Rozwód z obywatelem Izraela

Mąż przez lata psychicznie i fizycznie znęca się nad żoną. Nie chce wyrazić zgody na rozwód, więc sprawa stoi w miejscu, bo sędzia, poza wzruszeniem ramion, niewiele może zrobić. W końcu żona wysuwa argument cuchnącego oddechu. „Czemu od razu tego nie powiedziałaś?!” – wykrzykuje wtedy rabin zasiadający w ławie sędziowskiej. Proces rusza z miejsca.

Taką historię przywołuje Susan Weiss, izraelska prawniczka i założycielka pozarządowej organizacji pomocy kobietom, Jad le-Isza, która specjalizuje się w prawie rozwodowym.

W tym konkretnym przypadku rozwód okazał się możliwy, bo cuchnący oddech w świetle prawa religijnego jest jedną z przeszkód uniemożliwiających pożycie i sankcjonuje rozstanie.

Dla rabinów zasiadających w sądach religijnych – jedynych, które w Izraelu uprawnione są do przyznawania rozwodów – archaiczny zapis z Miszny ma moc większą niż zeznania wykorzystywanej kobiety, chcącej uwolnić się od swojego oprawcy.

Rozwód z obywatelem Izraela Przekaż darowiznę na cele statutowe Fundacji Żydowskiej „Chidusz”:  42 1140 2004 0000 3602 7568 2819 (mBank)

Podobną niemoc kobiety wobec systemu jurysdykcyjnego znajdującego w rękach rabinów i absurd samego procesu pokazuje najnowszy film rodzeństwa Ronit i Shlomiego Elkabetzów „Viviane chce się rozwieść”.

Do polskich kin wszedł pod koniec lutego (we Wrocławiu można było go zobaczyć niestety tylko podczas kilku seansów), w Izraelu pokazywany jest już pół roku i zdążył zdobyć tam tytuł najlepszego filmu 2014 roku oraz nominację do Złotych Globów.

Film o sprawach w dużym stopniu niezrozumiałych dla widowni zagranicznej, którego akcja rozgrywa się w zasadzie w jednym pomieszczeniu (poza salą sądową bohaterów – przed wezwaniem na proces – możemy zobaczyć na korytarzu), zdołał na świecie wywołać debatę wykraczającą poza artystyczne kryteria, a koncentrującą się wokół problemu ukazanego w fabule.

W samym Izraelu na tyle poruszył opinię społeczną, że rabini na co dzień wydający wyroki w sprawach rozwodowych zdecydowali się obejrzeć go podczas swojej corocznej konferencji. Jak tłumaczyli, ich zamiarem było uzmysłowienie sobie, jaki wizerunek mają oni sami i instytucja, w której zasiadają, w oczach przeciętnych Izraelczyków.

Film, którego oryginalny tytuł to „Get” (czyli po hebrajsku list rozwodowy, który kobieta musi otrzymać od swojego męża), mimo kilku komicznych fragmentów doskonale pokazujących cechy typowo izraelskiej mentalności: gadatliwość, bezpośredniość, niepohamowaną skłonność do wyrażania własnych opinii na każdy temat, jest dwugodzinnym streszczeniem wyczerpującej (momentami także dla widza), pięcioletniej sądowej batalii o wolność, toczonej przez główną bohaterkę.

Ale czy wolność ma tylko postać getu, którego mąż, patrząc Viviene prosto w oczy, ze stoickim spokojem odmawia na każdej rozprawie? Walka toczy się nie tylko o wolność od męża, bo bohaterka i tak już z nim nie mieszka, dogaduje się w sprawie wspólnie spłacanego kredytu, codziennie przynosi dzieciom obiady i nie planuje ponownie z nikim się wiązać. Teoretycznie papier potwierdzający, że jest rozwódką, nie jest jej do niczego potrzebny. Walka toczy się o godność i fundamentalną sprawiedliwość, której sąd nie jest w stanie wymierzyć. Trudno nawet powiedzieć, żeby stał po stronie sprawiedliwości.

Sąd pokazany w filmie Elkabetzów jest obojętny i bierny. Kiedy po raz kolejny słyszy od Eliszy, męża Viviene, że ten nie zamierza dać jej rozwodu, zamyka posiedzenie. Za niesubordynację proponuje kary, które w wolność ani samopoczucie mężczyzny nie godzą (na przykład odebranie prawa jazdy, którego ten nie ma).

Kiedy Elisza, żeby utrudnić proces, nie pojawia się na kilku rozprawach z rzędu, rabin przewodniczący sądowi informuje Viviene, że wezwanie zostało wysłane i, retorycznie – bo na jej odpowiedź na pewno nie czeka, a wręcz uciszyłby ją, gdyby spróbowała się odezwać – pyta, co jeszcze może zrobić, rozkładając ręce w geście niemocy. Podczas gdy Viviene spełnia kolejne warunki stawiane przez rabinów i wprowadza się z powrotem do domu, żeby pokazać wolę ratowania małżeństwa, Elisza może bezkarnie sobie z niej drwić, dodatkowo mając po swojej stronie także brata żony. Obaj walczą w tej samej sprawie, nie chcąc dopuścić, by męska hegemonia została podważona. Elisza nie może uwięzić Viviene we własnym domu, ale może zachować pozory dominacji, sprzeciwiając się wręczeniu jej listu rozwodowego. W końcu, na którejś z rozpraw, przewodniczący sądu, po raz kolejny słysząc „nie” Eliszy, wykrzykuje, że ma już tej pary dość. Tak, jakby obydwoje przyczynili się do tego, że proces ciągnie się miesiącami.

