Kontakty z dzieckiem agresywnego męża

Byłam w ciąży z kolejnym dzieckiem, leżałam na podłodze w kuchni, płakałam i w rozpaczy prosiłam Boga o śmierć dla mnie i nienarodzonego dziecka. Nie widziałam żadnej nadziei dla mnie i dla niego. Niedługo potem przeraziłam się, bo przestałam odczuwać ruchy dziecka (…) przepraszałam Boga i błagałam…

Przeżyłam piekło depresji. Bo to było prawdziwe piekło, stan bez żadnej nadziei. Kiedy człowiek szuka jakiegoś światła, jakiejkolwiek myśli jaśniejszej i nic nie może znaleźć. Nie widzi żadnej nadziei w swoim życiu. Nie trwałam w takim stanie cały czas (10 lat), ale miałam takie chwile i całe okresy czasu.

Przez ten czas byłam w małżeństwie i miałam coraz więcej dzieci. W mężu nie mogłam znaleźć oparcia, raczej był dodatkowym ciężarem przez swoje agresywne zachowania.

Szczególnie cierpiałam z tego powodu, że przez swoje stany emocjonalne krzywdzę dzieci, co dodatkowo napędzało depresję.

Z drugiej strony cierpiałam dlatego, że mąż krzywdzi dzieci swoją agresją, co też dodatkowo napędzało moje poczucie beznadziei.

Byłam bezradna wobec mojej rozpaczy i wobec zachowań męża, przy czym widziałam się też jako współwinną jego agresji. To była sytuacja bez wyjścia.

Najtragiczniej wspominam chwilę, kiedy byłam w ciąży z kolejnym dzieckiem, leżałam na podłodze w kuchni, płakałam i w rozpaczy prosiłam Boga o śmierć dla mnie i nienarodzonego dziecka. Nie widziałam żadnej nadziei dla mnie i dla niego.

Niedługo potem przeraziłam się, bo przestałam odczuwać ruchy dziecka i trwało to dłuższy czas, a ja przepraszałam Boga i błagałam, żeby dziecku nic się nie stało.

Sytuacja pogarszała się, a punktem zwrotnym okazał się wyjazd na rekolekcje, na których kapłan zauważył mój stan i powiedział, że jeśli nic się nie zmieni, to czeka mnie śmierć albo szpital.

Przez całe rekolekcje starał się mnie wzmocnić wewnętrznie i przygotować na rozmowę z mężem po powrocie. To był bardzo trudny czas, a ja przez cały czas miałam drgawki ze strachu na myśl o czekającej mnie rozmowie.

Ale był to czas przełomowy, w którym zaczęłam odzyskiwać swoją podmiotowość i poczucie sprawczości. 

W jakiś czas po powrocie podjęłam leczenie psychiatryczne. Leki zażywałam 10 lat, a mój stan stopniowo się polepszał. Obecnie od pół roku jestem bez leków, oczywiście za zgodą lekarza. A każdemu, kto zmaga się ze stanami depresyjnymi radzę udać się do niego udać, bo depresja to choroba, którą trzeba leczyć, a nie wynik braku wiary.

***

Kontakty z dzieckiem agresywnego męża

Tekst pochodzi z bloga dzielmysiewiara.blog.deon.pl

  • ***
  • Chcesz wiedzieć więcej o chorobach psychicznych i terapii? Przeczytaj nowy numer naszego magazynu: “Piekło choroby psychicznej”
  • Kontakty z dzieckiem agresywnego męża

Relacje z byłą żoną i dziećmi męża. Jak je sobie ułożyć, czy utrzymywać kontakty?

Kontakty z dzieckiem agresywnego męża Autor: Getty images Czy utrzymywać kontakty z byłą męża?

Relacje z byłą żoną i dziećmi męża zwykle bywają skomplikowane. Wszystko jednak zależy od tego, w jakiej atmosferze mężczyzna rozstał się z pierwszą żoną, zanim związał się z drugą. Czy jednak druga żona powinna zabiegać o poprawne relacje z pierwszą żoną i jej dziećmi? Podpowiadamy, co zrobić w takiej sytuacji.

Utrzymywanie kontaktów z byłą rodziną męża zależy od wielu czynników. Ludzie rozwodzą się z różnych powodów. Jeśli jednym z nich nie jest przemoc, to w większości przypadków można dojść do porozumienia i mieć poprawne, a czasem nawet koleżeńskie relacje z byłym mężem lub byłą żoną.

Nie zawsze jest to jednak łatwe, zwłaszcza gdy są dzieci. Dla ich dobra jednak zalecane jest utrzymywanie pozytywnych relacji, dlatego wielu partnerów stara się to robić. Co jednak ma zrobić druga żona? Czy powinna również zadbać o relacje z pierwszą żoną i dziećmi męża? Czy może powinna zrezygnować z utrzymywania jakichkolwiek kontaktów?

