Buntowanie dziecka przeciwko matce

Syndrom Gardnera – zaburzenie występujące u dziecka, które w przypadku rozwodu rodziców jest czynnie angażowane w potępianie i krytykowanie jednego z rodziców, przy czym oczernianie to jest często nieuzasadnione i/lub wyolbrzymiane.

Stosowane wobec dziecka metody (“pranie mózgu”, manipulacja, szantaż emocjonalny, indoktrynacja) powodują daleko idące konsekwencje dla psychiki dziecka: poczucie wyobcowania, negatywna samoocena, problemy z własną tożsamością i autonomią, w życiu dorosłym – trudności z nawiązaniem bliskich relacji, depresje, stany lękowe, nałogi i fobie.

Rozmowa z p. Agnieszką Kawulą-Kubiak rozmawia: Jolanta Gajda

JG: Z dużym zainteresowaniem przeczytałam w “Charakterach” Pani artykuł o problemach ojców, którzy po rozwodzie są odsuwani od swoich dzieci przez byłe żony. Kobiety te, chcąc osiągnąć własne cele, często nie przebierają w środkach, nawet jeśli ich zachowanie jest bardzo szkodliwe dla samego dziecka. Jak to się stało, że zainteresowała się Pani taką tematyką?

AK: Przede wszystkim dziękuję za dobre słowo. Zawsze cieszą takie opinie, bo to znaczy, że misja została spełniona, jeden człowiek więcej, który dowiedział się o problemie. Jak się zainteresowałam? Można powiedzieć, że temat leżał na ulicy.

Tak! Uraczono mnie ulotką reklamującą Stowarzyszenie Ojcowie z Trójmiasta. Ot, ulotka jakich wiele się rozdaje. Popatrzyłam, poczytałam i – wstyd się przyznać – uznałam, że pewnie robią więcej szumu niż działają. Postanowiłam do nich napisać i przekonać się, jak jest naprawdę.

Chciałam się spotkac, poznać, porozmawiać o problemach, z jakimi się borykają.

Na maila nie odpowiedziano od razu, za to, kiedy już otrzymałam list, popłakałam się czytając.

Szef Stowarzyszenia zapamiętał mnie i przesłał list pewnego chłopaka, który zgłosił się do nich o pomoc, a skoro media to władza, pomyślał, że mogę pomóc (pracowałam wtedy w Radiu Gdańsk).

Kiedy czyta się list szesnastoletniego chłopca, opisującego ile zła wyrządziła mu rodzona matka, brakuje słów i proszę mi wierzyć – strasznie trudno się zdystansować… Pozwolę sobie zacytować fragment:

Nazywam się Mariusz, mam 16 lat. Mieszkam w Gdyni z tatą. Od czasu, kiedy mama rozbiła Naszą rodzinę, minęły 2 lata. Wszystko zaczęło się przez Internet. Mama poprzez czat poznała jakiegoś pana o 10 lat młodszego od Niej, dla którego opuściła Nas (mnie, tatę i siostry) na początku wakacji wyjeżdżając do Niego gdzieś na południe Polski wmawiając rodzinie, że wyjeżdża na kursy, przez które będzie mogła pracować w policji. Po paru tygodniach wróciła i wszystko się zmieniło. Raz, pod nieobecność taty zapytała moje młodsze siostry, Olę (15 lat) i Żanetę (11 lat) z kim chcemy zostać. Ola wybrała mamę, Żaneta też. Ja natomiast wybrałem obojga rodziców…

Choć minął od tego listu już przeszło rok, słowa nadal są żywe. Historię Mariusza i jego taty chcę opowiedzieć w kolejnym reportażu. Matka wyrzekła się własnego syna i zbuntowała siostry przeciwko niemu i byłemu męzowi, który troszczył się o dzieci, kiedy ich matka balowała gdzieś w Polsce.

Kiedy poznaje się takie historie, nagle opada kurtyna stereotypu, że to mężczyźni są źli. Kobiety tez takie potrafią być, a o tym się często zapomina. Teraz już nie potrafię przejść obojętnie obok takiego problemu, a im głębiej się wchodzi, tym więcej łez dzieci…

JG: Poznała Pani wiele podobnych dramatycznych historii, w których mama nastawiała dzieci przeciwko tacie. Jakie zachowania kobiet są w tych sytuacjach typowe? Które z nich poruszyły Panią najbardziej?

AK: W zasadzie trudno “wartościować” zachowania kobiet. Każda opowiedziana historia poruszyła, każdy, nawet najmniejszy krok przeciwko dziecku, jest skandaliczny i porusza, ale chyba na zawsze zostaną we mnie właśnie słowa Mariusza: matka się mnie wyrzekła, bo zostałem z ojcem…

Z kolei kiedy inny tata opowiada, jak po długim okresie niewidzenia córeczki, ona ma poobgryzane do krwi paznokietki…

Inne matki wmawiają dzieciom, że były molestowane przez ojca (to jest kolejny krok w sprawach sądowych, często kobiety sięgają po takie argumenty), jednak psychologowie nie dali się oszukać, kiedy dziewczynka powtarzała jak mantrę słowa wyuczone na pamięć…

Buntowanie dziecka przeciwko matce

JG: Gra dzieckiem jest – powiedzmy to bez ogródek – wyrazem egoizmu dorosłych i ich braku odpowiedzialności za to, co się dzieje w życiu emocjonalnym młodego człowieka. Jednak chyba nie jest łatwo osądzić w konkretnym przypadku, po stronie którego z rodziców leży wina?

Przecież często bywa tak, że matka dostaje prawo do opieki nad dzieckiem, a ojciec w trakcie sporadycznych spotkań z córką czy synem rozpieszcza dziecko prezentami, chcąc “pokazać” jak dobrym jest tatusiem, pozwala dziecku na coś, mimo że wie, iż mama tego zabrania lub wręcz nastawia dziecko przeciwko mamie, mówiąc mu na przykład, że mama go nie kocha. Jest mnóstwo takich przypadków, gdzie wina leży bezsprzecznie po stronie ojca. Czy jest możliwe obiektywne stwierdzenie, który z rodziców manipuluje, a który mówi prawdę?

AK: Tak jak mówiłam, nie ma spraw jednoznacznych. Sądownictwo mamy takie, a nie inne i najczęściej dziecko zostaje przy matce, nawet jeśli biegli psychologowie zalecaliby inne rozwiązanie… Tak tez się zdarza. U jednej z matek stwierdzono nadopiekuńczość, złe metody wychowawcze i wiele innych rzeczy, a dziecko jest przy niej… Ojciec walczy o dodatkowe godziny.

Prawdę mówi tylko dziecko. Jeśli z nim spędzić więcej czasu, można od razu poznać prawdę, bo dzieci są szczere. Jedna z matek nakazała synowi: “Powiedz tacie, to co powiedziałeś do mnie rano, pamiętasz?” Potem synek podchodzi do ojca i na ucho mówi: “Tato, to nie prawda, że się ciebie boję, ale mama kazała tak powiedzieć, więc musiałem…”

Owszem, bywa często tak, że ojciec nie interesuje się dzieckiem. Idzie na łatwiznę, odpuszcza sobie. Ale takimi sprawami się nie zajmuję, bo bardzo łatwo powiedzieć, faceci tacy już są.