W ciągu ostatnich kilku lat izraelskie filmy, które pokazywały wpływ tradycji religijnych na codzienne życie (np.

„Wypełnić pustkę” z 2012 roku, w którym młoda dziewczyna ma poślubić wdowca po swojej siostrze, albo „Oczy szeroko otwarte” z 2009 roku, gdzie lokalna społeczność znęca się nad chłopakiem, który nawiązuje romans z rzeźnikiem, przykładnym mężem i ojcem) skoncentrowane były głównie na społecznościach ultraortodoksyjnych i tym samym sugerowały, że pokazywany jest w nich inny, egzotyczny Izrael, rządzący się swoimi prawami. Obraz Elkabetzów mówi natomiast o czymś powszechnym i tym samym prowokuje do ostrej krytyki izraelskiego systemu prawnego, który, mimo że bazuje na przepisach często nieadekwatnych dla współczesnych czasów, determinuje życie w nowoczesnym, demokratycznym państwie. Viviene to w końcu kobieta taka sama, jak wiele innych w Tel Awiwie czy Jerozolimie, postępowa i nieprzywiązująca dużej wagi do religii.

Dlaczego więc musi tyle lat czekać na get od męża? Dlaczego tylko ona jest przez sąd pytana, czy sypia z innymi mężczyznami i na potwierdzenie swoich słów musi znaleźć świadków? Dlaczego jest karcona, kiedy na sali sądowej nieświadomie zaczyna bawić się swoimi włosami? Filmowy sąd nie robi nic, żeby jej pomóc. Stwarza tylko pozory rozwiązywania problemów, udaje, że zależy mu na ocaleniu rodziny, że działa dla jej dobra. I w tym akurat jest podobny wielu polskich katolickich duchownych, którzy, jak rabini z filmu, również chcą zachowania „świętości rodziny” bez względu na okoliczności.

Reżyserzy, którzy fabułę zbudowali na podstawie zasłyszanych rozmów i konsultacji z prawnikami (osoby postronne na rozprawy rozwodowe wstępu nie mają), mieli nadzieję, że ich film będzie przyczynkiem do zmian w przepisach, które skazują izraelskie kobiety na bierne czekanie na rozwód. Jak zwracają uwagę niektórzy zagraniczni recenzenci, mimo że sama sprawa jest słuszna, Elkabetzowie pokazali obraz zbyt jaskrawy i jednoznaczny. Prawdą jest, że w Izraelu nie istnieje rozwód cywilny (taki nagłówek, jako zarzut, pojawiał się w polskich gazetach), ale jest to tylko naturalne następstwo przepisów określających, że ślub może być zawarty tylko w ramach danego obrządku religijnego. W sprawach o rozwód sądy cywilne aktywnie uczestniczą, bo to z reguły tam najpierw ustalane są kwestie związane z opieką nad dziećmi czy podziałem majątku.

W tych instytucjach na stanowiskach sędziowskich pracują również kobiety (według oficjalnych statystyk stanowią połowę zatrudnionych), nie jest więc Izrael państwem, w którym status kobiety jest niższy, czy porównywalny do statusu w krajach arabskich.

Jest to jednak kraj paradoksów, w którym zarejestrować można związek cywilny zawarty w jakimkolwiek innym państwie, nieważne czy będzie to Francja, czy Ukraina, niezależnie, czy małżeństwo jest dwu- czy jednopłciowe. Kraj, w którym coroczna parada równości (ponoć jako jedyna na świece) współfinansowana jest z budżetu miasta Tel Awiw.

Sam sąd rabinacki, choć nie ma na to oficjalnych dowodów, w skrajnych sytuacjach, takich jak sprawa filmowej Viviene, potrafi wyjść ze swojej pasywnej roli i zna sposoby na zastraszenie upartych małżonków a także, jak niesie plotka, korzysta czasem z usług mafiosów.

Ostatecznie podarowanie getu – jedynego dokumentu, który oficjalnie kończy związek małżeński – zależy jednak wyłącznie od dobrej woli męża, który swoje uprawnienia może wykorzystać do manipulowania i znęcania się nad kobietą. I to właśnie powinno się zmienić.

Studium przypadku Viviene obrazuje tylko jeden z problemów, z którym mieszkańcy współczesnego Izraela muszą się zmierzyć. Na pewno prowokuje też do szerszej dyskusji na temat wpływu prawa religijnego na życie obywateli demokratycznego państwa. W różnych sferach życia świeccy Izraelczycy zaczynają domagać się zmian.

Chcą wprowadzenia komunikacji miejskiej w szabat, lobbują na rzecz małżeństw cywilnych, domagają się, żeby religijni Żydzi także służyli w armii.

I choć wielu z nich z radością kultywuje żydowskie tradycje i nie wyobraża sobie zawierania małżeństwa przed urzędnikiem a nie pod chupą, wciąż sprzeciwiają się oni zbyt dużej ingerencji religii w życie prywatne.

W Izraelu, będącym obecnie tyglem kultury świeckiej, religijnej i arabskiej, gdzie organizacje i partie ortodoksyjne odgrywają znaczącą rolę w kształtowaniu państwa, odseparowanie funkcji instytucji świeckich od religijnych nie będzie łatwym zadaniem.

Tak jak pokazuje zwyczaj związany z wręczaniem getu, tradycja wynika bezpośrednio z traktatów halachicznych i jest silnie zakorzeniona w systemie prawnym.

See also:  Rozwód z winy małżonka a alimenty

Na jak długo pozostanie niezmienna? Twórcy filmu mają nadzieję, że niebawem coś drgnie, a ich film będzie tej zmiany katalizatorem.