Spis treści

Rozwód a podział opieki nad dziećmi

Czy budować relację i utrzymywać kontakt z byłą żoną męża?

Bycie tą drugą wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Wiele też oczywiście zależy od tego, czy mąż zostawił pierwszą żonę dla drugiej, czy może poznał ją już jakiś czas po rozstaniu. W pierwszym przypadku – jak można się domyślać – relacje między kobietami są niemal wrogie i bardzo napięte.

Trudno oczekiwać, że była żona i nowa nagle się ze sobą zaprzyjaźnią i będą utrzymywać pozytywne stosunki. Nie da się ukryć, że żadna ze stron nie ma też takiego obowiązku.

Oczywiście druga żona może wykazać się dojrzałością i jeśli chce mieć dobre relacje z pierwszą partnerką, to od początku powinna nad tym pracować – wyciągnąć rękę, porozmawiać. Nie powinna jednak oczekiwać, że jej zachowanie spotka się z pozytywnym odbiorem. Jeśli pierwsza żona nie będzie miała ochoty utrzymywać kontaktów, należy to uszanować.

W drugim przypadku, gdy druga żona wkracza w życie męża już jakiś czas po rozstaniu, często obie panie mogą nawet nigdy się nie spotkać, zwłaszcza jeśli z poprzedniego związku para nie doczekała się dzieci. Jeśli jednak jest sytuacja odwrotna i mąż ma dzieci z pierwszą żoną, to druga żona ma spore szanse na zbudowane pozytywnych relacji z pierwszą.

Wszystko oczywiście zależy od dojrzałości obu pań i chęci z ich strony na budowanie stosunków. Mogą być one poprawne, mogą zapraszać się na rodzinne przyjęcia, ale nie muszą.

Z pewnością warto już na samym początku określić granice tych relacji.

Jeśli obie panie „złapią” wspólny język, wytworzy się między nimi nić porozumienia, to może nawet udać im się stworzyć relację koleżeńską, a tym samym zbudować parchworkową rodzinę.

Jeśli jednak nie, to na pewno nie można na siłę oczekiwać, że ta pierwsza żona przyjmie drugą „do rodziny” i będzie zapraszała na wspólne świętowanie w rodzinnym gronie.

Ma pełne prawo zachować dystans i nie chcieć kontaktować się z drugą żoną. Oczywiście na drugiej żonie też nie spoczywa obowiązek utrzymywania pozytywnych kontaktów, jeśli tego nie chce.

Obie strony powinny szanować swoje granice.

Czytaj również: Rozwód bez orzekania o winie: alimenty, dokumenty, pozew

Rozwód a dziecko – jak rozstanie rodziców wpływa na dzieci?

Rozwód a dziecko. Kontakty z dzieckiem po rozwodzie: jak je egzekwować? [WYWIAD]

Czy budować relację i utrzymywać kontakt z dziećmi męża?

W tym wypadku odpowiedź jest już oczywista – wiążąc się z mężczyzną, który ma dzieci z poprzedniego związku, należy mieć na uwadze, że teraz one będą obecne we wspólnym życiu i trzeba z nimi budować relację i utrzymywać kontakty. Tu nie ma mowy o wyjątkach. Mimo że mężczyzna chce założyć drugą rodzinę, to jednak ta pierwsza też jest dla niego ważna i nie zniknie z jego życia.

Z pewnością jego dzieci będą odwiedzać go regularnie, zgodnie z ustaleniami, może nawet będą mieszkać w jednym domu z drugą żoną co jakiś czas. Kobieta powinna być na to w pełni przygotowana i dla ich dobra nie powinna źle wypowiadać się o ich matce, nawet jeśli z nią nie ma dobrych relacji.

Często nawet dla dobra dzieci obie panie decydują się na utrzymywanie pozytywnych stosunków. Jeśli jest inaczej, to czasem warto skorzystać z pomocy psychologa lub mediatora, który pomoże każdej ze stron pogodzić się z zaistniałą sytuacją.

Czy warto stworzyć patchworkowy model rodziny?

Patchworkowa rodzina to termin, który zdobywa coraz większą popularność właśnie ze względu na rosnącą liczbę rozwodów.

Oznacza, że byli małżonkowie tworzą nowe rodziny z innymi partnerami, ale wciąż utrzymują pozytywne relacje – spotykają się ze sobą, świętują ważne wydarzenia w swoim i swoich dzieci życiu czy nawet wyjeżdżają razem na wakacje! Tak, naprawdę istnieją takie rodziny i nie ma w tym nic dziwnego. Nie ma jednak oczywiście obowiązku tworzenia takiego modelu, jeśli jest to wbrew osobistym przekonaniom.