Ci ojcowie, z którymi mam kontakt i którzy wygrali sprawy, mają dzieci przy sobie, opowiadają swoim dzieciom o matkach, żeby wiedziały, że je mają i powinny być dla nich ważne.

Nie oczerniają, naprawdę! Ojcowie, którzy przeszli przez piekło walki o dziecko, czy też są w trakcie, jedyne o czym marzą, to o przytuleniu dziecka, zapewnieniu mu bezpieczeństwa i daniu jak najwięcej miłości, a nie o krzywdzeniu.

Nawet jeśli odsetek ojców, tych dobrych, jest mały, to nie można generalizować sprawy mówiąc, że wszyscy są źli.

Mnie się serce kroi kiedy słyszę, że dziecko musi oglądać wojny rodziców. To zostawia w psychice trwały ślad, czasem nie da się go usunąć. Byłabym naprawdę szczęśliwa, gdyby dzieci w ogóle nie musiały tak cierpieć, biorąc bezpośredni udział w życiu ich rodziców…

Trzeba oczywiście cały czas pamiętać, że w sprawie syndromu Gardnera sprawa nie jest jednoznaczna. Problem dotyczy zarówno matek, jak i ojców, nie tylko matki są złe. W swoim reportażu chciałam po prostu położyć punkt ciężkości na matkach, bo bardzo często to właśnie one odcinają dzieci od ojców.

Tylko – jak podkreślają to specjaliści, z którymi rozmawiałam – czytając taki reportaż warto mieć w pamięci, że zarówno jeden rodzic, jak i drugi może “grać” dzieckiem. Ja zajęłam się ojcami, bo o prawa matek walczy się wszędzie, a ojcowie, ci “dobrzy” mają pod górkę… O nich też trzeba mówić.

JG: Wspominała Pani na początku naszej rozmowy o Stowarzyszeniu Ojcowie z Trójmiasta. Rozumiem, że powstało ono właśnie po to, by wspierać panów w walce o ich ojcowskie prawa. Czy jest to jedyne stowarzyszenie tego rodzaju w Polsce? Jakiej pomocy mogą oczekiwać ojcowie, którzy zgłaszają się tam ze swoim problemem? Czy są jeszcze jakieś inne instytucje, w których mogą szukać pomocy?

AK: Stowarzyszenie Ojcowie z Trójmiasta powstało dzięki Krzysztofowi Gawryszczakowi. Sam walczył o swojego syna. Do dziś walczy, ale z kilku godzin w roku na spotkania udało mu się już wywalczyć kilkadziesiąt!

Ojcowie którzy szukają pomocy najczęściej otrzymują porady, wsparcie duchowe i wszyscy pozostali trzymają kciuki. Kobiety też czasem proszą o porady. To jest jak rodzina, każdy może zadzwonić.

Ci, którzy już mieli kontakt z Krzysztofem, wiedzą, jaki to człowiek i jak bardzo przeżywa każdą sprawę. Buntowanie dziecka przeciwko matce Można również zajrzeć do serwisu www.wstroneojca.pl.

Gdzie jeszcze można otrzymać pomoc? Tak naprawdę to chyba w pokoju prawnika… Wszystko zależy od tego na jakim etapie jest sprawa rozwodowa i czy w ogóle już została założona.

Ja zawsze wychodzę z założenia, że do końca powinno się walczyć o związek (jeśli nie był patologiczny). Bardzo ważne są rozmowy, spotkania z psychologami, mediacje…

Jeśli wszystko zawiedzie, nie ma porozumienia, niestety pozostaje chyba droga sądowna, a ta często zawodzi ojców. Sądy rodzinne są bardzo często po stronie matek, często też niesłusznie.

JG: Przygotowuje Pani kolejny reportaż dotyczący syndromu Gardnera. Gdzie będziemy mogli go przeczytać?

AK: Nowy reportaż pojawi się w kobiecym magazynie “Olivia”. Opiszę tam niektóre historie ojców oraz zamieszczę informacje uzyskane w rozmowach ze specjalistami.

JG: Dobrze, że Pani – jako dziennikarz i jako kobieta – zajęła się opisywaniem tego problemu. Miejmy nadzieję, że dzięki temu wzrośnie społeczna świadomość tego, że taki problem istnieje i że nie zawsze ojciec jest winny.

Dziecko potrzebuje obojga rodziców, ich miłości i akceptacji, potrzebuje też poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, otwartej i uczciwej komunikacji z najbliższymi. Te wszystkie czynniki decydują o prawidłowym rozwoju emocjonalnym dziecka.

I byłoby dobrze, gdyby rodzice o tym pamiętali.

Dziękuję Pani za rozmowę.

Alienacja Rodzicielska

Alienacja rodzicielska to przede wszystkim fizyczne odseparowywanie dziecka od drugiego rodzica. Ale nie tylko.

To także wpływanie na psychikę dziecka, buntowanie dziecka przeciwko rodzicowi.

Alienacja rodzicielska stanowi niewątpliwie formę przemocy emocjonalnej wobec dziecka i drugiego rodzica. Utrzymująca się przez dłuższy czas prowadzi do niszczenia łączącej ich więzi.

Alienacja rodzicielska dotyczy sytuacji, gdy jeden z rodziców nie bierze udziału w życiu dziecka, a drugi się do tego przyczynia.

Alienacja rodzicielska to zespół świadomych lub nie zachowań wywołujących zaburzenia w relacji dziecko – rodzic.

Efektem alienacji rodzicielskiej jest utrudnianie kontaktów z dzieckiem jednemu z rodziców przez drugiego i budowanie w świadomości dziecka jego negatywnego obrazu.

Na potrzeby niniejszego wpisu, przyjmijmy, że mamy do czynienia ze świadomym, zamierzonym działaniem rodzica – alienatora i że jest nim matka dziecka, przy którym – po rozstaniu rodziców – pozostało dziecko.

Buntowanie dziecka przeciwko matceKampania RPD  /https://brpd.gov.pl/

Formy Alienacji Rodzicielskiej oraz jej skutki

Alienacja rodzicielska przybiera różne formy. Alienacja rodzicielska może przybierać postać nastawiania dziecka przez jednego rodzica przeciwko drugiemu rodzicowi. Matka buduje wówczas negatywny obraz ojca, opowiada nieprawdziwe historie na jego temat.

Zdarza się, że matka wmawia dziecku, że tata go nie kocha. Matki często traktują ojców lekceważąco, pogardliwie – i co najgorsze – robią to w obecności dziecka. Robią złośliwe uwagi o tym, jaki tata jest beznadziejny.

Wszelkie starania odseparowanego rodzica są deprecjonowane.

