Decyzja o rozstaniu i rozwód

W tym odcinku poruszamy trudny i jednocześnie ważny temat. Rozmawiamy o tym jak podjąć decyzję o rozwodzie, kiedy łączą nas wspólne sprawy. Gościem specjalnym jest prawnik Łukasz Latosiński.

 Decyzja o rozstaniu jest zawsze skomplikowana i trudna. Wiążę się także z konsekwencjami prawnymi. Podstawowe problemy to kwestie majątkowe i opieki nad dziećmi.

Prawnik wyjaśnia jakie są różnice w ustawodawstwie dotyczącym par, które są małżeństwem i tych, żyjących w związku nieformalnym.

Decyzja o rozstaniu i rozwód

Łukasz Latosiński udziela porad tym osobom, które planują się rozstać. Wyjaśnia jak wygląda kwestia podziału majątku po rozwodzie lub po rozstaniu. Tłumaczy temat orzekania o winie i alimentów w przypadku małżeństw i związków partnerskich. Mówi o podziale opieki nad dziećmi.

Mamy nadzieję, że ten odcinek będzie pomocny osobom, które planują podjąć tak ważną decyzję jak rozstanie.

[Dorota] – Witajcie w kolejnym odcinku Strefy Kobiet QUIOSQUE. Dzisiaj podejmiemy temat, który jest  trudny, ale jest ważny. Będziemy rozmawiać o tym, jak podjąć decyzję o rozwodzie, kiedy łączą nas wspólne sprawy. Zaprosiliśmy do studia Łukasza Latosińskiego, witaj Łukasz.

[Łukasz] – Cześć, dzień dobry.

[Dorota] – Łukasz jest prawnikiem, jest specjalistą w dziedzinie prawa rodzinnego i cywilnego, i ma też swój kanał Prawo Łukasza.

W dzisiejszym programie postaramy się rozwikłać najważniejsze kwestie dotyczące tego tematu.

Łukasz, decyzja o rozstaniu jest zawsze skomplikowana, jest zawsze trudna i wiąże się też z problemami prawnymi. Powiedz, z jakimi problemami ty się najczęściej spotykasz?

[Łukasz] – Jeśli mówimy o sprawie rozwodu, czyli zakończenia związku małżeńskiego, to podstawowymi kwestiami są oczywiście kwestie majątkowe i opieki nad dziećmi.

Kwestie majątkowe przy ustawowej wspólnocie majątkowej, która najczęściej funkcjonuje w Polsce, to jest kwestia podziału majątku. To jest podstawowe. Także kwestia dzieci, opieki i kontaktu z nimi.

To tak naprawdę te dwa działy są największym problemem przy rozwodzie.

[Dorota] – Na pewno łatwiej się rozstać, kiedy się nie jest w związku formalnym. Powiedz nam, jakie są różnice? Na co musimy się nastawić, kiedy chcemy się rozwieść, a na co, kiedy jesteśmy w związku nieformalnym?

[Łukasz] – Oczywiście. Jeżeli nie mamy małżeństwa, bo w Polsce związków partnerskich nie ma, więc mamy do czynienia jedynie z małżeństwem jako związkiem formalnym, to musimy go zakończyć przez rozwód. Czyli sąd okręgowy, rozprawy, dowody, cała procedura.

Gdy mamy związek nieformalny, który nie został nigdzie zarejestrowany, to teoretycznie wystarczy, że powiemy sobie „do widzenia”, wychodzimy i koniec. No ale prawda jest taka, że za związkami nieformalnymi, też stoją problemy, bardzo często te same, co za związkami małżeńskimi.

Kwestie majątkowe i dzieci.

[Dorota] – A co radzisz osobom, które zamierzają podjąć taki krok, zamierzają się rozstać, zanim jeszcze do tego dojdzie?

[Łukasz] – Jeżeli chodzi o związek nieformalny, to pytam, jak wygląda ich sprawa majątkowa, bo to jest kwestia później rozliczeń wzajemnych.

Czy były nabywane wspólnie nieruchomości, czy mają wspólny samochód, jak z kredytami, bo i takie rzeczy się zdarzają, że osoby w związkach nieformalnych biorą kredyty, kupują mieszkania, kupują samochody. Druga rzecz – dzieci.

Czy są małoletnie dzieci, kto ma nad nimi sprawować opiekę, jak ma wyglądać kontakt? Tak naprawdę te pytania przy związkach formalnych i nieformalnych są dokładnie takie same.

[Dorota] – Skoro zaczęliśmy o tych sprawach majątkowych rozmawiać, to jak to właśnie wygląda? Po rozwodzie i po rozstaniu się w związku nieformalnym.

[Łukasz] – To zacznę od rozwodu, bo jest prostszy. W rozwodzie sąd ostatecznie, w wyroku rozwodowym, rozdzieli majątek. Ustali, które składniki majątkowe należą się żonie, a które mężowi.

Czyli może przysądzić własność nieruchomości na rzecz żony, przy której zostają dzieci, ale jednocześnie nakazać spłatę jakiegoś tam ułamka wartości na rzecz męża.

Można to rozłożyć na raty, nie musi być oczywiście tak, że dwadzieścia tysięcy żona musi zapłacić mężowi w momencie, kiedy kończy się sprawa rozwodowa.

[Dorota] – A czy, żeby nabrało to mocy prawnej, zawsze musi to przechodzić przez sąd?

[Łukasz] – Tak, jeżeli mówimy o rozwodzie, musi być sąd, musi być wyrok prawomocny.

W pierwszej instancji jest to sąd okręgowy, jeżeli strony  nie zgadzają się z rozstrzygnięciem, bo może się tak zdarzyć, dość często się tak zdarza właśnie w kwestiach majątkowych, strony, albo jedna z nich, składają apelacje. Wtedy sąd apelacyjny wydaje wyrok i taki wyrok jest prawomocny, i dopiero w tym momencie kończy się małżeństwo.

[Dorota] – A co z mieszkaniem? W związku formalnym, kiedy dwie strony zakupiły mieszkanie poprzez wspólny kredyt, ale także w związku nieformalnym, kiedy też obie strony włożyły w tą inwestycje pieniądze.

[Łukasz] – Związki nieformalne są o tyle ciekawe, że nie ma uregulowania ustawowego na rozliczenie nakładów. Sądy zastanawiały się, w jaki sposób rozliczać. Jednoznacznie uznały, że nie można tego rozliczać tak samo, jak rozwód, bo to nie jest małżeństwo.