Nie da się również stworzyć nic na siłę, więc jeśli tylko którakolwiek ze stron nie czułaby się komfortowo w takiej sytuacji, to nie ma mowy o patchworku. Zawsze więc warto rozważyć z samym sobą, czy jest się gotowym na taki krok i przede wszystkim mieć na uwadze dobro dzieci, dla których również mogłaby to być niekomfortowa sytuacja.

Nasze historie

Kontakty z dzieckiem agresywnego męża

Dzień dobry,

Zwracam się z ogromną prośbą o pomoc w naszej sprawie.

W kwestii małych dzieci (do 4 r.ż.) w Polsce naprawdę niewyobrażalnie trudno jest matce zagwarantować bezpieczeństwo własnemu dziecku, gdy w grę wchodzi molestowanie seksualne, bo prawo tylko teoretycznie broni dobra dziecka, jego bezpieczeństwa, ochrony zdrowia i życia.

  • W praktyce wcale tak nie jest, a wręcz zupełnie przeciwnie.
  • W ogólnym zarysie i wielkim skrócie nasza sytuacja (mojego synka i moja) wygląda następująco.
  • Dobro mojego dziecka, jego zdrowie fizyczne i psychiczne, jego rozwój i jego bezpieczeństwo jest nadal poważnie zagrożone ze strony jego ojca prawnego (niebiologicznego) oraz ze strony sędzi która daje przyzwolenie na krzywdzenie mojego dziecka przez jego ojca prawnego (krzywdzenie dziecka molestowanie seksualne).
  • Dziecku działa się ogromna krzywda, kiedy było pod opieką ojca prawnego.
  • Syn pochodzi z zapłodnienia in vitro z użyciem anonimowego dawcy nasienia.

Ja jako matka nie mam możliwości aby pomóc mojemu synkowi i zagwarantować mu bezpieczeństwo. Nie mam takiego prawa. 2 czy 3 letnie dziecko z mutyzmem wtórnym (nie mówiło w ogóle) nie było w stanie w sposób słowno-pojęciowy opowiedzieć co miało robione, co się mu działo gdy był na wizytach u ojca prawnego, a tego oczekuje prokurator.

Ja nie jestem w stanie pozwalać na kontakty dziecka z ojcem prawnym wiedząc że moje dziecko było przez niego krzywdzone, i czekać do czasu, jak to określiła pani Prokurator, aż dziecko będzie miało „rozerwany odbyt”.

Kontakty syna z ojcem prawnym rozpoczęły się, gdy dziecko miało 1,5 roku (po 0,5 rocznej przerwie w kontaktach, w której ten nie chciał się spotkać z dzieckiem).

Kontakty od początku po 8 godz., poza miejscem zamieszkania dziecka, bez obecności matki; dziecko wydawane było na siłę, wbrew swojej woli, z wielkim rozpaczliwym płaczem.

W wyniku kontaktów dziecka z ojcem prawnym dziecku uwsteczniła się mowa, zanikła. Syn przestał mówić całkowicie. Później u dziecka zdiagnozowano mutyzm wtórny.

W wyniku kontaktów stopniowo pojawił się cały wachlarz nienormatywnych zachowań i wiele zaburzeń u dziecka, m.in. masturbowanie się przez dziecko (już w wieku ok 2 lat), wkładanie palców w odbyt, samoistne otwieranie się odbytu, lęk i wycofanie społeczne i in.

Dziecko musiało być tam zastraszane, a w późniejszym czasie musiało mieć podawane jakieś otumaniające i usypiające środki, na co wskazywał stan dziecka po powrocie.

Często syn był oddawany przez ojca prawnego w stanie bardzo głębokiego snu, był bezwładny, nie można było go dobudzić, na nic nie reagował.

Stan syna pogarszał się stopniowo. Syn przestał mówić, zrobił się zalękniony, przestał sam spać w swoim łóżeczku, budził się po nocach z ogromnym płaczem, był roztrzęsiony, drżał. Miewał zaburzenia równowagi.

Zrobił się zalękniony, wystraszony, wycofany, zamknięty w sobie; zrobił się rozdrażniony; pojawiły się wahania nastroju, pojawiła się niechęć do jedzenia, z czasem do tego stopnia że mógłby nie jeść wcale, nastąpiła kompletne utrata apetytu, były ogromne problemy żeby w ogóle jadł.

Reagował bez wyraźnej przyczyny lękiem i płaczem na sytuacje/miejsca, ludzi które wcześniej dobrze znał/lubił; zrobił się niechętny do komunikacji, często smutny, wycofany, nie reagował na zadawane pytania, patrzył przed siebie w nicość; stracił zainteresowanie wieloma zabawkami, rysowaniem itp.