W przypadku alienacji rodzicielskiej bardzo często dzieci poddawane są szantażowi emocjonalnemu. Matka mówi na przykład, że będzie jej smuto, gdy dziecko pójdzie do taty. Zdarzają się też próby „przekupienia dziecka”, nagradzania go za unikanie spotkań z ojcem: „Jak nie pójdziesz do taty, to pójdziemy na lody”.

Zdarza się, że matki nie chcą wydąć dziecka ojcu, przez co dochodzi do awantur, których świadkiem bywa dziecko.

Awantury często kończą się interwencją Policji, podczas której funkcjonariusze stwierdzają, że nie ingerują w sprawy rodzinne.

See also:  Przeprowadzka z dzieckiem do innego miasta a kontakty

Alienator tak ustawia siebie w rozgrywce przeciw drugiemu rodzicowi, by wszystkie komunikaty płynące na zewnątrz wiązane były z „decyzjami” dziecka, a nie alienatora: „Dziecko nie chce iść do ciebie, nie będę go przecież zmuszać”.

Pojęcie alienacji rodzicielskiej w pierwszej kolejności kojarzy się z matką lub ojcem, utrudniającym kontakty z dzieckiem. Pamiętajmy jednak, że  osobami wywołującymi ten problem mogą być również inne osoby, np. dziadkowie, czy opiekunowie dziecka.

Psychologowie ostrzegają, że efektem alienacji rodzicielskiej mogą być problemy emocjonalne, większa podatność na nałogi, problemy w budowaniu związków intymnych w dorosłym życiu, a nawet choroby psychosomatyczne i psychiczne, a także tendencje samobójcze.

Rzecznik Praw Dziecka na temat Alienacji Rodzicielskiej

Problem alienacji rodzicielskiej dostrzeżony został przez Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka. Jego zdaniem alienacja dziecka od jednego z rodziców jest niewątpliwie formą przemocy emocjonalnej. Rzecznika zainaugurował kampanię pod hasłem „Jestem mamy i taty”.

Jej celem jest przypomnienie dorosłym, że dzieci należy traktować podmiotowo, a jednym z najważniejszych praw, które posiadają, jest prawo do kontaktów z każdym z rodziców.

Celem kampanii jest uświadomienie, że przyszłość dziecka, a zwłaszcza jego stabilność emocjonalna, zależy w dużej mierze od tego, czy rodzice potrafią dojść do porozumienia – w trakcie rozwodu i już po nim.

Buntowanie dziecka przeciwko matceKampania RPD /https://brpd.gov.pl/

Warto wskazać na wystąpienie generalne Rzecznika Praw Dziecka do Ministra Sprawiedliwości oraz Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Oto jego fragment:

„Pomimo wprowadzenia na wniosek Rzecznika Praw Dziecka do polskiego porządku prawnego przepisów jednoznacznie podkreślających konieczność priorytetowego uwzględniania przez sądy prawa dziecka do obojga rodziców, nadal obserwuje się problemy z pełną realizacją praw dziecka w tym obszarze. – Alienacja dziecka od jednego z rodziców jest niewątpliwie formą przemocy emocjonalnej”.

Pobierz: Wystąpienie RPD w sprawie alienacji rodzicielskiej

Prawo wobec Alienacji Rodzicielskiej

Polskiemu prawu pojęcie alienacji rodzicielskiej nie jest znane. Nie znaczy  to oczywiście, że ze zjawiskiem tym nie mamy do czynienia. O alienacji mówić można w kontekście:

  • władzy rodzicielskiej i jej nadużywania,
  • kontaktów z dzieckiem i ich egzekucji, 
  • przemocy psychicznej.

Kolejny wpis poświęcony zostanie właśnie prawnym aspektom alienacji rodzicielskiej. Zapraszam do śledzenia wpisów.

Autor: r. pr. Lidia Makarska

Rozwód – jak utrzymać kontakt z dzieckiem?

Pamiętaj jeszcze o jednym – twoje dziecko ma, albo wkrótce mieć będzie „nowego tatusia”. Tym bardziej musisz się starać – bo twój następca zapewne włączy się w rywalizację… I uważaj – kiedy w nowym związku twojej eks pojawi się partner, a potem ICH dziecko, będziesz musiał dołożyć naprawdę wielu starań, aby twoja latorośl nie poczuła się odrzucona podwójnie!

Po pierwsze – zrozumienie

Postaraj się jasno wyłożyć – najlepiej w bezpośredniej rozmowie w cztery oczy – podstawową kwestię: to, że bierzesz rozwód z mamą nie oznacza, że rozwodzisz się także z dzieckiem. Ono musi wiedzieć, że nadal ma ojca, choć nie będzie go zapewne widywać tak często, jak do tej pory. Musisz się jasno określić – między wami nic się nie zmieni, oprócz częstotliwości widywania się.

Oczywiście poziom rozmowy dostosuj do wieku dziecka – inaczej gada się z sześciolatkiem, a inaczej z szesnastolatkiem. Ale przekaz musi być zawsze ten sam.

Po drugie – kontakt

Kontakt w sensie czysto technicznym, jeśli twoje dziecko nie ma jeszcze komórki, to mu ją kup. Jeśli ma – umów się z nim na regularne doładowania.

Jeśli masz prawo do czterech wizyt albo dwóch weekendów w miesiącu – bezwzględnie je egzekwuj i nigdy tego nie zaniedbuj! Jeśli możecie jechać na wspólne wakacje – skorzystaj z tego i zaplanuj coś naprawdę wystrzałowego i coś, co go zainteresuje: nurkowanie, łowienie ryb, pływanie żaglówką. Jak pozwolisz mu siedzieć przed komputerem lub telewizorem – to będzie porażka.

Zawsze staraj się mieć kontakt ze swoim dzieckiem. Masz do tego prawo. I masz taki obowiązek. Ale kontakt nie polega na tym, że wsadzasz malca na karuzelę, a sam idziesz na piwo! Wspólna rozmowa i wspólne zabawy – to podstawa.

Po trzecie – partnerstwo

Umów się ze swoim dzieckiem, że zawsze będziesz odbierał telefon od niego i że ono zawsze odbierze telefon od ciebie. Rozmawiaj z nim o wszystkim, nie unikaj trudnych tematów i trudnych pytań.

Pozwól mu również, aby mogło brać udział w twoim nowym życiu. Nie chodzi o zabieranie go do pracy, ale na przykład o opowiadanie o swoich sprawach i wtajemniczanie go w niektóre aspekty dorosłego życia.

Przecież nadal masz zamiar je wychowywać!

Oczywiście opowieści o swoich kłopotach raczej sobie podaruj – masz być dla niego oparciem, to ono ma szukać pocieszenia u ciebie, a nie na odwrót. Opowiedz mu o swoich sprawach zawodowych, a jeśli uznasz to za możliwe – również osobistych. Traktuj je jak równoprawnego partnera w swoim życiu i nigdy nie miej ważniejszych spraw od niego!

Po czwarte – zawsze będzie twoim dzieckiem..