Moja wizyta w Izraelu, czyli common law w praktyce

Artur Broś

(inne teksty tego autora)

Po rozprawie, na moje pytanie o nagrywanie rozpraw, wszyscy wokoło okazali spore zdziwienie. Zapytano mnie, po co? I oczywiście stwierdzono, że jest to drogie, więc jeśli strona chce, to owszem może, ale na własny koszt.

Kolejna rozprawa. Tutaj ławki dla publiczności prawie pełne. Sprawa karna o zabójstwo, oparta na podsłuchach policji belgijskiej.

Prokurator przesłuchuje oskarżonego, stojąc na środku sali, tam gdzie u nas znajduje się mównica dla świadków. Oskarżony znajdujący się po lewej stronie od sądu siedzi cały czas.

Skład Sądu jest trzyosobowy. Sędziowie też są aktywni, ale atmosfera luźna, padają jakieś komentarze ze strony sędziego, który nie przewodniczy składowi. Linia obrony jest prosta. „Nie wiem, to nie ja, wiele osób korzystało z mojego telefonu”…, itp.

Porządek rozprawy wzorcowy, odtwarzane są na wniosek prokuratora kolejne rozmowy telefoniczne, prokurator po tym pyta, oskarżony niezmiennie podobnie jak wcześniej odpowiada. Sporo osób na sali jest w charakterze publiczności. Może ponad 20.

Pozostali oskarżeni, kilka osób, trudno policzyć, bo jeszcze policja i chyba obrońcy po drugiej stronie sali rozpraw wyraźnie znudzona, za szybą z pleksy. Sale rozpraw są niewielkie, ale kameralność sprzyja skupieniu.

Po obejrzeniu części rozprawy Adi Hadar poprosił swoją koleżankę, sędzię sądu rodzinnego Keren Gil. Okazuje się, że sądy rodzinne w Izraelu rozpoznają wszystkie sprawy rodzinne za wyjątkiem rozwodów. Śluby są tylko religijne, to i państwu nic do rozwodów. Sprawy spadkowe traktowane są jako sprawy rodzinne.

Ta znaczna odmienność od zasad funkcjonujących w Europie skłoniła mnie do zadania kilku pytań na temat prawa rodzinnego w Izraelu.

Z uzyskanych odpowiedzi wynika, że jurysdykcja sądów rodzinnych obejmuje wszystkie „sprawy rodzinne” oraz niektóre powiązane z nimi postępowania dotyczące stanu cywilnego, sprawy cywilne pomiędzy członkami rodziny i ich majątkami powiązane są ze sporem rodzinnym, bez względu na wartość przedmiotu sporu.

Apelacja od wyroku sądów rodzinnych przysługuje do sądu okręgowego, któremu przypadają takie same prawa jak sądowi rodzinnemu. Możliwe jest przeprowadzenie przed nim dodatkowych dowodów, w tym przesłuchania świadków, jeżeli zostanie to uznane za konieczne dla rozstrzygnięcia apelacji.

Sąd rodzinny posiada szczególne uprawnienia do odejścia (odstąpienia) od zasad postępowania dowodowego. Może przeprowadzać rozprawy tylko z udziałem członków rodziny, może rozpatrywać sprawy, nawet jeśli wartość przedmiotu sporu wskazuje na jurysdykcję sądu okręgowego.

Definicja członka rodziny obejmuje małżonka, ­common-law spouse, byłego małżonka pod warunkiem, że przedmiot sporu dotyczy okresu, w którym strony pozostawały w związku małżeńskim, dzieci, włączając w to dzieci małżonka, rodziców, rodziców małżonka, wnuków, dziadków, rodzeństwa i ich małżonków. Rodzic to także rodzic adopcyjny i opiekun. Rodzaje najczęściej rozpoznawanych powództw to powództwo alimentacyjne oraz ustalenie, zaprzeczenie ojcostwa, zaprzeczenie macierzyństwa, porwania rodzicielskie.

Ostatecznie doszliśmy do BAR właściwie po to, aby powiedzieć sobie do widzenia, skoro wszystkie istotne kwestie omówiliśmy po drodze.

Z tych istotnych, tak naprawdę, to ja chciałem porozmawiać o niezależności sądownictwa, ale dość szybko zostałem naprowadzony, że prestiż sądu jest tak wysoki, że nikomu do głowy nie przychodzi, aby możliwy był jakikolwiek krok polityków celem jakiegoś uszczuplenia czy nadzoru nad sędziami. Nawet Palestyńczycy wysoko cenią sobie niezależność sądownictwa Izraela. Jest to na pewno jeden z mocnych argumentów przeciwko jakimkolwiek próbom „reform” np. takich jak dokonywane ostatnio przez naszych polityków.

Generalnie szerokich kontaktów środowisko sędziów Izraela z innymi krajami nie utrzymuje. Ostatnio gościli delegację sędziów ze Szwajcarii.
Rozwód z obywatelem Izraela
Fot. Największa sala rozpraw Sądu Najwyższego.
Naprowadzam delikatnie rozmowę na temat zagrożenia ze strony polityków, dowiadując się, że owszem, zawsze istnieje. Pozostaje przekazać linki do kilku informacji o sytuacji w Polsce w nadziei, że moi rozmówcy na nie spojrzą. Odnośnie do możliwej współpracy naszych stowarzyszeń sędziowskich, sędziowie z którymi rozmawiałem ustosunkowali się jednak przychylnie. Ustaliliśmy wymianę adresów email i oficjalne zaproszenie dla ich ewentualnej delegacji w dogodnym czasie i miejscu.