, zaczął bać się aparatu fotograficznego, nie chciał/ nie pozwalał robić sobie zdjęć, bardzo się temu sprzeciwiał, płakał, krzyczał.

Po powrotach od ojca prawnego nie chciał dać, nie pozwalał sobie zmienić pampersa, nie chciał się dać przebrać w inne ubrania, nie chciał dać się rozebrać do kąpieli, nie chciał się kąpać, przy tym bardzo się temu wszystkiemu sprzeciwiał, trzymał kurczowo ubrania, wyrywał się, krzyczał, rzucał i rozpaczliwie płakał. Nie chciał siadać na nocnik.

Zaczął wkładać ręce w spodnie, później też pod pampersa. Zaczął bez powodu ściągać spodnie (wtedy jeszcze używał pampersy). Nie chciał się dać przytulać. Bił siebie, bił/uderzał mnie, rzucił we mnie parę razy klockami. Zaczął chować się pod stolik, zwijać się w kulkę na podłodze, na ziemi, nagle bez powodu szedł do kąta, nagle zasłaniał rączkami pupę.

Zaczął mu się samoistnie otwierać odbyt (zauważone podczas zmiany pampersa). Zaczął sobie wkładać palce w odbyt. Zaczął bawić się członkiem, masturbować się podczas kąpieli czy oglądania bajki. W późniejszym czasie wracał od ojca prawnego z bardzo głęboko nakremowanym odbytem tzn.

krem/żel/lubrykant wciśnięty był do środka w głąb odbytu, a nie na pośladkach, okolicach odbytu jak to ma miejsce przy smarowaniu w celu przeciwodparzeniowym. Poza tym żel/ lubrykant nie stosuje się przeciw odparzeniom. Odbyt często też był mocno zaogniony, taki przesilony. W późniejszym czasie po powrotach od ojca prawnego dziecko narzekało, pokazywało że boli go odbyt, nie mógł usiąść bo go bolało. Ojciec prawny zaczął oddawać dziecko w stanie bardzo głębokiego snu, dziecko było bezwładne, nie można było go dobudzić, na nic nie reagował, nie było reakcji źrenic.

Nigdy, w żadnej innej sytuacji syn mi nie zasnął tak głęboko , nigdy dziecko nie było tak nieprzytomne jak po powrotach od ojca prawnego.

Syn po powrotach od ojca prawnego był w bardzo złym stanie psychicznym, emocjonalnym i fizycznym.

W wyniku kontaktów z ojcem prawnym u dziecka powstały różne zaburzenia zachowania i rozwoju emocjonalnego, społecznego i fizycznego. Rozwinęły się również objawy zespołu stresu pourazowego.

Zanim zaczęły się kontakty dziecka z ojcem prawnym u dziecka nie było żadnego z tych niedobrych, nietypowych, złych i strasznych zachowań, nie było żadnych zaburzeń.

Zanim rozpoczęły się kontakty rozwój dziecka, w tym rozwój mowy przebiegał prawidłowo.

Gdy rozpoczęły się kontakty dziecka z ojcem prawnym i zauważyłam pewne niepokojące zachowania u dziecka, udałam się z synem do psychologa-seksuologa. Seksuolog, do której cały czas uczęszczam z synem od tamtego momentu tj.

od września 2014, na podstawie obserwacji dziecka, badaniu i przedłożonych dowodach przeze mnie (nagrania filmowe przedstawiające zachowania dziecka po kontaktach z ojcem prawnym; nagrane na prośbę seksuologa – filmy uznane przez Prokuraturę jako dowód w sprawie) zdiagnozowała molestowanie dziecka (maj 2016).

Wtedy założyłam sprawę w Prokuraturze i w Sądzie i od tamtego momentu kierując się dobrem dziecka, ochroną jego zdrowia i życia przestałam wydawać dziecko na kontakty.

W wyniku braku kontaktu dziecka z ojcem prawnym widoczny był stopniowy i szybki progres rozwoju mowy oraz rozwoju emocjonalno-społecznego. Zachowanie dziecka zaczęło wracać do normy.

Jeszcze gdy syn miał kontakt z ojcem prawnym, uczęszczał na zajęcia z logopedą. Jednakże terapia logopedyczna zaczęła przynosić efekty dopiero gdy zaprzestano całkowicie kontaktów dziecka z ojcem prawnym.

W wyniku powstałych zaburzeń syn dostał orzeczenie o niepełnosprawności. Ja opiekuje się i zajmuje synem, pomagam mu nadrobić zaległości i wyrównać deficyty.

Chociaż stan dziecka, jego rozwój, uległ nieporównywalnej poprawie odkąd dziecko nie ma kontaktu z ojcem prawnym, to jednak cały czas jeszcze borykamy się z wychodzeniem z pewnych zaburzeń, które powstały w wyniku kontaktów dziecka z ojcem prawnym. Syn nadal potrzebuje terapii logopedycznej, pomocy psychologicznej, terapii sensorycznej, terapii behawioralnej, fizjoterapii.