Twoje dziecko musi mieć stuprocentową pewność, że zawsze będzie dla ciebie ważne. I wyjątkowe. I jedyne w swoim rodzaju. Bo przecież może się zdarzyć, że założysz nową rodzinę i wkrótce pojawi się jego siostrzyczka lub braciszek. Może się to okazać sytuacją konfliktową, a może – zbawienną. Pamiętaj – nigdy nie izoluj swojego dziecka od przyrodniego rodzeństwa.

Wciągaj go we wspólne spędzanie czasu z całą twoją nową rodziną i zawsze podkreślaj, że to jest także jego rodzina. Buduj więź między dziećmi – to się zawsze opłaca.

Po piąte – szacunek dla „byłej”

To jest najtrudniejsze, ale i najważniejsze – nigdy nie próbuj buntować dziecka przeciwko jego matce. To się po prostu nie uda: ona ma więcej czasu i więcej możliwości, aby zbuntować dziecko przeciwko tobie! I zrobi to bez chwili wahania, jeśli uzna, że ty tego próbujesz.

Dlatego ustalcie na samym początku waszego rozwodu jedno: nigdy przed dzieckiem nie będziecie siebie nawzajem obwiniać o nic. Zasada jest prosta – wy już nie jesteście małżeństwem, ale pozostajecie rodzicami, a dziecko musi się czuć bezpiecznie zarówno z ojcem, jak i z matką. Buntowanie do tego nie doprowadzi…

Po szóste – pamiętaj o ważnych datach

Urodziny, imieniny, Gwiazdka… Zawsze pamiętaj i zawsze miej czas, żeby przynajmniej zadzwonić. Natomiast drogie prezenty raczej sobie podaruj – mogą zostać potraktowane jako próba przekupstwa.

Nie przez dziecko – ono zawsze się ucieszy z nowego komputera czy Play Station… Ale zakup takich rzeczy lepiej uzgodnić z byłą. Często jednak wystarczy drobiazg jako dowód pamięci.

Byle szczerze dany, na czas i aby w prezencie więcej było twojego pomysłu, niż Twoich pieniędzy…

Maciej Ślużyński

Naucz dziecko zarządzania pieniędzmi ❯

Mąż nastawia dzieci przeciwko mnie

Foto: Media Fot. Naj

Ja i Piotr jesteśmy małżeństwem od ponad 13 lat. Do niedawna wydawało mi się, że tworzymy całkiem udaną rodzinę. Owszem, nieraz zdarzały się nam kłótnie i nieporozumienia, ale w którym związku ich nie ma? Mamy 9-letniego syna i 12-letnią córkę; dzieci zawsze były dla nas bardzo ważne. I choć od początku mieliśmy zupełnie inne poglądy co do metod wychowawczych, to nawet w najgorszych snach nie przewidziałam, że mój mąż będzie kiedyś próbował zabrać mi ich miłość.

Zawsze starałam się nauczyć dzieci samodzielności i dbania o porządek. Uważałam, że trzeba przestrzegać stałych pór posiłków, spacerów i spania. Ale Piotr miał na ten temat zupełnie inne zdanie.

Nie widział niczego złego w tym, że dzieci wysiadują przed telewizorem, jedzą słodycze przed obiadem czy lody w zimie.

Kiedy jednak próbowałam z nim o tym rozmawiać, tłumaczyłam, że za bardzo je rozpieszcza, zawsze odpowiadał to samo: “Kochanie, one są jeszcze takie małe” albo “Pozwól mi, tak mało mam dla nich czasu”.

Oczywiście dzieciaki go za to uwielbiały. A koleżanki, siostra i mama przekonywały mnie, że taki mąż to prawdziwy skarb. Więc choć irytowało mnie, że pozwala synowi i córce na wszystko, przymykałam na to oczy. I w gruncie rzeczy cieszyłam się, że tak bardzo kocha nasze dzieci, że jest tak dobrym, wyrozumiałym ojcem.

Chcąc nie chcąc, przypadła mi rola tego bardziej surowego i wymagającego rodzica. Bo skoro mąż rozpieszczał dzieci, to ja musiałam przykręcać im śrubę.

I tak się jakoś ułożyło, że ja kupowałam im buty, ubrania, goniłam do sprzątania, on zaś obsypywał dzieci zabawkami i zabierał do kina. Uznałam to za zupełnie normalne, przecież w wielu rodzinach tatusiowie rozpieszczają swe pociechy.

Ale teraz, z perspektywy czasu, widzę, że już wtedy Piotr chciał pokazać, iż jest lepszym rodzicem ode mnie.

Gdy dzieci poszły do szkoły, wróciłam do pracy na pełny etat. Nie było mi łatwo pogodzić wszystkie obowiązki, więc gdy Piotr zaczął zabierać dzieci na obiady do swoich rodziców, wyjeżdżać z nimi na wycieczki, wakacje, było mi to na rękę. Myślałam, że chce mi pomóc.

Teraz wiem, że to była przemyślana gra – mąż powoli i systematycznie zagarniał miłość syna i córki. Poza tym miał do mnie coraz więcej pretensji, a gdy zapisałam się na studia podyplomowe, wyśmiał moje zawodowe ambicje. Zauważyłam, jak bardzo się od siebie oddaliliśmy.

Ciągle jednak nie zdawałam sobie sprawy z tego, że rywalizuje ze mną o dzieci.

Dopiero rok temu zorientowałam się, że mąż toczy jakąś nieczystą grę. Kilka razy usłyszałam, jak szepcze do dzieci: “Tylko nie mów o tym mamie”, “Widzisz, córeczko, gdyby nie tata, chodziłabyś w łachmanach” czy “Poradzimy sobie sami, bez mamy”.

Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, co dzieje się w naszej rodzinie. Uświadomiłam sobie, że już od dawna, kiedy wchodzę do pokoju, rozmowy milkną, a Piotr ciągle ma z dziećmi jakieś tajemnice. Zrozumiałam, że w naszym domu są jakby dwa obozy: Piotr z dziećmi i ja – sama.

I to oni zwykle decydują, jaki film będziemy oglądać, gdzie spędzimy wakacje itd.

Niestety, dzieciaki dały się wplątać w intrygi Piotra. Najgorsze jest to, że podczas gdy ich komitywa z ojcem bardzo się zacieśniła, mnie przestały słuchać. Kiedyś zabroniłam synowi wyjść wieczorem na rolki; on, patrząc mi prosto w oczy, powiedział: “Ale tata mi pozwolił”. A gdy córce nie kupiłam nowej bluzki, poskarżyła się ojcu.

Bardzo boli mnie ta sytuacja, bo zawsze byłam lojalna wobec Piotra. Nigdy nie powiedziałam o nim złego słowa w obecności dzieci. Tymczasem on nie ma żadnych skrupułów. Otwarcie mnie lekceważy, podważa mój autorytet. Gdy ja czegoś zabraniam, on na to pozwala, gdy ja mówię “tak”, on mówi “nie”.

See also:  Jak rozliczyć nakłady i koszty z majątku wspólnego na majątek osobisty?