Ostatecznie, skracając to wszystko, stanęły na stanowisku, że powinno się rozliczać tak, jak przy zakończeniu spółki cywilnej. To jest dość prosty układ, bo wylicza się, ile ktoś włożył do majątku i taki udział w majątku wspólnym, jest jego.

Czyli, jeżeli strony kupiły mieszkanie za sto tysięcy złotych, kobieta dała siedemdziesiąt tysięcy, a mężczyzna trzydzieści, to 3/10 jest jednego z nich, 7/10 drugiego.

Oczywiście bardzo trudno jest podzielić mieszkanie, żeby mieć z niego 3/10, więc sąd prawdopodobnie przysądzi własność na rzecz tego, kto dał więcej i nakaże spłacić tego drugiego partnera.

[Dorota] – Rozumiem, ale w związku formalnym jest pewnie troszkę inaczej?

[Łukasz] – W związku formalnym jest trochę prościej, bo są na to przepisy w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, które mówią, że jeśli nie zostało to określone inaczej, to małżonkowie są właścicielami po połowie. Tak naprawdę, jeśli miałoby to wyglądać inaczej, strony by musiały mieć zawartą wcześniej intercyzę i rozdzielność majątkową. Wtedy podział majątku jest dużo prostszy.

[Dorota] – Mówi się, że przy rozstaniu zawsze dwie strony są winne, ale sąd bardzo często orzeka jednak o winie jednej ze stron. Jak różni się ta sytuacja dla osoby, która uznana jest za winną?

[Łukasz] – Powiem ci, że najczęściej słyszę, że winna jest teściowa, a nie obie strony naraz. Prawda jest taka, że sąd przy rozwodzie może uznać brak winy obu stron, jeżeli jest zgodny o to wniosek.

Strony nie chcą się rozwodzić z orzeczeniem o winie, wtedy sprawa kończy się najczęściej na jednej rozprawie, jeśli nie ma dzieci. Jeżeli mamy do czynienia z orzeczeniem o winie, to może być orzeczenie o winie jednej strony, obu stron, albo sąd i tak może uznać, że nie będzie tej winy orzekał.

Orzeczenie o winie ma tak naprawdę tylko znaczenie w przypadku alimentów na byłego małżonka. W pozostałym zakresie nie ma to większego znaczenia.

[Dorota] – W jakiej sytuacji może ta strona wystąpić o alimenty?

[Łukasz] – Jeżeli mamy do czynienia z małżonkiem wyłącznie winnym rozpadu pożycia, to ten małżonek może być zobligowany do zapłaty alimentów na rzecz swojej byłej żony, byłego męża.

Wtedy, gdy tej osoby, która nie jest winna, sytuacja majątkowa staje się gorsza w wyniku rozwodu.

Czyli jeśli ma mniej pieniędzy, mniej zarabia, musi obniżyć stopę życiową, to może żądać od małżonka wyrównania tej stopy do poziomu, który był wcześniej.

[Dorota] – Był przed rozwodem?

[Łukasz] – Był przed rozwodem, tak.

[Dorota] – A co w przypadku dzieci? To jest temat, który bardzo często się pojawia i rodzi się takie pytanie, co z dziećmi, kiedy zamierzamy się rozstać.

[Łukasz] – To jest oczywiście największy problem w przypadku rozwodów, bo dzieci na rozwodzie bardzo cierpią, tak czy inaczej. Co więcej, podstawowa zasada kodeksu rodzinnego mówi o tym, że najważniejsze jest dobro dziecka.

Czyli, jeśli są wszystkie przesłanki za tym, żeby sąd przyznał rozwód, a dojdzie do wniosku, że to się sprzeciwia dobru dziecka, to tego rozwodu nie udzieli. Należy o tym pamiętać, że sąd taką kompetencję ma. To dobro małoletnich dzieci jest zdecydowanie najistotniejsze.

Sąd będzie badał, co dla dzieci jest lepsze, czy żeby zostały przy matce, co jest zdecydowaną większością spraw w Polsce, to się powolutku zmienia i dobrze, że się zmienia.

[Dorota] – Jak się odnosisz właśnie do tego tematu?

[Łukasz] – Prawda jest taka, że przez dziesiątki lat uważano, że dla dziecka jest lepiej, żeby zostawało z matką w przypadku rozwodu i sędziowie trochę mechanicznie przez wiele lat powielali ten schemat.

W tej chwili najnowsze doświadczenia psychologii mówią, że to wcale nie jest takie jednoznaczne i trzeba za każdym razem zbadać konkretny przypadek.

Czy dla dziecka nie jest czasem lepiej, żeby zostało przy ojcu, a nie przy matce? Tak, czy inaczej, jeżeli dzieci zostaną przy, zostańmy przy tym modelowym, najczęstszym, czyli przy matce, to trzeba ustalić kontakty ojca z dzieckiem.

Co ile ojciec może się z nimi spotykać, co ile ma prawo, nie tylko prawo, ale i obowiązek. Też należy o tym pamiętać, że kontakt dzieci i rodziców, to prawo, ale też i obowiązek, zarówno dzieci, jak i rodziców.

[Dorota] – Wcześniej wspomniałeś, że może być nawet tak, że sąd nie udzieli rozwodu, jeżeli będzie to ze szkodą dla dzieci. Znasz takie przypadki?

[Łukasz] – One się zdarzają, dość rzadko, ale jeżeli dziecko jest w takim wieku, że sąd wychodzi z założenia, żebyśmy dali temu małżeństwu jeszcze trochę potrwać, żeby dziecko zrobiło się jeszcze trochę starsze, wtedy szkody dla jego psychiki będą mniejsze. Mniej więcej tak brzmią te wyroki. Sąd nie daje wyroku rozwodowego i mówi „poczekajcie, niech dziecko będzie trochę starsze”.

[Dorota] – Jeśli chodzi o alimenty, mówiliśmy o ewentualnej konieczności płacenia byłego współmałżonka na rzecz osoby, która była poszkodowana w związku, ale też są inne alimenty, które należy płacić na dzieci, ale i na partnerów. Czy chodzi tylko o partnerów, którzy pobrali się, mieli ślub, czy niekoniecznie?

[Łukasz] – To w takim razie najpierw te alimenty dotyczące partnerów, bo skończmy ten wątek. To dotyczy tylko małżeństwa. Jeżeli mamy związek nieformalny i on się rozpada, on się kończy, to tam tych alimentów pomiędzy stronami nie ma i żaden sąd ich nie zasądzi.