W czerwcu 2016 r. założyłam sprawę w Prokuraturze Rejonowej o podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 200 przeciwko prawnemu ojcu dziecka.

Prokuratura nie przeprowadzając rzetelnie i prawidłowo postępowania, nie ustaliła stanu faktycznego, nie rozpoznała całokształtu sprawy, nie wyjaśniła okoliczności sprawy, nie zebrała całości dowodów, umorzyła sprawę. Prowadzono sprawę w taki sposób aby ja umorzyć.

  1. Mało tego Prokurator ignoruje fakty i dopuszcza się kłamstwa w wydanym postanowieniu.
  2. Ponadto asesor Prokuratora, Pani prowadząca tę sprawę poleciła aby poczekać aż będzie „rozerwany odbyt” u dziecka.
  3. Jeszcze wiele zastrzeżeń mogę wymienić wobec prowadzonej sprawy przez Prokuraturę.

Również w czerwcu 2016 r. założyłam sprawę w Sądzie Rejonowym o całkowite zabranie władzy rodzicielskiej ojcu prawnemu i wszystkich kontaktów z dzieckiem (proces w toku).

Od dnia założenia w/w sprawy nie wydaję dziecka ojcu prawnemu kierując się dobrem dziecka, ochroną jego zdrowia i życia. Za to jestem już ukarana grzywną.

Sędzia postanowiła że powody niewydawania dziecka są nieważne. Skoro nie doprowadziłam do sytuacji wydania dziecka to zostałam ukarana grzywną. Póki co mam zasądzone 5600,00zł. Następne przede mną.

Sprawą tą jak i wszystkimi sprawami, które dotyczą mnie czy dziecka w sądzie zajmuje się ta sama sędzia, która jeszcze bez zapoznania się ze sprawą ustosunkowała się do sprawy, nie próbując sprawy poznać ani wyjaśnić.

Od początku procesu bezpodstawnie preferuje ojca prawnego. Praktycznie sędzia od początku prowadzi proces tak aby niczego nie wyjaśnić, nie rozpoznać sprawy.

Sędzia wielokrotnie podkreśla swoje stanowisko, że najważniejsze dla niej jest aby zapewnić kontakty ojcu prawnemu z dzieckiem, bez względu na to co dziecku działo się u ojca, bez względu na to jakie skutki przyniosły spotkania z ojcem prawnym tj. powstały zaburzenia psycho-fizyczne, zaburzenia zachowania, zaburzenia rozwoju emocjonalnego i społecznego. To co działo się dziecku nie ma dla niej żadnego znaczenia.

Sędzia wciąż powtarza jak mantre że ojciec prawny ma prawo do kontaktu i to jest najważniejsze, bo jest wpisany w rubryczkę aktu urodzenia w pozycji ojciec, a to daje mu prawo do kontaktu bez względu na to jaką wyrządzał krzywdę dziecku.

Wiele przykładów mogę podać na błędne, nieprawidłowe działanie sędzi, na brak kierowania się dobrem dziecka, na brak chęci poznania i wyjaśnienia sprawy, na brak bezstronności sędziego, na działanie sędzi na szkodę dziecka, na istniejące zagrożenie dobra dziecka działaniami sędzi, np. ogólnie niektóre to m.in.

wydawanie postanowień bez zapoznania się ze sprawą, zmanipulowanych, niezgodnych ze stanem faktycznym, przekręcanie, fałszowanie i przekłamywanie faktów w taki sposób, aby wymyślić i sporządzić decyzje wybraniające ojca prawnego. Fakty i dowody sędzia pomija. Dalece odbiegający od prawidłowego sposób przesłuchiwania mnie i moich świadków.

Niesłuchanie i ignorowanie mnie i moich świadków. Lekceważenie problemu. Dyskryminacja mnie – matki i moich świadków. Zapis protokołu sądowego z rozpraw jest konstruowany i manipulowany.

Dopiero po przesłuchaniu sądowej rejestracji audio ukazuje się iż zapis protokołu niesie inny przekaz, wypowiedzi mają inny sens, wypacza, pomija, przeinacza treść zeznań. I wiele innych.

Poza tym mogłabym również przedstawić wiele nieprawidłowości ze strony OZSS.

Bardzo dużo trzeba było wkładu pracy i wysiłku dziecka, mojego, moich rodziców i terapeutów aby pomóc dziecku, aby syn wrócił do normalności, aby wyrównał powstałe deficyty, aby zapewnić mu prawidłowy rozwój psycho-fizyczny, społeczny i poczucie bezpieczeństwa, aby dać mu możliwość pójścia w prawidłowym czasie do normalnej szkoły. Cały czas potrzeba jeszcze pracy. Do szkoły syn powinien pójść od września 2019r.