Wizyta w BAR, instytucji, która została kilkakrotnie wspomniana w moim artykule, według wyjaśnień mojego „przewodnika” Simona, BAR – Izraelska Izba Adwokacka została utworzona w 1961 r. jako niezależny organ prawny stojący na straży jakości i uczciwości zawodów prawnych w Izraelu.

Jak pary międzynarodowe mogą zarządzać majątkiem? – Your Europe

Na tej stronie

  • Ostatnio sprawdzono: 11/04/2022
  • Przepisy UE w dziedzinie ustrojów majątkowych ułatwiają parom międzynarodowym, które zawarły związek małżeński lub zarejestrowany związek partnerski, bieżące zarządzanie majątkiem oraz podział majątku w razie separacji lub śmierci współmałżonka lub partnera.
  • Pary międzynarodowe to termin odnoszący się do małżeństw i zarejestrowanych związków partnerskich między obywatelami UE lub państw spoza UE, którzy:
  • mieszkają w UE i mają różne obywatelstwa lub
  • mieszkają w kraju UE, który nie jest ich krajem pochodzenia, lub
  • nie mieszkają w UE, ale posiadają aktywa w kraju UE.

Przepisy i procedury

Przepisy UE w zakresie ustrojów majątkowych par międzynarodowych mają zastosowanie w następujących 18 krajach UE: Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Finlandia, Francja, Niemcy, Grecja, Włochy, Luksemburg, Malta, Holandia, Portugalia, Słowenia, Hiszpania i Szwecja.

W przepisach tych określono:

  • sąd w kraju UE właściwy do spraw związanych z ustrojem majątkowym
  • prawo właściwe w danej sprawie (może to być prawo kraju z UE lub spoza UE) oraz
  • zasady uznawania i wykonywania w krajach UE orzeczeń wydanych w innym kraju UE.

Polska, Węgry, Dania, Irlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Słowacja i Rumunia nie stosują przepisów UE dotyczących ustrojów majątkowych par międzynarodowych. W tych krajach zastosowanie ma prawo krajowe.

Przepisy UE w zakresie ustrojów majątkowych par międzynarodowych nie obejmują spraw związanych z:

  • prawami przysługującymi małżonkom lub partnerom
  • istnieniem, ważnością lub uznaniem małżeństwa lub związku partnerskiego (kompetencje do definiowania rodziny i małżeństwa wchodzą w zakres prawa krajowego)
  • obowiązkami alimentacyjnymi małżonków lub partnerów po separacji lub rozwodzie
  • dziedziczeniem po zmarłym małżonku lub partnerze.

Przepisy UE w zakresie ustrojów majątkowych zapewniają pewność prawa

Alain, obywatel Francji, jest mężem Marie, obywatelki Belgii. Małżeństwo zawarli w Belgii i mieszkają tam na stałe. Jeżeli nie dokonali wyboru prawa właściwego, ich ustrój majątkowy jest domyślnie regulowany prawem belgijskim. Oprócz domu w Belgii kilka lat później kupili dom wakacyjny we Francji.

W przypadku rozwodu, sąd w kraju UE właściwy do rozstrzygania w sprawie ich rozwodu zajmie się również podziałem majątku (zarówno tego we Francji, jak i tego w Belgii).

Który kraj ma jurysdykcję?

Zgon, rozwód, separacja sądowa, rozwiązanie zarejestrowanego związku partnerskiego

W przypadku śmierci współmałżonka lub partnera, sąd w kraju UE właściwy do rozstrzygnięcia o dziedziczeniu współmałżonka lub partnera, będzie również zajmował się majątkowymi stosunkami małżeńskimi.

Podobnie sąd w kraju UE właściwy do rozstrzygnięcia o rozwodzie, separacji prawnej lub rozwiązaniu zarejestrowanego związku partnerskiego będzie również zajmował się majątkowymi stosunkami małżeńskimi

Inne przypadki

W innych przypadkach sądem właściwym do majątkowych stosunków małżeńskich pary jest sąd w kraju UE:

  • w kraju UE, w którym oboje współmałżonkowie lub partnerzy mają miejsce zwykłego pobytu lub, w przeciwnym razie,
  • w kraju UE, w którym oboje współmałżonkowie lub partnerzy mieli ostatnie miejsce zwykłego pobytu lub, w przeciwnym razie,
  • w kraju UE, w którym pozwany ma miejsce zwykłego pobytu lub, w przeciwnym razie,
  • w kraju UE, którego obywatelami są oboje współmałżonkowie lub partnerzy lub, w przeciwnym razie.
  • w kraju UE, na mocy prawa którego utworzono zarejestrowany związek partnerski.

Umowa dotycząca właściwości sądu

W przypadkach innych niż dziedziczenie, rozwód, separacja prawna lub rozwiązanie zarejestrowanego związku partnerskiego, współmałżonkowie i zarejestrowani partnerzy mogą uzgodnić między sobą sporządzenie umowy dotyczącej właściwości sądu. Umowa taka musi być sporządzona na piśmie oraz podpisana i datowana przez obie strony. Można przy tym wybrać:

  • sądy w kraju UE, którego prawo stosuje się do ustroju majątkowego pary albo
  • sądy w kraju UE, w którym zawarto związek małżeński lub zarejestrowano związek partnerski.

Jeżeli dany kraj UE uzna, że związek małżeński lub zarejestrowany związek partnerski nie może zostać uznany do celów postępowania w sprawie ustroju majątkowego, sprawę można skierować do sądu w innym kraju UE, w odniesieniu do którego istnieje odpowiedni łącznik.