Z punktu widzenia prawa, te osoby są sobie obce. Niestety, albo na szczęście, biorąc pod uwagę to, z której strony będziemy ewentualnie stali. Jeżeli chodzi o alimenty na dzieci, to jest taka instytucja, która ma zapewniać tym dzieciom byt.

See also:  Czego może żądać żona przy podziale majątku - czy muszę jej zapewnić mieszkanie?

Jeżeli małżonkowie byliby dalej małżeństwem, to oboje łożyliby na te dzieci, oboje by je utrzymywali.

Jeżeli dzieci zostają przy matce, to w tym momencie niejako znika też ekonomicznie z tego równania, dlatego sąd może nałożyć na niego obowiązek płacenia pewniej kwoty pieniędzy na każde z tych dzieci.

Ta kwota się zmienia, ona w zależności od wieku, od potrzeb dziecka, może być większa lub mniejsza, ale też w zależności od możliwości finansowych ojca. Jeżeli ojciec straci dobrze płatną pracę, to może nie być w stanie płacić takich alimentów, które sąd pierwotnie zasądził. Wtedy może złożyć do sądu odpowiedni wniosek o obniżenie tych alimentów. Dziecko z kolei może żądać też podwyższenia.

[Dorota] – Teraz jest w ogóle chyba bardziej restrykcyjne prawo, jeśli chodzi o ściąganie tych alimentów. To się zmieniło w ostatnim czasie.

[Łukasz] – Tak, jest rzeczywiście większy nacisk na to, żeby osoby, które nie alimentują dzieci, były pociągane do odpowiedzialności. Jest przepis karny o nie alimentacji. Uporczywej nie alimentacji, czyli nie takiej, że raz czy dwa razy zdarzyło mi się nie zapłacić alimentów, tylko to trwa przez dłuży okres. W tym momencie nawet odpowiedzialność karna wchodzi w rachubę.

[Dorota] – Dziękuję ci Łukaszu za dzisiejsze spotkanie, twoje rady są na pewno bardzo cenne, szczególnie dla osób, które chcą podjąć tak trudną, życiową decyzję.

[Łukasz] – Ja również bardzo dziękuję za zaproszenie, mam nadzieję, że te kilka uwag przyda się osobom, które będą nas oglądać. Rozwodu nie należy się bać, trzeba go oczywiście dobrze przemyśleć, myśląc też o dobru dzieci i o kwestiach majątkowych, ale wszystko jest do zrobienia.

  • [Dorota] – Pamiętajcie też o subskrybowaniu naszego kanału, o wciskaniu w dzwoneczek po to, żeby być z nami na bieżąco.
  • [Łukasz] – A ja z kolei, jeżeli nie znudziliście się jeszcze tematami prawnymi, zapraszam do mnie na Prawo Łukasza.
  • [Dorota] – I zapraszamy do oglądania kolejnego odcinka Strefy Kobiet QUIOSQUE.
  • [Łukasz] – Dzięki i do zobaczenia.
  • [Dorota] – Do zobaczenia.

Podobne artykuły:

Intercyza i rozdzielność majątkowa
Strefa kobiet. Toksyczna rodzina- jak się od niej odciąć?
Stylizacje na rodzinne uroczystości
Stylizacje na Święta Wielkanocne

Ostatnia deska ratunku przed rozwodem. Kiedy podjąć decyzję o separacji?

Gdy małżeńskie konflikty narastają, a ciche dni przeważają nad rozmowami i wspólnym spędzaniem czasu, pary coraz częściej myślą o tym, by się rozstać. Pod wpływem emocji nietrudno podjąć decyzję o ostatecznym rozwiązaniu, czyli o rozwodzie.

Prawo w Polsce daje jednak małżonkom szansę na odbudowanie relacji poprzez ustanowienie separacji. Jest to orzeczenie zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego, lecz, w odróżnieniu od rozwodu, para nadal pozostaje w formalnym związku.

Jak rozpoznać, czy dla nas lepsza będzie separacja, czy rozwód?

Co mówi prawo, czyli jakie skutki pociągają za sobą obie opcje rozstania

Rozwód jest następstwem zupełnego i trwałego rozpadu pożycia – małżonkowie nie widzą więc żadnej możliwości dalszego, wspólnego życia. Dochodzi do niego na podstawie wniosku jednego lub obojga ludzi oraz orzeczenia sądu rodzinnego.

Natomiast separacja to jedynie uchylenie wspólnoty małżeńskiej, a jej skutki zawsze da się cofnąć. Po rozwodzie każde z byłych małżonków może wziąć kolejny ślub, a po separacji jest to niemożliwe. Jak podjąć właściwą decyzję? Przede wszystkim zastanowić się nad tym, jak będzie wyglądała nasza przyszłość bez tej drugiej osoby.

Wnioskując o rozwód, trzeba być przygotowanym na podział majątku, ustanowienie władzy rodzicielskiej nad dziećmi czy kwestie formalne, jak zmiana nazwiska i dokumentów. Warto zapytać samego siebie, czy wyobrażamy sobie życie dalej dzielone ze współmałżonkiem i jakie uczucia do niego żywimy.

Zawsze można też poprosić o pomoc specjalistów z naszej Kancelarii Adwokackiej Chojka, którzy nie tylko przeprowadzą sprawę rozwodową, ale także pomogą rozstać się w zgodzie.

Separacja czy rozwód? Oto jest pytanie… na które trzeba odpowiedzieć

Każda z powyższych decyzji pociąga za sobą skutek w postaci rozstania małżonków, lecz dzieje się to nieco inaczej. W przypadku rozwodu ustają wszelkie relacje pomiędzy nimi i stają się oni dla siebie zupełnie obcymi ludźmi. Sprawa wygląda nieco inaczej, gdy z byłego już małżeństwa zrodziło się dziecko.

Kobieta i mężczyzna nie przestają bowiem być rodzicami wraz z ustaniem formalnego związku, ale oboje mają obowiązek zapewnić małoletnim członkom rodziny odpowiednie warunki życia. Sąd ustala, jakie prawa do dzieci ma każde z rodziców, które z nich musi płacić alimenty i jak często może widywać się z pociechą.

Separacja to po prostu rozdzielenie małżonków od siebie; nie idzie za tym formalne rozwiązanie ślubu. Zwykle jej ustalenie jest łatwiejsze niż orzeczenie o rozwodzie, ale istnieją przesłanki uniemożliwiające życie w separacji.

Są to na przykład: ciężka choroba któregoś z małżonków albo ryzyko, że na rozstaniu ucierpią wspólne dzieci, które nie przekroczyły jeszcze progu dorosłości.