  • Ostatnio sędzia wydała postanowienie o wspólnej terapii dla dziecka z udziałem rodziców w poradni pedagogicznej aby dziecko nawiązało więź z ojcem prawnym, aby mogła odebrać mi dziecko i przekazać pod całkowitą pieczę rodzicielską dziecko ojcu prawnemu.
  • Sędzia jeszcze nie wydała wyroku, nie ustaliła stanu faktycznego, a oficjalnie mówi i pisze w postanowieniu że ma zamiar odebrać mi dziecko i przekazać je pod całkowitą pieczę rodzicielską krzywdzicielowi – ojcu prawnemu, niebiologicznemu, ponadto z którym jak ocenili biegli sądowi psycholodzy z OZSS dziecko nie ma w ogóle więzi, nie ma potrzeby spotykania się z nim ani poznania go, nie utożsamia go z ojcem, traktuje jak obcą osobę, jak pierwszego lepszego przechodnia z ulicy (po 2 latach braku kontaktu dziecko nie rozpoznało go).
  • Chociaż sprawa sądowa jest jeszcze w toku to o jej wyniku sędzia już powiedziała i napisała jednoznacznie.

Sędzia nie wyznaczyła biegłych sądowych w stosownym czasie, nie wyznaczyła badania dziecka przez biegłego seksuologa w stosownym czasie, czekała 2 lata ze zleceniem badania przez biegłych psychologów sądowych w OZSS licząc na to, że dziecko przez ten czas wszystko zapomni i że będzie dobrze reagowało na prawnego ojca.

W kwietniu 2018 (badanie w OZSS) dziecko miało prawie 5,5 r.ż. i od dobrych 2 lat nie miało kontaktu z ojcem prawnym (do krzywdzenia i molestowania dochodziło między 1,5 a 3,5 r.ż.), przez 2,5 roku (od czerwca 2016) nie wyznaczyła badania materiału dowodowego przez biegłego seksuologa dziecięcego.

Ostatecznie sędzia po 2,5 roku odrzuciła wniosek o badanie dziecka przez biegłego seksuologa i odrzuciła wniosek o badanie materiału dowodowego przez biegłego seksuologa dziecięcego oraz odrzuciła wniosek o badanie przez biegłych psychologów sądowych z OZSS pod kątem nadużyć seksualnych twierdząc że po takim czasie to już dziecko nie będzie nic pamiętać.

Jestem już zrozpaczona i bezsilna. Nie wiem już gdzie szukać pomocy, jak pomóc mojemu dziecku, jak go uratować.

Nie jestem w stanie pozwalać i zgadzać się na kontakty dziecka z ojcem prawnym wiedząc że moje dziecko było przez niego tak bardzo krzywdzone, widząc jakie zaburzenia przez te kontakty powstały u dziecka, nie jestem w stanie czekać do czasu, jak chciała pani Prokurator, aż dziecko będzie miało chociażby „rozerwany odbyt”. Nie jestem w stanie przyzwolić na krzywdzenie mojego dziecka nawet pomimo kolejnej kary grzywny.

Jak mam teraz chodzić na wspólną terapię dziecka z ojcem prawnym? Dlatego że sędzia usilnie chce aby dziecko nawiązało jakąś więź z ojcem prawnym bo sędzia z nieznanych, jakichś tylko jej znanych osobistych i subiektywnych pobudek chce odebrać dziecko matce i przekazać dziecko pod opiekę krzywdzicielowi.

Bardzo proszę o pomoc.

Sąd: Kto stosuje przemoc, ten nie może mieszkać z rodziną

Do sądu rejonowego wpłynął wniosek o zobowiązanie sprawczyni przemocy w rodzinie do opuszczenia mieszkania, zajmowanego przez nią wspólnie z wnioskodawcą i małoletnimi dziećmi.

Wnioskodawca wskazał, że jego żona po urodzeniu trzeciego dziecka stała się osobą nerwową i agresywną. Zaznaczył, że jego żona stosuje przemoc fizyczną i psychiczną.

Wnioskodawca dodał, że małżonkowie pozostają w orzeczonej separacji, ale dalej zamieszkują razem.

Kobieta domagała się oddalenia wniosku. Przyznała, że ma problem z kontrolowaniem emocji. Wskazała, że krzyczy na dzieci lub daje im klapsa. Uczestniczka wyjaśniła, że jej mąż nie interesuje się nią. Podkreśliła, że kilka lat temu podjęła próbę samobójczą z uwagi na jej relacje z mężem.