Prawo właściwe i umowa o wyborze prawa właściwego

Współmałżonkowie i partnerzy mogą wspólnie postanowić o sporządzeniu formalnej umowy o wyborze prawa właściwego.

Umowa taka musi być sporządzona na piśmie, a jej celem jest wybór prawa mającego zastosowanie do ustroju majątkowego pary.

See also:  Ojciec nie dokłada się do żadnych opłat - co zrobić?

Umowę o wyborze prawa właściwego można sporządzić przed zawarciem małżeństwa lub związku partnerskiego, w momencie ich zawarcia lub po ich zawarciu. Małżonkowie lub partnerzy mogą wybrać prawo:

  • kraju zamieszkania obojga lub jednego z małżonków lub partnerów albo
  • kraju, którego obywatelem jest jeden ze współmałżonków lub partnerów, albo
  • kraju, w którym zarejestrowano związek partnerski, jeżeli dotyczy to związku partnerskiego.

Zgodnie z przepisami UE prawo państwa (z UE lub spoza UE), które ma zastosowanie do ustroju majątkowego pary, ma zastosowanie do wszystkich jej aktywów, niezależnie od ich lokalizacji.

Jeżeli nie sporządzono formalnej umowy o wyborze prawa właściwego, zastosowanie będzie mieć prawo kraju:

  • pierwszego wspólnego miejsca zwykłego pobytu współmałżonków po zawarciu małżeństwa
  • wspólnego obywatelstwa współmałżonków w chwili zawarcia związku małżeńskiego
  • z którym małżonkowie wspólnie mają najściślejszy związek w chwili zawarcia związku małżeńskiego, z uwzględnieniem wszystkich okoliczności
  • w którym zarejestrowano związek partnerski, jeżeli dotyczy to związku partnerskiego.

Uznawanie i wykonywanie orzeczeń sądowych

Orzeczenia sądowe w sprawach majątkowych wydane w jednym kraju UE są uznawane w innych krajach UE bez potrzeby przeprowadzania specjalnej procedury. Ich egzekwowanie nie jest jednak automatyczne i wymaga stwierdzenia wykonalności. Państwo UE, w którym egzekwowane ma być orzeczenie, może odmówić jego uznania, jeżeli:

  • jest ono jednoznacznie niezgodne z porządkiem publicznym
  • zaprzecza wcześniejszym orzeczeniom w tej samej sprawie.

Dokumenty urzędowe (często notarialne) są uznawane i wykonywane w taki sam sposób jak orzeczenia sądowe.

Rozwód po izraelsku. ‘Każda kobieta musi poprosić męża o pozwolenie na odejście’

Viviane Amsalem chce rozwieść się z mężem. Od dawna już razem nie mieszkają, nie kochają się, nic ich nie łączy. Ale Elizeusz uparcie odmawia dania jej “getu”, czyli listu rozwodowego zwracającego jej wolność.

W żydowskim prawie taki list może wręczyć tylko mężczyzna kobiecie – nigdy na odwrót. Dopóki mąż nie zgodzi się “uwolnić” Viviane, ta pozostaje związana przysięgą małżeńską. Nie ma dla “getu” alternatywy.

W takiej sytuacji znajduje się wiele izraelskich kobiet.

W Izraelu nie istnieje rozwód cywilny. Proces mający na celu zakończenie małżeństwa odbywa się przed sądem rabinicznym. Jego praca objęta jest tajemnicą, na sali mogą znajdować się tylko strony i prawnicy. W “Viviane chce się rozwieść” po raz pierwszy pokazana została (zainscenizowana, ale zgodna z prawdziwymi procedurami) praca sądu rabinicznego podczas rozwodowych obrad.

To film stworzony przez rodzeństwo – Ronit i Shlomiego Elkabetzów. Finalna część ich filmowej trylogii zmieniła bieg historii w Izraelu.

Sensacja zeszłorocznego festiwalu w Cannes i zdobywca rozmaitych nagród (w tym nominacji do Złotego Globu) od swojej wrześniowej premiery w kraju nie schodzi z nagłówków mediów, ust działaczy społecznych i zwykłych obywateli.

Pokazuje objęty najwyższą tajemnicą prawny relikt, który – choć nie przystaje do współczesnych realiów – wciąż ma decydujący wpływ na życie tak wielu. Film pozwala spojrzeć na proces rozwodowy oczami kobiety, która – choć zniewolona przez prawo – jest silniejsza niż archaiczne zasady.

Nie ma dziś w Izraelu kobiety, która by nie słyszała o filmie “Viviane chce się rozwieść” – mówi reżyser. Na zdjęciu Ronit Elkabetz – współreżyserka i aktorka grająca główną rolę (fot. materiały promocyjne)

“Viviane chce się rozwieść” wywołał tak gorącą debatę, że zorganizowano jego specjalny pokaz dla przedstawicieli Bejt Din, czyli sądów rabinicznych z całego kraju. Taka sytuacja miała wcześniej miejsce tylko raz.

“Skazane na małżeństwo” Anat Zurii, opowiadający o udrękach kobiet zmagających się z rabinicznymi sądami, wywołał dziesięć lat temu protesty przed placówką sądu w Jerozolimie. Na jego temat wypowiadali się najwyżsi przedstawiciele Bejt Din. “Viviane…

” ustanawia jednak precedens: specjalny pokaz filmu został zorganizowany podczas dorocznego, narodowego zgromadzenia żydowskich trybunałów religijnych z całego kraju.

