystał do bandy miejscowych dresiarzy i paradował po okolicy z panienkami podejrzanej konduity. W miesiąc po tej “przemianie” wylądował na komisariacie, bo został przyłapany na kradzieży w supermarkecie.

To był kamyk, który rozpoczął lawinę. Wyrok za kradzież auta, pobyt w ośrodku odwykowym dla narkomanów, wyrok za pobicie kolegi… Rodzice załamywali ręce. Gdzie zrobili błąd? Czy za bardzo rozpieszczali Maćka? A może właśnie niedostatecznie go kochali? Ich znajomi byli zdania, że do głosu doszły geny chłopaka, ale zdaniem Marii i Jerzego to było zbyt dużym uproszczeniem.

Co się stało?

  • KOCHAĆ W IMIENIU PRAWDZIWYCH RODZICÓW
  • Sam moment, gdy adoptowane dziecko pojawia się w nowym domu, jest zaledwie początkiem całego procesu… O jego konsekwencjach, o potrzebach adoptowanych dzieci DZIENNIK rozmawia z psycholog Katarzyną Miller.

Co się stało, że Maciek w opisanej przez nas historii zachował się tak, jakby tych lat troski zastępczych rodziców w ogóle nie było? Zasadnicza sprawa: kiedy dowiedział się o tym, że jest adoptowany? Gdy był już dużym chłopcem? No właśnie… Adopcji, jak zresztą niczego, oczywiście licząc się z możliwościami rozumienia przez dziecko, nie można trzymać w tajemnicy. Musi ono wiedzieć od samego początku, że jest adoptowane. „Tak, jestem twoją opiekunką z wyboru, bo bardzo chciałam z tobą być, ale miałeś inną mamę, która nie mogła cię wychować, ale cię urodziła i jest jedyną twoją mamą biologiczną – tak się mówi.

No tak, ale przecież widział, że ma zapewnione fantastyczne warunki w domu: miłość, akceptację rodziców, ich troskę… A skąd pani to wie, że miał wszystko? W końcu w inteligenckich, prawniczych rodzinach, gdzie wychowują się dzieci biologiczne, też może się wiele zdarzyć. Mało mamy takich przykładów? Tak naprawdę nie wiemy, co się stało w tym wychowaniu. Można natomiast przypuszczać, że rodzice zastępczy mieli dobrą wolę.

Czy powiedzenie, że do głosu doszły geny chłopaka, bo matką była osoba z marginesu społecznego, nie jest niesprawiedliwe? Nie jest niesprawiedliwe, bo jest możliwe obciążenie genetyczne. Przecież ciąża tego dziecka, jak się można domyślać, nie przebiegała tak, jak powinna, mogła być dla niego bardzo trudna.

Sam “zamysł” tego dziecka mógł być nieświadomy. To wszystko się w pewien sposób “odkłada” w pamięci dziecka. Człowiek ma pamięć komórkową i zapisuje wszystko, czego doznał w życiu, a nawet przed nim. Dla dziecka jest ważne, czy jest planowane, jak dochodzi do zapłodnienia, czy jest oczekiwane, jak jest witane – to wszystko wpływa na to, jaki ten człowiek później jest.

Idąc tropem Berta Hellingera, niemieckiego terapeuty, który wprowadził do psychoterapii typ pracy z tak zwanymi ustawieniami rodzinnymi – dziecko adoptowane musi być kochane W IMIENIU jego prawdziwych rodziców. Dla dziecka jest to wielka różnica, na przykładzie Michała z naszej opowieści przekonujemy się, że się zbuntował, bo nie wiedział, kim jest.

A od początku powinien wiedzieć, kim jest.

A czy takie adoptowane dzieci częściej uciekają, częściej pakują się w kłopoty, intensywniej domagają się miłości, zainteresowania? Najprawdopodobniej w takich sytuacjach w pewien sposób odbija się ta nieszczęsna tajemnica adopcji. Adoptowane dzieci buntują się, przestają akceptować sytuację, w jakiej się znalazły. Ukryte problemy wychodzą z mroku. To może mieć implikacje dla tożsamości takiego człowieka, bo naprawdę chciałby wiedzieć, do kogo przynależy, skąd jest.

I szuka swojego miejsca na ziemi? Tak, i albo je znajduje, albo nie. Nie wiadomo, czy zastępczy rodzice powiedzieli takiemu dziecku, kim byli ci biologiczni. Czy pomogli mu zrozumieć, że on za nich nie odpowiada.

Michał może się dowiedział, że matka była narkomanką i nieświadomie chciał się do niej zbliżyć. Nie dowiedział się, nie uwierzył, że może wybierać. Proszę zauważyć: nasze biologiczne dzieci czasami pytają, „Czy ja jestem twoją córeczką, czy mnie nie podrzucono?”.

Jeśli one mają takie myśli, to co dopiero muszą czuć te, które dowiadują się, że tak było naprawdę? To bardzo trudne tematy, w końcu każdy chciałby mieć zdrową, szczęśliwą rodzinę. Dzieci, których z różnych przyczyn nie mogli wychowywać biologiczni rodzice, nie są wyjątkiem.

I ich związki później, tak samo jak wszystkich innych ludzi, podlegają wpływom z przeszłości.

Leave a Reply

Your email address will not be published.