Czytaj: Izolacja sprzyja przemocy w rodzinie>>  

Konflikt w rodzinie

Z ustaleń sądu rejonowego wynika m.in., że małżonkowie (wnioskodawca i uczestniczka) są właścicielami na zasadzie wspólności majątkowej małżeńskiej nieruchomości. Jest on zabudowana budynkiem mieszkalnym. Mieszkają w nim razem z ich małoletnimi dziećmi. Małżonkowie przez kilka lat żyli zgodnie.

Po narodzinach trzeciego dziecka w rodzinie zaczęło dochodzić do konfliktów. Uczestniczka nawiązała romans z innym mężczyzną. Małżonkowie często się kłócą. Świadkami scysji są ich dzieci. Uczestniczka stała się osobą agresywną. Szarpała dzieci. Wyzywała je.

W toku sprawy o ograniczenie władzy rodzicielskiej uczestniczka przyznawała, że ma problemy z radzeniem sobie z emocjami a także, że wulgarnie odnosi się do dzieci. Wskazała, że korzysta z pomocy psychiatry. Uczestniczka podjęła próbę samobójczą.

Sąd rejonowy – sąd rodzinny – ograniczył władzę rodzicielską uczestników nad ich dziećmi poprzez m.in. zobowiązanie małżonków do podjęcia terapii rodzinnej. Z uwagi na konflikt w rodzinie, uczestniczka wystąpiła do sądu o rozwód. Sąd okręgowy orzekł o separacji małżonków. Małżonkowie dalej mieszkają razem.

Uczestniczka jest agresywna wobec najbliższych. Zdarza jej się kierować do dzieci słowa powszechnie uważane za obelżywe. Uczestniczka jest też agresywna wobec jej męża. Wnioskodawca złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znęcania przez żonę.

Nakaz opuszczenia domu

Sąd rejonowy wydał postanowienie, którym nakazał kobiecie opuszczenie domu. Sąd orzekł, że uczestniczce nie przysługuje prawo do lokalu socjalnego. Sąd pierwszej instancji wyjaśnił, że z dowodów wynika, że uczestniczka jest osobą agresywną wobec swoich najbliższych.

Uczestniczka ma świadomość, że zachowuje się nerwowo, ale bagatelizuje ten problem. Tymczasem dzieci boją się matki. Sąd rejonowy podkreślił, że małoletni mają odpowiednio 9,5 i 4 lata. Są bezbronni wobec agresywnych zachowań matki. Zdaniem sądu uczestniczka nie może dalej zamieszkiwać z rodziną.

Jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania.

Powyższe wynika z art. 11a ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (Dz. U. z 2005 r. Nr 180, poz. 1493 z późn. zm.).

Sąd rejonowy podkreślił, że wniosek może być uwzględniony, jeśli osoba stosująca przemoc i jej ofiara wspólnie zamieszkują.

Przemoc w rodzinie

W ustawie przedstawiono również definicję przemocy – wskazał sąd.

Przez przemoc w rodzinie należy rozumieć jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste osób, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą. Sąd wyjaśnił, że wnioskodawca wykazał, że jego żona dopuszczała się przemocy. Sąd podkreślił, że uczestniczka nie radzi sobie z emocjami. Od dłuższego czasu krzyczy na najbliższych, jest wulgarna. Stan ten negatywnie odbija się na zdrowiu psychicznym dzieci. Uczestniczka jest też agresywna wobec męża. Należało więc uznać, że wspólne zamieszkiwanie wnioskodawcy i dzieci z uczestniczką jest dla nich szczególnie uciążliwe – podkreślił sąd. Z tego względu, sąd nakazał uczestniczce opuszczenie mieszkania. Z uwagi na przyczynę opuszczenia mieszkania, uczestniczce nie przysługuje prawo do lokalu socjalnego – wskazał sąd.

Postanowienie Sądu Rejonowego w Jaśle z 7 lutego 2020 r., I Ns 564/19, LEX nr 2784184.

Ucieka, bo mąż grozi, że zabije

„Powiedziałem ci, jeśli sąd nie odbierze ci dziecka i mi go nie przyzna, to sam go zabiorę! I k… tak ci wp… i twojej matce, że nie będziecie w stanie się nim zajmować! Sk… zaj…” – to fragment nagrania, jakie Łukasz R. zostawił na poczcie głosowej swojej żony.

– Skoro sąd nie chce mi pomóc, daje mu możliwość takiej bezkarności, to ja się pakuję i uciekam, bo ja i dziecko życia tutaj nie będziemy mieli – mówi pani Aleksandra.

W lutym pokazywaliśmy materiał o pani Aleksandrze. Kobieta w 2010 roku poznała Łukasza R. Zamieszkali razem, po kilku miesiącach okazało się, że pani Aleksandra jest w ciąży. Chcieli być rodziną. Pobrali się. Ale małżeństwo nie przetrwało nawet roku.