– Myślę, że sądy rabiniczne winny uważnie przyglądać się ścieżkom publicznego dyskursu. Muszą to [film] zobaczyć, aby zrozumieć niuanse, zrozumieć, jak postrzega nas społeczeństwo (…).

Jeśli jego wizja jest niezgodna ze stanem faktycznym, powinniśmy przeanalizować dlaczego i zasugerować rozwiązania, mające na celu wyświetlenie prawdziwego obrazu naszej pracy [społeczeństwu].

Jeśli obraz [pokazany w filmie] jest prawidłowy, a nam potrzeba zmiany procedur i zachowań, także musimy o tym porozmawiać i działać” – uzasadniał decyzję o historycznym pokazie rabin Shimon Yaakobi, prawnik i doradca prawny sądów rabinicznych.

– Przez sto lat istnienia Bejt Din nikomu nie udało się ich członków nawet zaprosić na wywiad, porozmawiać o ich pracy.

Na przestrzeni setek lat historii judaizmu rozmaici filozofowie próbowali dostosować kształt praktyki religijnej do zmieniających się czasów i nie potrafili tego zrobić.

[Ta sytuacja] to ogromny pierwszy krok do tego, by kiedyś to się udało – dodaje współreżyser Shlomi Elkabetz, z którym udało mi się spotkać podczas dnia prasowego w Paryżu.

Shlomi Elkabetz: – Jesteśmy z Ronit rodzeństwem. Nasi rodzice to był taki “miks” – z jednej strony rodzina ortodoksyjna, z drugiej tradycyjna. Nasza matka była kobietą wyprzedzającą swoje czasy, bardzo postępową, o feministycznych poglądach.

Bardzo dbała o rodzinę, o nas, ale zdarzało jej się też na dłużej wyjeżdżać, co wcale nie było wówczas tak częste. Rodzice podarowali nam wolność wyboru. Nie naciskali. Myślę, że ojciec po cichu liczył, że wybierzemy życie bliżej religii, bo to było dla niego ważne.

Ale nigdy nie czynił nam wyrzutów. “Viviane chce się rozwieść” zainspirowała postać naszej matki.

Kiedy powstawał nasz pierwszy film, “Wziąć sobie żonę” (2004), pragnęliśmy stworzyć coś o nas, ale z czasem okazało się, że zarysowana przez nas historia się rozwija, a jej prawdziwą bohaterką jest właśnie matka.

Rozwód w Izraelu to nie decyzja dwójki ludzi. Tylko mężczyzna może zakończyć związek (fot. materiały promocyjne)

Pamiętajmy, że to jednak impresja, a nie film oparty na faktach.

– Tak, bo choć punkt wyjścia “Viviane…” jest zakorzeniony w życiu, to film jest fikcją. Nasza matka nigdy nawet nie była w sądzie. Użyliśmy “szkieletu”, jakim było jej życie, charakter, i na tym zbudowaliśmy fabułę.

To była niezwykle intymna podróż. Skupiamy się na Viviane, jej mężu, Elizeuszu, i ich konfrontacji z izraelskim systemem prawnym.

Skoro prawo tak chętnie ustala mężowi i żonie role, nadaje status, czy będzie też w stanie pomóc im rozwiązać ich problemy?

Przed sądem rabinicznym rozwodzą się ludzie religijni?

– Nie. W Izraelu nie istnieje sekularne prawo rozwodowe. Ktokolwiek chce się rozwieść, wierzący czy nie – czeka go ta sama procedura: każda kobieta musi poprosić męża o pozwolenie na odejście.

Dlaczego rozwód pozostaje pod jurysdykcją sądu religijnego?

– Myślę, że to wynika z próby wymyślenia sposobu na definiowanie, kto jest Izraelczykiem, a kto jest Żydem. W Izraelu definiuje się i kontroluje czyjąś narodowość przez religię.

Bez tak wyraźnych zasad ustalania narodowości państwo byłoby bardziej różnorodne i znacznie bardziej zsekularyzowane. Ale tak nie jest i dlatego prawo religijne jest tak silnie zakorzenione w społeczeństwie izraelskim.

To jest temat, od którego przedyskutowania i podważenia warto byłoby zacząć rozdział państwa i Kościoła, co u nas w kraju nie miało miejsca.

– Trzeba tu wspomnieć o jednym z najtrudniejszych zagadnień w judaizmie. To temat bękartów. Sąd rabiniczny szalenie się go boi. Jeśli kobieta jest zamężna i ma dziecko z mężczyzną, który nie jest jej mężem, to dziecko postrzega się jako bękarta.

I ono nie może wejść w związek z kimś z żydowskiej społeczności przez kolejne dziesięć pokoleń. To oznacza, że społeczności muszą przestrzegać prawa, żeby się nie “zanieczyszczać”.

Pojawia się zatem pytanie – dlaczego trzyma się kobiety na smyczy małżeństwa, dlaczego nie ułatwić im procedury rozwodu, jeśli go pragną?

Wtedy “problem bękartów” sam by się rozwiązał. Kobiety nie musiałyby tkwić w niechcianych związkach.

– Ale to nie może być takie proste, prawda? Bo tak naprawdę chodzi o dystrybucję władzy. Ma ją mieć w swoich rękach mąż. Mąż, prawo i sąd. Rozwód nie jest więc w Izraelu decyzją dwójki ludzi, chcących decydować o swojej przyszłości i pragnieniach.

Jest grą o to, kto ma władzę, wpływ na drugą osobę. Rozwód traktowany jest jako akt zrzeczenia się władzy. O to w filmie de facto prosi swojego męża, Elizeusza, Viviane. A jemu tę władzę dało społeczeństwo, którego prawa projektowane są przez mężczyzn i dla mężczyzn.