Separacja jest za to dobrym wyjściem, gdy nie układa nam się w małżeństwie, ale wiemy, że istnieje szansa na odbudowanie relacji.

Rok temu podjęłam decyzję o rozstaniu. Gdzie jestem dziś?

“Uciekać, czy trwać – gdy sypie się związek” – to tak, jakbym czytała o sobie z tą drobną różnicą, że ja jestem 10 lat młodsza, a czuję się często jakbym była jeszcze 10 lat starsza od “Czterdziestolatki”…

Blisko rok temu podjęłam decyzję o rozstaniu, pomimo trójki dzieci, pomimo długów, pomimo wszystko. Z najstarszym dzieckiem omówiłam temat, byłam u prawnika, wniosek napisany (zresztą nadal sobie leży w bezpiecznym miejscu), myślę że ta decyzja była już przeze mnie podjęta podświadomie dwa lata wcześniej, tylko wtedy nie miałam siły czy odwagi, by zrobić ten pierwszy krok w tym kierunku.

Moją zeszłoroczną decyzję podjęłam samodzielnie, z pełną świadomością konsekwencji, jakie mogę ponieść zarówno ja, jak i dzieci, pewnie też nie do końca jestem obiektywna w ocenie mojego małżeństwa, zresztą trudno być obiektywnym wobec sytuacji, która dzieje się bezpośrednio w Twoim domu.

Mój mąż też nie patrzy na nasz związek w sposób obiektywny. Rok temu nie chciało mi się żyć, jedyne co mnie trzymało jeszcze przy życiu to dzieci, ich obecność, ich bezwarunkowa miłość i to, że dla nich nie jestem głupia.

W takim stanie trafiłam na terapię indywidualną, bardzo mi pomogła, dobrze było się przed kimś otworzyć, wypłakać, nie narażając się na śmieszność i szyderstwa, usłyszeć skąd nawet moje “złe” zachowania się biorą, ktoś mi wreszcie wskazał jak popracować nad sobą, a przy tym nikt mi nie radził, nie mówił “na Twoim miejscu…”. Nie znoszę tego, bo nikt nie może się postawić w mojej sytuacji i nikt nie może jej ocenić, ja też nie mogę tego zrobić w przypadku innej osoby.

Wystarczyło kilka spotkań i kilka tygodni intensywnego myślenia i pracowania nad sobą, by odzyskać wiarę w siebie, by poczuć swoją wartość i przekonać się, że wcale nie jest się idiotką, że ma się realne i zdrowe oczekiwania od związku.

W przeciwieństwie do “Czterdziestolatki” ja mam bardzo mało wiary w wierność w swoim małżeństwie, były “przyjaciółki”, dla których byłam oszukiwana, właśnie z powodu jednej z nich dwa lata temu miałam już dość swojego małżeństwa, albo z ich strony padały dwuznaczne propozycje albo ze strony mojego męża padały słowa i gesty, których w stosunku do mnie od dawna nie używał.

No więc blisko rok temu z mojej strony padło hasło “rozwód”, usłyszałam oczywiście podobnie jak “Czterdziestolatka”, że to ja chcę rozwodu, a nie On, a ja wytłumaczyłam, że żadna kobieta przy zdrowych zmysłach nie pragnie rozwodu, że to nie jest marzenie kobiety, ale że innej opcji w tej chwili nie widzę, brak rozmów, brak z jego strony inicjatywy do takich rozmów, a z czym nie miał problemu z “przyjaciółkami”. Z kolei gdy to ja wychodziłam z inicjatywą to napotykałam mur “nie chcę teraz z Tobą rozmawiać” , a jak już udało mi się go skłonić do takiej rozmowy, to potem były zarzuty, że ja nie szanuję jego uczuć, bo zmuszam go do rozmów. Albo zarzuty, że chcę późnym wieczorem rozmawiać. No cóż, mając trójkę dzieci ciężko wygospodarować czas i miejsce do tego typu rozmów.

Gdy pytałam dlaczego się przede mną nie otwiera, to słyszałam różne tłumaczenia, na przykład, że nie ma do mnie zaufania – zawsze starałam się być dla niego oparciem i być lojalną, stać za nim murem jeśli np. miał problemy z rodzicami.

Albo że nie chciał mnie martwić, z “przyjaciółką” omawiał problemy w firmie, do mnie przychodził z gotowym rozwiązaniem, albo nie mówił nic, oczekiwał, że jakby do mnie przyszedł i powiedział mi “straciłem pracę” to spotka się ze zrozumieniem, w momencie gdy wcześniej otwierał się przed obcą kobietą, mówił jej o problemach, wprowadzając mnie w fałszywe bezpieczeństwo.

Ją wspierał w czasie ciężkiej choroby, jeździł do niej, okłamywał mnie przy tym “bo miałabyś coś przeciwko” … Gdy to ja się martwiłam o swoje zdrowie, nie miałam w nim żadnego oparcia, byłam sama ze strachem, bólem… Tak, żyłam w kłamstwie, a każde kłamstwo pociągało za sobą kolejne, każde kolejne wgniatało mnie mocniej w glebę.

Cóż, obiecał pracę nad naszym związkiem, ja zresztą nie wypierałam się swoich błędów, również obiecałam pracę nad sobą, nad nami.

Niebawem minie rok od tej rozmowy – co się zmieniło? Mam więcej, dużo więcej pomocy w domu, dzieci nie są już tylko w wygodnych dla Niego sytuacjach nasze, ale bez względu na sytuację są nasze i wspólnie omawiamy ich sprawy, nie zostaję z tym sama. Brudy które się odkładają w domu nie są już tylko moje, są nasze i razem je sprzątamy.

Czy coś się zmieniło w naszym związku? Próbuję się otwierać na ten związek, choć coraz częściej czuję, że jest to praca jednostronna, że ja nadal uchodzę w jego oczach za idiotkę, która może i nie jest najbrzydsza, ale nie jest mądra, że za mnie trzeba się wstydzić.

Gdy mam problem z emocjami i potrzebuję jego wsparcia, to spotykam się z milczeniem, gdy on ma problem staram się jakoś pomóc, choćby zapewnieniem, że dla mnie pewne sprawy nie są istotne, że jeśli chce to coś robić, to tylko dla siebie, nie chcę być twardą babą, która nakaże mu coś robić, chcę by miał w danej sprawie swój własny wybór, że to dotyczy tylko jego osoby, ciała i że ja mogę wysłuchać, zapewnić, że dla mnie jest ok, ale nie chcę wywierać nacisku, bo obawiam się, że mój nacisk skłoni go do myślenia: “nie jestem dla niej atrakcyjny, muszę popracować” .