– On się bardzo szybko zmienił. W marcu 2011 roku wzięliśmy ślub, a w czerwcu już zaczęło się wszystko zmieniać. Zaczął stawiać na swoim, przestał się liczyć z moim zdaniem, a jak urodziło się dziecko, to doszły wyzwiska, pretensje, że wszystko źle robię. Doszłam do wniosku, że nie znam tego człowieka – opowiadała w lutym pani Aleksandra.

Kobieta złożyła pozew o rozwód. Wtedy zaczęły się problemy.

– W majówkę codziennie miałam interwencje policji, bo on przyjeżdżał, były groźby, szarpaniny. Przekroczył granicę, kiedy groził, że zabije mi dziecko – wspominała pani Aleksandra.

– Dzwoni i mówi: odłóż suko telefon, nie do ciebie dzwonię. I tak siedem razy w ciągu  piętnastu minut, a bywały dni, że osiemdziesiąt razy – opowiadała Danuta Żurawska, matka pani Aleksandry.

– Chociaż tyle człowiek może zrobić, żeby kogoś op… codziennie, bo nic innego nie może. Ja nie dopuszczę, żeby ona nie dawała mi się z dzieckiem spotykać, ja patrzę przez pryzmat dziecka. Wolę ją zeszmacić dziesięć razy, a z dzieckiem się spotykać. Jej krzywda mnie nie interesuje – twierdził w lutym Łukasz R., mąż pani Aleksandry.

Mężczyzna został już raz skazany za naruszanie nietykalności cielesnej i znieważanie pani Aleksandry. Ale to nie pomogło. Łukasz R. był coraz bardziej agresywny. Prokuratura, mimo wielu nagrań, SMS-ów i zeznań świadków, nie chciała pomóc pani Aleksandrze. A Łukasz R. zostawiał takie wiadomości na poczcie głosowej swojej żony:

„Cwana sk… odbieraj telefon. Nie pozwolę ci. Charakter dziecka wyrabia się do trzeciego roku życia, sk…, bo będzie taki jak ty, zaj…, zap… cię, jak będzie trzeba, zanim dziecko skończy dwa lata, żebyś sk…wpływu na niego nie miała”.

– W szerszym kontekście brzmi on mniej więcej tak, że nie wyobraża sobie, że ktoś go powstrzyma przed kontaktami z synem, że jeżeli ma postanowienie sądu, które nakazuje żonie umożliwianie kontaktu z synem, to żadna osoba nie może mu tego zabronić. Jeżeli będzie próba powstrzymania go przed kontaktem, to on użyje wszelkich możliwych działań – mówił Jerzy Sajchta, zastępca prokuratora rejonowego w Szczecinku

– Zmieniło się po Interwencji to, że policja sama wszczęła postępowanie przeciwko mojemu mężowi o stalking, groźby karalne, kolejne pobicie i znęcanie się psychiczne. To postępowanie trwa – mówi pani Aleksandra.

Chcieliśmy ponownie porozmawiać z Łukaszem R. Niestety, nie zastaliśmy go w domu.

Po kolejnej interwencji policji i opinii rodzinnego ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego pani Aleksandra złożyła wniosek o ograniczenie mężowi kontaktów z dzieckiem. Sąd odmówił.

– Sąd nie znalazł podstaw do gwałtowanych zmian tych kontaktów. Skoro dziecku nie dzieje się krzywda, skoro ani razu ojciec nie zachował się wulgarnie wobec dziecka, to sąd nie znalazł podstaw do zakazania tych kontaktów. Zakaz kontaktów jest czymś najdalej idącym, już więcej nie można zrobić – tłumaczy Sławomir Przykucki z Sądu Okręgowego w Koszalinie.

– W mojej ocenie prawidłowo zachował się Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny w Koszalinie, który wydał opinię mówiącą o tym, że jeśli ten pan nie podda się terapii, to powinien być pozbawiony władzy rodzicielskiej. Pan oświadczył w sądzie, że nie podda się terapii, a mimo to ma kontakty z dzieckiem – mówi Teresa Żurowska, pełnomocnik pani Aleksandry.

Po ostatniej rozprawie pani Aleksandra podjęła desperacką decyzję. Postanowiła, że będzie ukrywać się z synkiem.

– Będę przebywała na terenie Polski, będę się zgłaszała na terminy rozpraw. Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie. To chyba będzie jedna wielka ucieczka, zmiana miejsc, żeby mnie nie znalazł, bo powiedział, że jak mnie znajdzie, to zabije – podsumowuje pani Aleksandra.*

* skrót materiału

Reporterka: Paulina Bąk

[email protected]

Leave a Reply

Your email address will not be published.