I on ma problem z tym, żeby się jej zrzec.

Kiedy mężczyzna daje kobiecie “get”, wygłasza między innymi takie słowa: “Od dnia dzisiejszego jesteś dostępna każdemu mężczyźnie”. Rozwód zmienia poniekąd znaczenie. Staje się przyzwoleniem na przekazanie kobiety innemu mężczyźnie, a nie uwolnieniem jej.

– Oczywiście. Mężczyznę prosi się przecież, żeby zrezygnował z całej mocy nadanej mu przez status małżonka. Ma na głos zgodzić się, by żona mogła być z każdym mężczyzną, z jakim być zechce. Nie jesteś wolna, żeby robić to, co chcesz. Jesteś dostępna dla innego… Tak właśnie to wygląda.

See also:  Czego może żądać żona przy podziale majątku - czy muszę jej zapewnić mieszkanie?

Filmowa Viviane stała się nie tylko stroną w sądzie, ale – na metaforycznym poziomie – wyrosła na sędziego (fot. materiały promocyjne)

Viviane, choć w świetle prawa nie ma żadnej władzy, jest tak naprawdę niezwykle silną kobietą. Elizeusz – choć decyduje o jej być albo nie być, to osoba pozbawiona charakteru, bezsilna.

– Nie chcieliśmy pokazać Viviane jako ofiary. Ona nie jest smutną postacią. Może film bywa momentami mroczny, przygnębiający, bo sytuacja, o której opowiada, taka jest. Ale Viviane jest pełna światła, siły.

Gdyby taka nie była, nie zniosłaby procesu rozwodowego ciągnącego się przez osiem lat. Ciągłego meldowania się przed tym samym sądem, powtarzających się upokorzeń, walki o własne prawa.

Ta sytuacja mogłaby złamać niejedną kobietę.

– Wielki. W naszym kraju mamy wiele wpływowych kobiet. Zajmują wysokie stanowiska w wojsku, prowadzą świetnie prosperujące firmy.

Jednocześnie te same kobiety, jeśli chciałyby się rozwieść, tak jak Viviane musiałyby dostać pozwolenie od mężów.

Nasza bohaterka niby jest wolna – żyje poza domem, nikt jej nie kamienuje, nie bije za to, że odeszła od męża, nie grozi śmiercią, jak w innych niechętnych rozwodom krajach. A jednak ciągle jest na łasce męża.

Świat przyjął wasz film z entuzjazmem. A jak na “Viviane…” zareagowali widzowie w Izraelu?

– Reakcja była bardzo intensywna, także dlatego, że do sądu rabinicznego nie ma wstępu – tylko prawnicy i ci, którzy są stronami w procesie, wiedzą, jak proceduje. W Izraelu można śledzić przebieg procesu o morderstwo, ale formuła procesu rozwodowego pozostaje dla obywateli tajemnicą. To niemalże temat tabu. Na nasz film ustawiały się ogromne kolejki, często brakowało biletów.

Skoro rozwodów nie można oglądać, skąd czerpaliście wiedzę, która pozwoliła w wiarygodny sposób przedstawić jego przebieg na ekranie?

– Nie mieliśmy wstępu na salę, ale spędziliśmy długie tygodnie w budynku sądu na korytarzu, słuchając przewijających się tam ludzi, przyglądając się im. No i ściany w sądach są cienkie, wszystko słychać. Studiowaliśmy także prawo.

Scenariusz konsultowaliśmy z wieloma prawnikami, a nawet z sędzią – mieli kilka kosmetycznych uwag. Pamiętajmy, że przedstawiamy prostą wersję rozwodu.

Nasza bohaterka nie walczy o opiekę nad dziećmi czy prawo do domu – a jedynie, a może aż, o własną wolność.

Film stał się tematem numer jeden w izraelskich mediach. Od premiery minęło kilka miesięcy, ale nadal się o nim mówi!

– Tak, film “został” z ludźmi po seansie na tyle długo, że stał się tematem rozmów, stopniowo przeradzając się w ogólnonarodową dyskusję, wreszcie niemal codziennie mówiono o nim w wiadomościach.

Zapoczątkował jakiś ruch… To znaczy ruch w ludzkiej świadomości, psychice.

Filmowa Viviane stała się nie tylko stroną w sądzie, ale – na metaforycznym poziomie – wyrosła na sędziego, zaprasza nas do swojego sądu, do swojego życia…

Filmowa Viviane to postać bardzo silna (fot. materiały promocyjne)

Jak na film zareagowały organizacje feministyczne?

– Chyba już wszystkie z nich w jakiś sposób wykorzystały film do swoich celów, daliśmy im taką prawną możliwość.

– Doczekaliśmy się wielu wyrazów wsparcia od rozmaitych ruchów politycznych: Ministerstwa Sprawiedliwości, członków Knesetu, rabinów…

A już zaraz, dzięki wstawiennictwu rabina Shimona Yaakobiego, prawnika i doradcy prawnego sądów rabinicznych, film zostanie wyświetlony na prywatnym pokazie ich sędziom (dayanim) podczas corocznej konwencji w lutym 2015 roku [rozmowa odbyła się tuż przed konwentem, stąd czas przyszły – przyp. aut.].

Wymagało to specjalnego pozwolenia przewodniczącego Najwyższego Sądu Religijnego Bejt Din – Yitzhaka Yosefa. Wydelegowany konsultant musiał między innymi upewnić się, że na ekranie nie ma scen nieprzyzwoitych, których duchowym przywódcom oglądać nie wolno.