Krytykuje moją kuchnię (“tylko u babci można zjeść prawdziwy obiad”), wyśmiewa poglądy (“mama wciąż traktuje was jak niemowlaki”) i coraz bardziej izoluje od rodziny. Gdy ostatnio chciałam się z nimi wybrać na rowery, ze śmiechem powiedział: “Będziesz się wlokła za nami, lepiej zostań w domu”.

Nie rozumiem zachowania Piotra. Nie wiem, dlaczego traktuje nasze małżeństwo jak ring. Podczas ostatniej kłótni nie pozostawił mi żadnych złudzeń: “Jak ci nie pasuje, to zostaw mnie, nikt cię tu siłą nie zatrzymuje, ale pamiętaj, że nie oddam ci dzieci”. Zupełnie nie wiem, co robić.

Nie chcę walczyć z mężem o dzieci, nie myślę o rozwodzie. Zależy mi na rodzinie, ale widzę, że Piotr nie zamierza zrezygnować ze swych rozgrywek. Boję się, iż pewnego dnia całkowicie przekabaci syna i córkę na swoją stronę i stracę ich. Myślałam, że miłość do dzieci łączy, cementuje małżeństwo.

Dlaczego więc nas tak podzieliła?

  • Iwona z Sanoka
  • Komentarz psychologa
  • Ewa Klepacka-Gryz

Prawdopodobnie Piotr ma do Iwony jakieś pretensje: może jest zazdrosny o jej sukcesy zawodowe, czuje się niekochany, gorszy. Możliwe, że dał się zmanipulować swej matce, która np. nie lubi synowej.

Ponieważ nie ma odwagi, by otwarcie powiedzieć żonie, o co mu chodzi, uprawia partyzantkę, wykorzystując do tego dzieci. To nieczysta gra, która ma wpływ na całą rodzinę, na nie także.

Bo choć syn i córka trzymają stronę ojca, na pewno również czują, że w domu dzieje się źle. Sprawy zaszły już dość daleko, ale Iwona i Piotr mogą jeszcze uratować swoje małżeństwo i rodzinę.

Iwona w żadnym wypadku nie może jednak kontratakować i próbować przeciągnąć dzieci na swoją stronę. Oboje powinni teraz skupić się na swoim związku, spróbować odnaleźć dawne uczucia. Najlepiej byłoby, aby wspólnie poddali się terapii małżeńskiej.

Moje dziecko słyszy od swojego ojca, że latam na miotle nad Płockiem i tak naprawdę jestem wiedźmą…

Pani Asia* poprosiła nas o publikację jej historii, jako ostrzeżenie zarówno dla innych mam, jak i ojców. Ma jednak nadzieję, że i w jej sytuacji artykuł pomoże. – Może ojciec mojej córki zrozumie, że robi największą krzywdę naszej córce, a nie mnie… – pisze zrozpaczona.

Postanowiłam opublikować tę historię, ponieważ – niestety – jest uniwersalna, a jej bohaterka może mieć dowolne imię, zawód czy wiek. A nawet płeć, bo takie sytuacje zdarzają się przecież również ojcom po rozwodzie. Tym razem jest to jednak historia kobiety, która szuka pomocy.

Do Płocka przyjechała około dziesięciu lat temu z Ukrainy.

– Pani Agnieszko, zwracam się do Pani jako do matki, z wielką prośbą, aby napisała Pani i opublikowała artykuł o skutkach negatywnego nastawiania dziecka przeciwko drugiemu rodzicowi – pisze we wzruszającym e-mailu.

Tłumaczy, jak bardzo dziecko cierpi i przeżywa, ale i jak mocno niszczy się psychika małego wrażliwego człowieczka, kiedy kocha rodziców, a jeden z nich z ogromną presją nastawia dziecko przeciwko drugiemu rodzicowi.

Jak to wygląda w przypadku pani Asi?

– Jestem matką 7-letniej córeczki, która co drugi weekend, od czwartku do niedzieli, jeździ do ojca oraz babci, którzy, niestety, mieszkają razem. Mój mąż po rozstaniu zapewnia córeczce w co drugi weekend milion atrakcji, pozwala na wszystko, kupuje co tylko dziecko zapragnie.

Ale jednocześnie z premedytacją manipuluje córeczką tak, żeby myślała, że drugi rodzic jest gorszy, ale i że trzeba mówić źle o mnie, żeby sprawić przyjemność temu weekendowemu.

Weekendowy rodzic zapewnia same atrakcję oraz dużą dawkę złych komentarzy na drugiego rodzica – przyznaje z goryczą.

Tłumaczy, że córeczka po takim weekendzie, kiedy wraca do niej, jest emocjonalnie rozszarpana, nie rozumie co się dzieje, czemu jest taka różnica.

– No bo przecież u ojca jest tak super, a u matki tak okropnie, bo są zasady, obowiązki czy kary za złe zachowanie.

Gosia* wraca z płaczem, chowa się po kątach, zamyka się w sobie, jest agresywna, bije mnie, kopie, krzyczy, że „już nie kocha”, a na dodatek kłamie i ma problemy z odbiorem i rozróżnianiem złych i dobrych rzeczy.

Po długim czasie, kiedy uspokoi się i wyciszy, czuje się winna. Mówi, że to jest jej wina, bo to przez nią rodzice kłócą się, że ona jest przyczyną tego złego – pisze zrozpaczona kobieta.

To historia, którą często słyszymy od matek czy ojców po rozwodzie. Jednak jest to dopiero początek dramatu pani Asi – historii, skróconej z wielotomowej książki do jednego akapitu.

– Nie wiem kto jest gorszy, ojciec czy babcia… Wydaje mi się, że razem ustalili, iż za wszelką cenę zrobią wszystko, by moja córka mnie znienawidziła, żeby nie chciała ze mną mieszkać, ani się widywać. Nawet zakazują jej ze mną rozmawiać, kiedy do niej dzwonię – opowiada.

Kiedy jej córka miała 3 latka, pani Asia z mężem mieszkali u teściów.

– Byłam wówczas świadkiem, że mówiła moje córce: „Matka twoja zabiła 5 dzieci i ciebie też nie chce” lub „Matka ciebie nie kocha”. To był standard. Nawet mówiła mojej córce, żeby wołała do niej „mamo” i cieszyła się, gdy moja córka tak do niej mówiła… – wspomina pani Asia.

Jej teściowa opiekowała się córką, gdy młoda kobieta była w pracy. – Po moim powrocie, Gosia na mój widok zaczynała płakać i uciekać ode mnie – ból naszej czytelniczki z tego powodu jest wyraźnie wyczuwalny.

Wyprowadziła się od teściów. Przez 3 lata toczyły się sprawy sądowe – o rozwód, o kontakty babci z wnuczką, ale i w sądzie rodzinnym, sprawy karne, które założyła za znęcanie się nad nią.

– Zgłaszałam wtedy, gdzie tylko mogłam, że ojciec i babcia takim nastawieniem znęcają się nad córką, ale moje słowa zostały całkowicie zignorowane w sądzie oraz na badaniu psychologów sądowych – pisze z żalem.