See also:  Czy należą mi się wpływy z firmy założonej w czasie trwania małżeństwa?

Widzę jego starania jeśli chodzi o prezenty “mikołajkowe”, które otrzymuję co miesiąc – taką pokutę sobie wyznaczył, ale to nie o to chodzi, mówiłam mu.

Ja owszem, jak każda kobieta, lubię od czasu do czasu dostać jakiś prezent od męża, ale dla mnie największym prezentem byłoby pokazanie mi, że jestem dla niego osobą wartościową nie tylko wtedy, gdy zainteresuję się jego pasją, nie tylko wtedy, gdy robię coś, co jemu odpowiada.

Niebawem więc mija rok od “odłożenia” realizacji wniosku, a ja zaczynam się zastanawiać czy słusznie, czy ten rok był coś wart, czy czegoś mnie czy nas nauczył…

Jedno wiem, ja już nie szukam szczęścia, szukam radości.

A czy realna jest jeszcze naprawa tego, co posiadamy? Czy jednak za dużo wzajemnych żali, bólu, który ciągnie się za nami i nie jesteśmy w stanie mu sprostać, czy możliwe jest odbudowanie zaufania?

I tak jak “Czterdziestolatka” mogę napisać “Nie jestem już dla niego kobietą. A mnie nie pociągają mężczyźni, których nie pociągam.” i nie o walory zewnętrzne tu chodzi.

“Trzydziestolatka”

Kiedy podjąć decyzję o rozwodzie?

Nie odkładaj decyzji o rozwodzie w nieskończoność.

  • kłóć się „z klasą”, nie wywlekaj brudów tylko operuj konkretami
  • nie kieruje się emocjami
  • poradź się fachowców

Słowa- jaką mają moc i kiedy ranią najbardziej.

Jeśli się dobrze rozwiedziemy będziemy mieli zdrowsze psychicznie dzieci, dobre relacje z byłym mężem w przyszłości, będziemy w stanie usiąść razem przy jednym stole.

Kłócąc się i obwiniając zaprzepaszczamy coś, co jest najbardziej cenne: relacje, które mogą zaowocować w późniejszym życiu.

Więź z mężem bywa czasami bardzo silna, często zdarza się wychodzimy za mąż wcześnie, właściwie dojrzewamy, dorastamy razem, to silna relacja .

Byłoby dobrze usiąść wspólnie do Wigilii, spędzić razem komunię dziecka, ślub i cieszyć się jego szczęściem. Rodzice nie powinni być skłóceni.

Popatrzmy na nasz rozwód ze świadomością emocjonalną i przeprowadźmy go w zdrowy sposób, zdrowo dla kobiety, mężczyzny i dzieci. Jesteśmy przecież rodziną do końca życia. Rozwód jest jak operacja na otwartym sercu. Jest bardzo trudna, ale jest potrzebna i można przez nią przejść.

Jeżeli jednak będzie przeprowadzona przez złych fachowców, brudnymi narzędziami, to może się źle skończyć. Musimy mieć w sobie świadomość przejścia zdrowego rozwód z korzyścią dla całej rodziny.

Najlepszym rozwiązaniem jest rozwieść się ugodowo, szybko i przyjaźnie, ale nie za wszelką cenę.

Połowa kobiet i większość mężczyzn żyje z rozwodową traumą jeszcze 10 lat po rozwodzie. Przeciąganie sytuacji, w której wiadomo, że nie możemy dogadać się z drugą osobą, nie ma sensu.

Nie łudźmy się, że mąż zmieni zdanie i wróci do nas porzucając „młodszy model”. Im bardziej odwlekamy decyzję o rozwodzie, tym bardziej cierpimy i tym większe ryzyko, że padną złe, raniące słowa.

A nikt nie potrafi zranić  nas tak mocno i celnie, jak ktoś kto nas kochał i kogo kochaliśmy. Kto nas dobrze zna.

Im dłużej odwlekamy decyzję o rozwodzie tym bardziej narasta w nas żal i złość, zaczynają puszczać nam nerwy. Pamiętajmy, że lepiej rozwieść się w przyjaźni niż się ze sobą skłócić na zawsze. A w miarę upływu czasu, w niepewnej sytuacji, pojawią się kłótnie, przepychanki, wzajemne robienie sobie na złość.

Zdrada jest trudna do przełknięcia, trudno pogodzić się z myślą, że on nas już nie kocha, myślimy: „on wróci, może jeszcze nie czas, może spróbuję mu przebaczyć, może uda nam się jeszcze być razem, może nie będę się jednak rozwodziła.

Mimo że mąż dawno już się wyprowadził i ma drugą kobietę, ciągle mamy nadzieję, że do nas wróci, próbujemy go ściągnąć do domu, udajemy że jesteśmy chore, nieszczęśliwe, w depresji, piszemy płaczliwe sms-y, wysyłamy tęskne mejle albo zapewniamy o swojej miłości.

Tymczasem mężczyzna chce się wyzwolić, jest już na etapie budowania drugiego związku i w takiej sytuacji nie tylko ucieka, ale też staje się niemiły. Chce zniechęcić małżonkę do myśli, że może jeszcze wrócić.

Pojawiają się kłótnie.

Mówienie sobie przykrych rzeczy jest absolutnie niepotrzebne. Jeśli w dodatku są w tym wszystkim dzieci, to one cierpią najbardziej. Nie wiedzą za którym z rodziców się opowiedzieć, czują się winne, nienawidzą raz mamy, raz taty.

Nie doprowadzajmy do takich sytuacji. Nie budźmy wzajemnej nienawiści. Dajmy sobie szansę na lepsze życie. Im szybciej podpiszemy dokumenty i złożymy papiery rozwodowe tym lepiej.

Można to załatwić w trzy miesiące, oczywiście gdy możliwa jest ugoda.

Kiedy należy podjąć decyzję o rozstaniu? Oto 10 naukowo uzasadnionych sygnałów

Coraz częściej w głowie przygrywa ci „Should I stay or should I go”, gwiazdy na niebie układają się w strzałkę „zawróć”? Jeśli od jakiegoś czasu zastanawiasz się, czy powinieneś zakończyć relację, która nie daje ci satysfakcji, naukowcy mają dla ciebie kilka podpowiedzi. Świat psychologii jest pełen badań nad związkami, zwłaszcza tymi, które nie działają. Oto 10 sygnałów, które świadczą o tym, że rozstanie to najlepsze co możecie dla siebie zrobić.