To o tyle wyjątkowa sytuacja, że ortodoksyjni duchowni, których tam jest większość, w ogóle nie oglądają filmów! Do tego, pierwszy raz w historii rabini zasiadający w sądach zobaczą siebie oczami kobiety – naszej bohaterki Viviane, mojej siostry Ronit. Będą siedzieć tam, gdzie siedzi Viviane, i patrzeć na siebie, jak prowadzą obrady.

Przez sto lat istnienia tej instytucji nikomu nie udało się nawet zaprosić ich na wywiad i porozmawiać o ich pracy. Na przestrzeni setek lat historii judaizmu rozmaici filozofowie próbowali dostosować kształt praktyki religijnej do zmieniających się czasów i nie potrafili tego zrobić.

To ogromny i pierwszy krok do tego, by to się kiedyś udało.

Ronit i Shlomi Elkabetz podczas pracy nad filmem (fot. materiały promocyjne)

Po wiekach stagnacji wreszcie nadzieja, i to dzięki filmowi? Trzymam kciuki, ale brzmi to dość… naiwnie.

– Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie, ale mogę tylko bawić się w detektywa, tak jak robię to w filmie. Patrzę na historię, na istotne dla ludzkości zmiany, jakie następowały w różnych krajach. I wiem, że zawsze był jakiś pierwszy krok, pęknięcie, ferment. Ten film to jest nasz pierwszy krok. Co będzie za rok, dwa lata, dziesięć – czas pokaże.

Ale myślę, że “Viviane…” pozostanie w świadomości ludzi na dłużej. Dzięki swojemu sukcesowi w kraju i za granicą film przestał być tylko filmem, stał się prawdziwym procesem Viviane Amsalem. Nie ma dziś w Izraelu kobiety, która by o nim nie słyszała. I nie ma takiej, która powie: chcę przejść przez to, przez co przeszła Viviane. Ich świadomość się zmienia.

Od tego zaczęliśmy rozmowę i do tego chcę wrócić na koniec: co dziś oznacza “być Izraelczykiem”?

– To już coś więcej niż tylko kwestia religii. Czy takie miejsce jak Izrael może stać się sceną mieszania się rozmaitych kultur, religii i stworzyć spójne, zjednoczone społeczeństwo – trochę o to mnie pytasz. Przyjrzyjmy się krajom uważanym za wzór demokracji w dzisiejszym świecie.

Stany Zjednoczone – mam na myśli perspektywę społeczną, nie żadną inną – są po dziś dzień chyba jedynym krajem, który praktykuje demokrację w stopniu najwyższym. Oczywiście w tę amerykańską demokrację jest wpisana pewna przesada, bo demokracja i kapitalizm są tam nierozerwalnie złączone.

Ale z drugiej strony w państwach socjalnych, na przykład w Szwecji, dominujący system też nadgryza demokrację… Nie ma miejsca idealnego, ale uważam, że tylko w Stanach istnieją sąsiedztwa, gdzie sprzedawca w sklepie jest Jordańczykiem, w kolejce do kasy stoją Libańczyk i Izraelczyk, a obok para gejów wymienia czułości…

Może ta bańka pęknie, trudno powiedzieć. Gdybyśmy w Izraelu przeszli przez kolejne etapy ewolucji, być może stalibyśmy się społeczeństwem, o jakim my sami marzymy. Gdzie obywatele mieliby możliwość być tym, kim chcą, na każdej płaszczyźnie życia.

Kobieta, mężczyzna, gej, osoba religijna, ateista – byliby po prostu obywatelami. Równymi, bez kategorii, hierarchii, różnic… Bo jaka jest alternatywa dla określania tożsamości narodowej? Skrajny nacjonalizm. Rozpoczynanie dnia od ślubowania fladze, śpiewania hymnu…

Proces ustalania, czym jest narodowość, to ciągłe przeplatanie się progresu i regresu. “Utopia” – to nazwa sklepu, z którego wypożyczamy kamery. Nie sądzę, żeby ludzie marzyli o utopii. Chcą postępu.

Plakat filmu “Viviane chce się rozwieść” (fot. materiały promocyjne)

Shlomi Elkabetz . Izraelski reżyser, scenarzysta i aktor. Urodził się w 1972 roku w Beer Szewa w religijnej rodzinie marokańskich Żydów, wywodzących się z portowego miasta As-Sawira. Jego matka była fryzjerką, a ojciec pracownikiem poczty. Matka posługiwała się płynnie francuskim i arabskim, ale ojciec naciskał, ażeby w jego rodzinie mówiono wyłącznie w języku hebrajskim.

Elkabetz spędził siedem lat w Nowym Jorku, gdzie grał w teatrze, pisał scenariusze i wprawiał się w reżyserskim fachu. W 2003 roku razem ze swoją siostrą Ronit rozpoczął pracę nad filmową trylogią o wewnętrznej, społecznej i prawnej walce maghrebskiej kobiety o wolność i prawo do samostanowienia. “Viviane chce się rozwieść” jest jej zwieńczeniem.

Elkabetz wykłada w szkole filmowej w Tel Awiwie.

Anna Tatarska . Dziennikarka filmowa pisząca dla polskich i amerykańskich mediów. Współpracuje z wieloma redakcjami, od magazynów branżowych po pisma kobiece. Tak jak w pracy, ceni wolność też w życiu: zawsze na walizkach, w ruchu. Za dużo mówi. Jej pasją są wywiady, podróże, sztuka kulinarna i rowery, ale najbardziej lubi innych ludzi.

Leave a Reply

Your email address will not be published.