Od rozwodu i ugody sądowej, w której rozstrzygnięto, że córka będzie mieszkała z matką, minął już prawie rok.

– Na początku trochę było spokoju, ale potem bardzo się nasiliło. Moja córka potrzebowała coraz więcej czasu, żeby się uspokoić, nie krzyczeć, nie patrzeć na mnie ze złością, nienawiścią i poniżeniem.

Stan emocjonalny córki bardzo się pogorszył, zaczęła uciekać z domu, kraść, kłamać oraz szantażować mnie, iż jeżeli jej nie kupię zabawek i nie będę za nią sprzątać, to ona nie będzie ze mną mieszkać i wyprowadzi się do ojca – pisze pani Asia.

Kiedy Gosia uspokajała się, przepraszała mamę za swoje słowa, płakała.

– Opowiadała, że ojciec z babcią widują mnie jak latam na miotle nad Płockiem, i że jestem tak naprawdę wiedźmą. Podobno wujek widział mnie z okna swojego mieszkania, jak latam nad Orlen Areną.

Ona boi się mnie bronić, obawia się, że straci swoje zabawki, plac zabaw specjalnie dla niej zrobiony na działce, ukochane pieski, ale i ojca oraz babcię, bo uważa, że ją kochają – tłumaczy córkę pani Asia.

Wspomina, że kiedy jeszcze mieszkała z mężem, chciała zabrać córkę na plac zabaw. Wówczas mąż ze swoją matką wyrywali jej córkę z rąk.

– Wezwałam policję, a mąż zadzwonił na pogotowie, żeby przyjechali z kaftanem i mnie zabrali. Mówił przez telefon, że jestem nienormalna. Wtedy przyjechała policja, zbadali mnie w karetce.

Powiedzieli, że płacz z powodu, iż matce zabierają dziecko, nie jest powodem, żeby zabierać mnie do oddziału psychiatrycznego. I pojechali.

Wszystko to działo się na oczach naszej wtedy 3-letniej córki… – opowiada.

Jak tłumaczy, bardzo boi się o stan psychiczny córki, jak to odbije się na niej w przyszłości. – Obawiam się, że jak dorośnie, nie będzie w stanie poradzić sobie w życiu – przyznaje.

Pani Asia twierdzi, że nie może liczyć na sąd rodzinny w Płocku. Sprawę zgłosiła do prokuratury, aktualnie twa dochodzenie płockiej policji, była już przesłuchiwana. Zgłosiła się również do Rzecznika Praw Dziecka. I cały czas szuka pomocy i porad, jak ochronić swoją córkę, jak jej tłumaczyć, iż to co mówi ojciec jest nieprawdą.

– Pani Agnieszko, proszę napisać artykuł o mojej historii. Może ojciec mojej córki zrozumie, że robi największą krzywdę naszej córce, a nie mnie… – kończy swoją opowieść pani Asia.

* Imiona bohaterki artykułu i jej córki zostały zmienione

Spokojne matki » Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia"

Niebieska Linia nr 1 / 2011

Jeżeli chociaż jedno pokolenie podejmie trud zatrzymania przemocy, to istnieje szansa, że już w następnej generacji problem ten się nie pojawi. Dlatego inwestowanie w pracę z matkami jest bardzo twórczym i – miejmy nadzieję – skutecznym sposobem wprowadzania zmian w wielu rodzinach.

“Spokojnie kocham”

Pomysł programu “Spokojnie kocham” kiełkował w mojej głowie przez kilka ostatnich lat pracy interwencyjnej z kobietami w Ogólnopolskim Pogotowiu dla Ofiar Przemocy w Rodzinie “Niebieska Linia” IPZ.

Kiedy towarzyszyłam moim klientkom w zatrzymywaniu przemocy, która była obecna w ich życiu, koncentrowałyśmy się zwykle wokół diady – sprawca (zwykle mężczyzna, partner) i ofiara (zwykle kobieta, partnerka). Nieco w tle pojawiała się perspektywa innych członków rodziny, przede wszystkim dzieci, będących świadkami i równocześnie ofiarami przemocy pomiędzy rodzicami.

W pracy interwencyjnej punkt ciężkości leży po stronie zapobiegania potencjalnemu zagrożeniu życia i zdrowia ofiar, nie ma czasu na pracę nad jakością relacji.

Jakość relacji

Wielokrotnie miałam poczucie, że od tej jakości zależy, czy dziecku uda się zbudować swoje poczucie bezpieczeństwa, bycia kochanym, ważnym i akceptowanym.

Zważywszy na fakt, że większość ojców – sprawców przemocy – zaprzecza problemowi i nie jest zainteresowana jakimkolwiek własnym rozwojem w jakimkolwiek zakresie, w tym również w obszarze rodzicielstwa, jedyne źródło zmiany sytuacji dziecka leży po stronie matki.

Wzmacniając kobiety, dając im możliwość poszerzenia perspektywy widzenia wielu problemów dotyczących dzieci, wspomagając odbudowywanie zaufania do samych siebie, wyposażając w narzędzia służące poprawie komunikacji, wspiera się zarówno matkę jak i dziecko.

Trzymając się oczywistości tej tezy, pozostawało, i nadal jest dla mnie otwartym pytanie – jak robić to skutecznie? Znane i szeroko praktykowane metody pracy z matkami, bazujące na popularnym nurcie warsztatów umiejętności wychowawczych, rozwijają komunikację opartą na wzajemnej empatii, ujawnianiu swoich uczuć i potrzeb, oddzielaniu ocen od opisu zachowania drugiej osoby. Mam bardzo dobre doświadczenia dotyczące prowadzenia tych warsztatów, ale uważam, że powinny być one przystosowywane do bardzo specyficznej sytuacji matek, które doświadczyły przemocy. Zdarzało mi się obserwować, jak kobiety szybko i z wielkim zapałem uczyły się nowych zachowań oraz równie szybko w momentach nasilenia się kryzysu związanego z przemocą, wracały do swoich starych wzorców komunikowania się z dzieckiem. Warsztaty umiejętności wychowawczych przyjmują milczące założenie, że generalnie rodzice mają pozytywny stosunek do własnych dzieci, a trudności relacyjne wynikają z braku pozytywnych wzorców komunikowania się ze sobą. Wystarczy zatem zastąpić język “szakala” językiem “żyrafy” i uda nam się przywrócić dobrostan w relacji. Tak zapewne bywa w przypadku bardzo wielu rodziców. W rodzinie, w której przez lata działa się przemoc, jest to bardziej skomplikowane.

Stosunek matek do ich dzieci bywa ambiwalentny, a przemoc nasila chaos sprzecznych uczuć. Jak w kotle miesza się miłość, złość, bezsilność, poczucie winy, lęk i wiele innych emocji.