1. Nieustanne krytykowanie

Nie chodzi o zwrócenie uwagi z powodu niezmytych naczyń. Dotyczy to raczej ciągłej krytyki osoby, a nie jej zachowań, które mogłyby zostać zmienione. To szkodliwe, nieużyteczne, często poniżające uwagi wyrażające brak życzliwości i podstawowej akceptacji.

Np. jeśli partner zostawił rozrzucone skarpetki, destrukcyjnym dla relacji zachowaniem byłoby wnioskowanie na podstawie tej konkretnej niedbałości o całej osobowości partnera lub wnioskowanie co do uczuć jakie względem ciebie żywi.

Zgodnie z teorią prof. Johna Gottmana krytykowanie jest jednym z tzw. czterech jeźdźców apokalipsy. Jeśli twój partner angażuje się w któreś z tych czterech zachowań i nie zmienia tego, mimo próśb i prób rozmów, rozważenie rozstania wydaje się konieczne.

2. Pogarda

Jeśli twój partner przewraca oczami (i nie jest to w żadnym wypadku urocze ani kokieteryjne) i odnosi się z lekceważeniem, kiedy opowiadasz o czymś, co jest dla ciebie ważne, oznacza to że do relacji wkradła się pogarda. To odczuwanie niechęci, braku szacunku połączone z poczuciem wyższości. Jeśli się to nie zmieni, najwyższy czas żeby się pożegnać.

3. Defensywność

Twój partner uważa, że najlepszą obroną jest atak? Próba rozwiązania konfliktu, prowadzi tylko do zaognienia konfliktu? Zwrócenie uwagi spotyka się z „za to ty zawsze…”.

Przyznajmy to: trudno zbudować bliskość z partnerem, który na obawy bliskiej osoby odpowiada swoimi uwagami (np.

na ”kochanie, przeszkadza mi, kiedy zostawiasz brudne naczynia na stole, czy mógłbyś je sprzątnąć”, słyszysz „Cóż, a mnie irytuje, gdy nie zmywasz naczyń”.

4. Obojętność

Brak zaangażowania w relację, wycofanie emocjonalne, zamykanie się w sobie, zmienianie tematu, unikanie kontaktu wzrokowego, wychodzenie z pokoju… Coś ci to przypomina?

Jeśli twój partner zamienia się w bryłę lodu, gdy poruszasz ważne dla siebie lub waszego związku kwestie, jest to czerwona flaga, która ostrzega, że lepiej zakończyć tę relację.

5. Rękoczyny

Przemoc fizyczna to wystarczający powód, by zakończyć związek. Chodzi o jakikolwiek akt agresji, który ma na celu wyrządzenie krzywdy partnerowi i jest przez niego niepożądany .

6. Przemoc psychiczna

Manipulowanie, poniżanie, kontrolowanie, zastraszanie (takie jak niszczenie rzeczy czy grożenie zabraniem dzieci), gaslighing…. To znak, że należy się czym prędzej ewakuować. Tym bardziej, że przemoc psychiczna bardzo często z czasem przekształca się w przemoc fizyczną –  wynika z badań opublikowanych w Journal of Consulting and Clinical Psychology.

7. Rozbieżne wartości

Przeciwieństwa się przyciągają, ale to podobieństwa pozwalają zbudować bliską relację. Religijność, poglądy polityczne, stosunek do pieniędzy – im bardziej rozbieżne tym bardziej będą kością niezgody.

„Chodzi o postrzeganie podobieństwa” – mówi  Erica Slotter, professor z Villanova University w Pensylwanii.„Jeśli uważam, że mój partner i ja jesteśmy do siebie podobni, to dobry zwiastun. To duża satysfakcja dostrzegać siebie w swoim partnerze.

Jeśli wszystko wskazuje na to, że więcej was różni, być może czas na znamienne „musimy porozmawiać”.

8. Nieproporcjonalne zaangażowanie

Jedna strona pragnie stabilizacji, druga wciąż nie jest pewna?  Za tym brakiem gotowości zazwyczaj stoi  coś jeszcze – brak pewności, czy to ta właściwa osoba i traktowanie relacji jako „tymczasowej”.

Ponadto osoba, która jest mniej zaangażowana ma zazwyczaj większa władzę. Taka sytuacja jest zagrożeniem dla związku. Mniej zaangażowana strona staje się coraz bardziej poirytowana naciskami strony zaangażowanej, druga zaś jest coraz bardziej sfrustrowana.

9. Zdrada

Historia zna przypadki, gdy zdrada okazała się tym, co scaliło nadpsuty związek. Niestety, jak pokazują badania istnieje większe prawdopodobieństwo, że osoba która dopuściła się zdrady, zrobi to ponownie – mówi Pepper Schwartz, socjolog z University of Washington.

10. Coraz mniejsza satysfakcja

Jeżeli twój związek nie pomaga ci w samorealizacji, jeśli się dzięki niemu nie rozwijasz, to może być znak, że relacja obumiera. .

(I odwrotnie, gdy partner pomaga w osiąganiu osobistych celów, w związku czujemy się szczęśliwi). Najpierw warto dołożyć do ogniska, spróbować poszukać spełnienia potrzeb w ramach przyjętych norm poza związkiem.

Jeśli to nie pomaga, zaangażowanie w relację spada, pojawia się uczucie wypalenia i ryzyko zdrady.

Zwiastun końca czy gorszy moment?

Nie każda rysa jest zaproszeniem do rozstania. W wieloletnie związki wpisane są przecież wzloty i upadki. Jak więc rozpoznać czy to chwilowy kryzys czy związek chyli się ku upadkowi?  Nie ma prostej odpowiedzi.

Badanie z 2002 roku opublikowane przez Institute for American Values wykazało, że 3 na 4 nieszczęśliwe małżeństwa wychodził z kryzysu po 5 latach.

Jak czytamy w czasopiśmie Social Networks and the Life Course w badaniu przeprowadzonym w 2018 roku na ponad 1600 par udowodniono, że wykres zadowolenia i czasu spędzonego razem przybiera kształt litery U: satysfakcja stopniowo spada w ciągu pierwszych 20 lat małżeństwa, by a następnie poszybować w górę.

To jednak nie musi być twoja historia i jeśli czujesz się głęboko nieszczęśliwy w swojej relacji, weź pod uwagę opublikowane czasopiśmie Social Forces badanie z 2005 roku. Pokazuje ono wyraźnie, że ludzie, którzy tkwią w niesatysfakcjonujących małżeństwach są bardziej nieszczęśliwi i skarżą się na gorszy stan zdrowia niż ci, którzy się rozwiedli. Nie takie rozstanie straszne, jak je malują!

Na podstawie: www.livescience.com

Na rozstajach rozstania

Rodzina i związki , Praktycznie

19 lutego 2019

See also:  Zdrada w czasie nieformalnej separacji

Wanda Sztander

Rozwód zawsze oznacza rozstanie. Rozwód jest kamieniem milowym w naszym życiu. Po nim już nic nie jest takie samo.

Po rozwodzie rozstajemy się z nadzieją, czasem ze złudzeniami i z oszustwem emocjonalnym wobec siebie, z wmawianiem sobie przez lata, że jest inaczej niż jest. Rozstajemy się z własnym lękiem i wstydem.

Bywa, że rozstajemy się z jakimś obrazem siebie – czasem z tym lepszym niż życie ostatecznie pokazuje, czasem z gorszym, gdy po rozwodzie odzyskujemy godność osobistą i sprawczość, o którą byśmy siebie nie podejrzewali.

Każde ważne zdarzenie życiowe prowokuje nas do samopoznania.

Poprzez rozstanie dowiadujemy się o sobie czegoś nowego lub upewniamy się w tym, co już wiemy. Zdarza się, że w wyniku rozwodu rozstajemy się z wygodą, majątkiem, poczuciem bezpieczeństwa i z czymś, co wydawało nam się życiową szansą.

A także z naszą dotychczasową wiedzą o tym, czym jest małżeństwo, z jakimiś nawykami, mitami i programami działania, które okazały się irracjonalne, nieskuteczne.

Ostatecznie każde rozstanie jest uwolnieniem się od czegoś, po to, by podążać w kierunku czegoś innego. Od czego odchodzimy?

Zdarza się, że ludzie mówią: rozstając się mężem, rozstałam się z definicją żony „wiecznie do usług”; rozstałem się z obrazem twardziela; z napięciem, że nie mogę przyznać się do tego, że lubię leniuchować i nic nie robić; z poczuciem posiadania kobiety, której wszyscy mi zazdroszczą; z wygodą wydawania pieniędzy; z koniecznością bycia racjonalnym w każdej sytuacji; z moją mamą, która zawsze wiedziała, że takiego małżeństwa potrzebuję.

Czasem osoba porzucona przez partnera nie potrafi rozstać się z czymś lub wyjść naprzeciw i pogodzić z czymś innym, czego dotąd nie doświadczała lub czego całe życie się obawiała.

W podejmowaniu decyzji o rozwodzie ważne jest, by widzieć ten proces w jego ciągłości jako drogę „od – do”, którą mogę oddalać się (czasem uciekać) od czegoś, po to, by równocześnie „podążać za czymś” lub „ukierunkować się na coś” w swoim życiu.

Jednostronne widzenie rozstania (tylko „od”… lub tylko „do”…) może nas oszukiwać.

Czy „to coś” może wrócić?

Oto historia, z którą zetknęłam się niedawno. Małżeństwo, ona ma 30 lat, on 35, oboje pracują. Mają dwoje dzieci. On stwierdza, że żar miłości wypalił się w nim, chociaż długo i cierpliwie zabiegał przed ślubem o żonę. Nie może żyć w małżeństwie bez miłości.

Tak, jest ktoś, kto go fascynuje. Nie pierwszy raz tak się zdarzyło. Od jakiegoś czasu są inne kobiety, z którymi doświadcza tego czegoś, co wypaliło się w małżeństwie. Nie chce małżeństwa bez miłości.

Pyta, czy „to coś” może wrócić, bo od tego uzależnia swoje dalsze decyzje.

Żona go kocha. Z milczącą rezygnacją przystaje na jego znajomości pozamałżeńskie, których szczegółów nie zna, bo się nie dopytuje. Można wyczuć, że nie wierzy w pomyślne zakończenie, czyli powrót męża do rodziny.

Widzi też, że sytuacja staje się trudna dla dzieci, które okazują coraz więcej niepokoju i agresji. Jest całkowicie bierna, jakby sądziła, że tak będzie lepiej. Nie należy do kobiet, które walczą o swoje.

On zaś krąży w poszukiwaniu poza rodziną „tej iskry”, „poruszenia”, „czegoś, co tu się wypaliło”.

Terapia małżeńska – jeśli ma być kontynuowana – musi zawierać w kontrakcie odejście od „tej trzeciej” lub przynajmniej czasowe zawieszenie związku pozamałżeńskiego. Na to się umawiamy.

Nie wiemy jeszcze – on, ona i ja – na ile działania mężczyzny są wyrazem wymagań wobec żony i związku albo wołaniem o pomoc, miłość i zainteresowanie, na ile zaś mężczyzna ten poszukuje większej wolności i potrzebuje zerwać krępujące go więzy.

Czy to, co zdarzyło się w małżeństwie, jest odwracalne? Czego poszukuje, mówiąc „miłości”? Jak odczuwa swoją odpowiedzialność za podjętą kiedyś decyzję? Jak to, co przeżywa, lokuje się w jego świecie wartości? Co z ich życiem seksualnym? Co w jego doświadczeniu oznacza „kochać i być kochanym”? Jak był kochany? Jakie wzorce miłości w rodzinie kształtowały jego doświadczenie i definicję miłości? I tak dalej… Rozmowy z tą parą potrwają do czasu, gdy zacznie odradzać się ich nadzieja lub gdy uznają, że nie ma sensu inwestować w podtrzymywanie małżeństwa. Nie wiemy, jak długo to potrwa i co odsłoni się podczas terapii.

Nic do siebie nie czujemy

Oto małżeństwo, oboje mają po 40 lat. Mówią zgodnie, że „już nic do siebie nie czują”. Poszukują szansy współistnienia ze względu na dzieci. On zgorzkniały i zawiedziony, wiele poświęcił, by podtrzymać związek – przeprowadzki, zmiana pracy na mało satysfakcjonującą, lecz przynoszącą dobre zarobki.

Ona niespełniona w swej zalotnej kobiecości (on zazwyczaj zmęczeniem tłumaczy niechęć do życia seksualnego). Męczy ją, że musi kierować mężem. Ale gdyby nie ona, to skończyłby na marnej posadzie gdzieś na prowincji. Widać, że ona neguje jego styl życia.

On zaś dokonał rezygnacji na rzecz jej aspiracji, lecz wycofał się (za karę?) w seksualny męski niebyt. Jej wigor życiowy i energia są większe, toteż z pewnym lekceważeniem odnosi się do jego (jak sądzi) niesamodzielności życiowej.