See also:  Wniesienie sprawy o separację

Dziecko – instrumentem w rękach ojca

Sprawcy przemocy zwykle wykorzystują relacje pomiędzy matką a dzieckiem, aby za jego pośrednictwem stosować wobec niej przemoc. Odbywa się to na wiele sposobów. Zbierając doświadczenia moich klientek, mogę wyliczyć kilka “najpopularniejszych”:

  • nastawianie dziecka przeciwko matce poprzez mówienie na jej temat krzywdzących, nieprawdziwych rzeczy: “Matka nas nie kocha, chce mnie wsadzić do więzienia, przez nią nie będziesz miał/miała ojca”,
  • podważanie kompetencji matki poprzez deprecjonowanie jej pracy, umiejętności, zaangażowania w wychowanie: “Matka zawsze gdera, nie musisz robić lekcji”, “Matka nie kocha Cię, kiedy się ostatnio z tobą bawiła?”,
  • niestawianie żadnych granic dziecku, bycie “dobrym policjantem” i zezwalanie na zachowania, które są dla dziecka atrakcyjne, choć równocześnie bardzo destrukcyjne: “Możesz korzystać z Internetu ile chcesz, dam ci na to pieniądze”, “Możesz chodzić spać o której chcesz”, “Nie musisz przejmować się szkołą”,
  • przekupywanie dziecka poprzez dawanie mu bardzo drogich prezentów, wiedząc, że codzienność życia dziecka, utrzymywanego przez matkę, jest skromna,
  • okazjonalne traktowanie dziecka w wyjątkowy sposób, na co dzień niewywiązywanie się z podstawowych obowiązków wobec niego,
  • wyróżnianie jednego dziecka (tego “lojalnego” wobec ojca) w obecności pozostałych dzieci,
  • straszenie dzieci: “Jeśli zostaniesz z matką, zapomnij o tym, że masz ojca”,
  • uczenie dzieci nielojalności wobec matki poprzez “wyciąganie” najdrobniejszych szczegółów dotyczących jej życia: “Powiedz mi, z kim matka się teraz spotyka, mogę chyba to wiedzieć, przecież jestem twoim ojcem”,
  • codzienne “pranie mózgu” dziecku przez sprawcę, uczenie go bezwzględnego posłuszeństwa wobec siebie,
  • wpajanie seksistowskich przekonań na temat kobiet: “Niech matka posprząta, przecież jest od tego”, “Kobiety nie myślą logicznie”.

Relacje matka – dziecko

Lista tych zachowań może być o wiele dłuższa, efekt jednak zawsze pozostaje ten sam – pogorszenie relacji między kobietą a jej dzieckiem.

Matki, ofiary przemocy ze strony swoich partnerów, powoli tracą bliski kontakt z własnym dzieckiem, doświadczają odrzucenia lub same odrzucają dziecko, trudno im oddzielić uczucia wobec sprawcy od uczuć wobec syna czy córki, którzy kopiują zachowania ojca.

Moje klientki mówią: “Czasami patrzę na moją córkę i widzę w niej jej ojca – ma taki ton głosu jak on, patrzy na mnie tak jak on, słyszę jego słowa jakby stał koło mnie”, “Kiedy dziecko wraca z wizyt u ojca, czuję jakby przestawało być moim dzieckiem. Robi się agresywne, upokarza mnie, nie mam z nim kontaktu.

Dopiero po kilku dniach wszystko wraca do normy, robi się takie jakie znam”, “Rozumiem, że chłopiec potrzebuje ojca i nie bronię mu kontaktów, ale nie jestem w stanie zaakceptować tego, że on upodabnia się do swojego ojca. Boję się, bo zaczynam widzieć w moim synu sprawcę”.

Kobiety winią same siebie za trudne zachowania dziecka i własne uczucia niechęci wobec niego. Myślą o sobie “jestem złą matką, bo nie umiem kochać tak jak inne kobiety”. Społeczny obraz matki, to przecież kobieta, która jest bezgranicznie otwarta i potrafi znieść dla dobra dziecka wszystko.

Wiele kobiet podejmuje ogromny wysiłek pracy wewnętrznej, która pozwala oddzielić swoje uczucia wobec sprawcy od uczuć wobec dziecka, patrzy na trudne zachowania dziecka z perspektywy współczującego dorosłego, a nie ofiary. Jest to jednak praca wymagająca odwagi ujawnienia tego, że jest im trudno kochać własne dziecko.

To wielkie tabu w naszej kulturze, uznającej za oczywistość bezwarunkową miłość kobiecego serca.

Jest w tej sytuacji też paradoks polegający na tym, że kobiety uważające się za złe matki, są realnie bardzo często jedynymi opiekunkami dziecka, troszczącymi się o jego codzienne potrzeby.

To jednak nie podnosi ich rodzicielskiej samooceny, ponieważ kulturowa poprzeczka, jaką sobie stawiamy jako matki, jest postawiona o wiele wyżej.

Nie uwzględnia też faktu, że trudno jest zbudować mocną więź, jeśli druga dorosła osoba w związku ciągle niszczy to, co udało nam się stworzyć.

Pracując z matkami, które doświadczyły przemocy, należy w klasycznej formule warsztatów umiejętności wychowawczych uwzględnić tę właśnie specyfikę. Oznacza to, że poza wyposażeniem kobiet w cenne umiejętności komunikacji bez przemocy, trzeba stworzyć bezpieczną i rozległą przestrzeń na wyrażanie trudnych uczuć wobec dziecka.

Często w moim doświadczeniu wygląda to tak, że dopiero po dotarciu do własnej, głęboko ukrytej złości, lęku, bezsilności, kobiety są w stanie poczuć prawdziwą bliskość wobec dziecka. Bez tej więzi umiejętności komunikacyjne są tylko protezą dobrej relacji.

Mój autorski program “Spokojnie kocham”, realizowany w ramach działalności Fundacji Miejsce Kobiet, był próbą stworzenia warsztatu, który z jednej strony dostarczy kobietom konkretnych umiejętności psychologicznych, a równocześnie da przestrzeń do pracy z własnymi zablokowanymi emocjami.

Uczestniczki spotkań i ich dzieci

W grupie wzięło udział 16 kobiet, które doświadczyły przemocy w rodzinie i są równocześnie matkami.

Zaprosiłam do zajęć kobiety, które aktualnie nie doświadczały przemocy lub też miały poczucie, że potrafią na tyle dobrze postawić swoje granice wobec sprawcy, że nie jest im już potrzebna praca interwencyjna.

Dominującą motywacją zgłaszających się kobiet była chęć poprawy swojego funkcjonowania w związku z dzieckiem/ćmi. W grupie były zarówno kobiety z małymi dziećmi jak i całkiem już dorosłymi, kobiety z jedynakami jak i wielodzietne (troje lub czworo dzieci).

Przebieg spotkań

Grupa pracowała bardzo intensywnie. Spotkałyśmy się podczas trzech sesji trwających po 20 godzin każda, odbywających się w odstępach co 2-3 tygodnie. W sumie było to 60 godzin pracy warsztatowej.

Tempo wynikało z krótkiego czasu, jakim dysponowałam na realizację projektu (w planach, przerwy między sesjami miały trwać ok. 3-4 tygodni). Konsekwencje tego rytmu były dwojakie. Z jednej strony uczestniczki mówiły, że jest im trudno “życiowo”.