Oboje są związani z dziećmi, ona bardziej z synem (jest do niej podobny), on z córką, która jest łagodna. To dość znamienne. Można się obawiać, by w sensie psychologicznym nie folgowali oboje pokusie „zastępczej żony” i „zastępczego męża”. Ich kilkunastoletnie dzieci nie chcą rozbicia rodziny.

Żądają, by nie zachowywali się tak „jak inni rodzice”, którzy się rozwodzą. Więc oni poszukują innych możliwości niż rozstanie.

Ponieważ łączy ich coś, co kochają oboje, jest szansa. Prawdopodobnie hasło „dzieci” jest zasłoną dla ich własnych intencji, do których nie chcą się przed sobą przyznać („my już niczego nie chcemy, to tylko dzieci…”). Może jej uda się zaakceptować jego wartości i odkryje dla nich jakiś rodzaj szacunku.

Ujawnią się konflikty dążeń i stylów życia, ale w takim klimacie, w którym da się o nich spokojnie rozmawiać i negocjować. Jeśli nie czynili tego przez lata, to prawdopodobnie po drodze zdarzyło się wiele zranień.

Gdy inność drugiej osoby z racji wyznawania przez nią odmiennych niż własne wartości prowadzi do wyśmiewania i upokarzania, dzieje się krzywda, którą trzeba będzie naprawić.

Obojgu potrzebna jest głęboka i szczera rozmowa, która będzie trwać kilka sesji i jeszcze wiele rozmów w domu. Będą musieli na nowo „uwieść” siebie nawzajem i rozpocząć nowy romans. Będą musieli „obejrzeć się do tyłu”, by lepiej zro…

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Jak podjąć decyzję o rozstaniu?

Choć pragniemy, żeby nasze związki były na całe życie i dawały nam szczęście, wiemy doskonale, że nie zawsze się to udaje. Czasami trzeba podjąć decyzję o rozstaniu i zakończeniu niszczącej relacji. Dla wielu z nas to jedna z najtrudniejszych decyzji w życiu.

Długi początek końca

Kiedy coś zaczyna się psuć? Zwykle bardzo trudno jest wskazać jakieś konkretne wydarzenie, jeśli nie mamy do czynienia ze zdradą, ewidentnym oszustwem czy zawodem. Ochłodzenie relacji przychodzi niepostrzeżenie.

Zanim się obejrzymy, mniej jest czułości, bliskości i intymności, a coraz więcej wymówek i niedomówień. Takie sygnały ostrzegawcze zwykle są przez nas zagłuszane.

Bardzo szybko jednak dojdziemy do momentu, kiedy łączyć nas będzie jedynie przyzwyczajenie.

Psychologowie nie mają wątpliwości, że kobiety znacznie wcześniej czują, że w ich związku zaczyna coś nie grać. Wolą jednak podtrzymywać istniejącą sytuację w obawie przed zmianą.

Kiedy w związku pojawią się bardziej wyraźne symptomy, uporczywie nie chcą w nie uwierzyć. Często dochodzi wtedy do desperackich prób ratowania związku.

Tymczasem przeciąganie agonii takiej relacji może tylko sprawić, że obie strony wyjdą z niej jeszcze bardziej pokaleczone.

Gdzie ta nasza miłość?

Najważniejszymi pytaniami, jakie powinniśmy sobie zadać, czując, że nasz związek zaczyna się psuć, są pytania o miłość i poziom bezpieczeństwa. Jeśli na pytanie o miłość odpowiemy sobie przecząco,  nie ma co czekać z decyzją o rozstaniu. Wszyscy znamy wprawdzie historie o wybłaganych powrotach i mocno fastrygowanych związkach – czy oparte są na naprawdę szczerej i obopólnej miłości?

W umieraniu uczucia przeważnie nie ma winnego. Na pewno nie jest to „ta druga” czy „ten drugi”, którego zwykle obwiniamy o rozbicie naszego związku. Można oczywiście poszukiwać wyjaśnień w cechach charakteru drugiej osoby, zwykle jednak są to wymówki, bo problem leży zupełnie gdzie indziej.

Podobnie jest z poziomem poczucia bezpieczeństwa w relacji. Jeśli nasz związek nie zapewnia nam takiego poczucia, trwanie w nim tylko pogłębi niepokój, a z czasem stworzy przestrzeń do coraz większej frustracji. Oczywiście można podjąć próbę naprawy, która ma szansę powodzenia, ale pod warunkiem, że zainteresowane będą obie strony. Konieczna będzie niejedna szczera rozmowa na ten temat.

Jak podjąć decyzję o rozstaniu?

Odpowiedź na to pytanie może być bolesna. W grę wchodzi tutaj przyzwyczajenie, strach przed samotnością czy brakiem innego partnera. Takie ograniczające przekonania mogą utrudniać nam realną ocenę kondycji związku i sprawić, że będziemy próbować rozpaczliwie go podtrzymywać. To także może doprowadzić do sytuacji, w której obie strony znienawidzą się do końca.

O dobry związek nie trzeba walczyć, on powinien mieć mocne fundamenty, szczególnie w kryzysowych sytuacjach. Jeśli więc czujesz, że tylko ty walczysz o związek i robisz to już bardzo długo, dobrze przemyśl swoją sytuację. A jeszcze lepiej – wyobraź ją sobie za rok czy dwa.

Czy na pewno chcesz dalej tak żyć? Czy nie szkoda ci czasu? Nie warto spędzać kolejnych lat na byciu nieszczęśliwym. Pozostawanie w związku bez miłości jest jak chodzenie po zaminowanym polu.

Raczej wcześniej niż później ktoś zakocha się w kimś innym, kto zapewni mu to, czego brakowało w umierającej i podtrzymywanej na siłę relacji.

Kiedy rozstaje się para, której nie łączy już nic więcej niż emocje, sprawa wydaje się prostsza.

Co jednak, kiedy w agonii jest małżeństwo, które ma za sobą wiele wspólnych lat i dzieci? Czy większą krzywdą jest odejście od siebie czy pozostawanie na siłę w związku, w którym nie ma miłości, a codzienność to kłótnie i chłód? Która krzywda bardziej naznaczy wasze dzieci? Warto zadać sobie to pytanie. Trzeba też zapytać siebie, czy znajdziemy dość siły, by wiele lat trwać w toksycznej relacji, bez prawa do szczęścia. Jeśli odpowiemy sobie szczerze, będziemy wiedzieli, jaką podjąć decyzję.

Oceń jakość naszego artykułu: Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Leave a Reply

Your email address will not be published.