Dla kilku kobiet było to pierwsze od wielu lat wyjście z domu na tak długi czas i tak często. Budziło to w nich poczucie winy, że poświęciły tyle czasu “tylko dla siebie”. Czasami (np.

matkom samodzielnie wychowującym dzieci) było trudno przyjść na kolejne warsztaty, ponieważ nie miały na ten moment zapewnionej dla nich opieki. Z drugiej strony intensywność spotkań oraz bardzo mocna dynamika pracy w grupie wytworzyły silną więź między uczestniczkami.

Pracowałam metodami terapii przez sztukę – pracy z bajką, odgrywania ról rodzinnych, wizualizacji, tworzenia spontanicznych rysunków. Wprowadziłam elementy edukacyjne, pochodzące z nurtu komunikacji bez przemocy. Pierwszy dzień każdej dwudniowej sesji poświęcony był “kobiecie”, drugi “dziecku”.

Dzień “kobiety” był przestrzenią na przyjrzenie się “samej sobie”, swoim przekonaniom na różne tematy, uczuciom, potrzebom.

Był to dzień dotykania różnych emocji mających związek z przemocą jakiej doświadczyły, niejednokrotnie było to bardzo trudne dla kobiet.

Dzień “dziecka” miał bardziej charakter edukacyjny, uczestniczki ćwiczyły umiejętności rozpoznawania potrzeb swoich i dziecka, wyrażania uczuć, rozwiązywania konfliktów z dzieckiem itp.

Zauważyłam, że wiele kobiet w grupie posiadało dużą samoświadomość i wiedzę na tematy wychowawcze. Bardziej niż edukacji potrzebowały przestrzeni na uważny kontakt z samą sobą. Podczas kolejnych spotkań zaczęłam więc wydłużać część temu poświęconą.

Wprowadziłam też elementy edukacyjne dotyczące rozpoznawania przemocy, przede wszystkim psychicznej, ponieważ okazało się, że jest to wiedza pomagająca bardziej obiektywnie spojrzeć na różne reakcje, zarówno swoje jak i dzieci.

Owocem tej edukacji stała się ulotka na temat rozpoznawania przemocy psychicznej, którą przygotowałyśmy w ramach projektu i przekazałyśmy warszawskim organizacjom pozarządowym.

Podsumowanie przebiegu programu

Na podstawie analizy dwóch rodzajów ankiet, których użyłam do ewaluacji programu, zauważyłam, że zajęcia bardzo pozytywnie wpłynęły na różne obszary funkcjonowania kobiet. Uczestniczki doświadczyły wzrostu kontroli nad własnym życiem, zrobiły się bardziej samodzielne w podejmowaniu decyzji.

Wzrósł poziom ich akceptacji wobec samych siebie, poczucia własnej wartości, pozytywnego myślenia o sobie. Wzrosła także umiejętność stawiania granic innym oraz poczucie wpływu na własny los. Uczestniczki biorące udział w programie zaczęły w bardziej pozytywny sposób myśleć o własnej przyszłości.

Wzrósł poziom otwartości na nowe kontakty z ludźmi i zadowolenie z kontaktów z własnymi dziećmi. Wzrosła umiejętność radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych z dziećmi, wiedza na tematy wychowawcze i wiedza umożliwiająca rozpoznawanie przemocy w relacjach. Nie zmienił się natomiast poziom zaufania wobec wsparcia innych.

Zarówno na początku jak i pod koniec spotkań uczestniczki uważały, że wsparcie innych osób, będących w podobnej sytuacji, pomoże im w pokonywaniu problemów.

Kobiety podkreślały wartość zajęć z następujących tematów:

  • nauka radzenia sobie z trudnymi emocjami (złością, cierpieniem itp.),
  • praktyczne wskazówki dotyczące rozpoznawania przemocy i manipulacji,
  • nauka stawiania granic.

Brakowało im jednak takich tematów jak seksualność i zdrowe relacje z mężczyznami. Chciałyby w przyszłości, w trakcie spotkań więcej ćwiczeń relaksacyjnych oraz ogólnie dłuższego czasu trwania programu.

  • Przykładowe wypowiedzi uczestniczek na temat korzyści z uczestnictwa w zajęciach:
  • Zauważyłam, że nie stawiam wystarczających granic moim dzieciom.
  • Zobaczyłam, że manipulacja i zaniechanie to też przemoc.
  • Wzbogaciłam swoją wiedzę o komunikowanie się bez przemocy.
  • Zaczęłam wyznaczać granice w relacjach z innymi.
  • Otworzyłam się na własne emocje, w szczególności na złość.
  • Program pomógł mi zorientować się w swojej sytuacji i zobaczyć ją wyraźniej.
  • Lepiej zrozumiałam mechanizmy stosowania przemocy.
  • Nie mam obaw przed otwarciem się przed córkami.
  • Wiem co robić, aby nie stać się agresorem, a także jak dostrzec manipulację i powiedzieć “nie zgadzam się”.
  • Teraz lepiej dogaduję się z córkami, łatwiej mi z nimi rozmawiać.
  • Bardziej cenię to, że jestem kobietą.

Refleksje osobiste

Jeśli chodzi o mnie, wzbogaciłabym program o wiele więcej tematów, niż te, o których wspomniały w swoich ankietach uczestniczki.

Dodałabym odkrywanie i transformowanie wzorców pochodzących od rodziców, odnajdywanie własnych zasobów, kontakt z kreatywnością, szukanie indywidualnej ścieżki w świecie i kilka innych. Nie pozwolił na to czas.

Ale nawet to, co wydarzyło się podczas trzech weekendowych spotkań było dla mnie, autorki i prowadzącej, dobrym oraz poruszającym w wielu momentach doświadczeniem, dającym poczucie sensu tego co robię.

Jestem przekonana, że im mocniejsze, bardziej świadome i niezależne stają się matki, tym mocniejsze, bardziej świadomie i niezależne będą też ich dzieci. Wierzę, że jeżeli jedno pokolenie podejmie trud zatrzymania przemocy, to istnieje szansa, że problem ten nie pojawi się już w następnej generacji. Inwestowanie w pracę z matkami jest bardzo twórczym sposobem wprowadzania zmian do wielu rodzin.

 “Spokojnie kocham” – autorski program dla matek, które doświadczyły przemocy w rodzinie, realizowany był  w ramach dotacji Urzędu Miasta Stołecznego Warszawa dzielnicy Śródmieście w okresie od października do grudnia 2010 roku.

Agnieszka Czapczyńska – psycholożka, arteterapeutka, trenerka warsztatu PTP, specjalistka w zakresie pomocy ofiarom przemocy w rodzinie, tworzy Fundację Miejsce Kobiet.

Szkolenie dla osób chcących ubiegać się o certyfikat superwizorski

29.03.2021

Rada Superwizorów w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie uprzejmie informuje, że rozpoczęcie kolejnej edycji szkolenia dla osób chcących ubiegać…

czytaj dalej

Leave a Reply

Your email address will not be published.